03/2018

Karol Maliszewski

Bez zaszeregowania.
O nowej poezji kobiet

1. Nie twierdzę, że poeci powiedzieli wszystko, więc teraz pokładam nadzieję w poetkach biorących się za to „wszystko” od innej strony, na innych zasadach. Nie da się niczego twierdzić w niestabilnej, płynnej przestrzeni pomiędzy „czuciem a analizą tekstu”. Jednak można sobie wyobrazić odbiór kładący nacisk na to, co dojmująco świeże, czytanie całym „zaangażowanym” ciałem, odruchowo powtarzającym gesty zza szyby wiersza, ich intensywność, konwulsyjność. I właśnie w tym wyobrażeniu, jak sądzę, odbywają się akty krytycznego przyswajania, w którym kwestia płci nie jest najważniejsza. Płeć jest tylko pretekstem, będąc drugim imieniem nadwrażliwości posuniętej aż do neurozy (w pierwszej chwili chciałem napisać: „kulturowo wyprofilowanej neurozy”). A ta neuroza to nic innego, jak poczucie nietaktu, niestosowności, niesprawiedliwości, nieodpowiedniości zapowiedzi i spełnień, słów i ich tymczasowych użyć.

Nie wiem, jak mógłbym inaczej wytłumaczyć to dziwne zjawisko, że w ostatnich latach tomiki kobiet zajmują mnie bardziej niż tomiki mężczyzn. Może chodzi o to, że wraz z tymi pierwszymi wraca się do początków poezji, do iluzji ustanawiania świata na nowo. Zdobyć go, czyli opisać. Przebić się przez język, by stwierdzić, że nie ma innego. Tak jakby poetki nie miały swojego „Brulionu” ani „roczników siedemdziesiątych”. Ich przełomy dokonują się w ciszy. Bez zbędnych i zwodniczych nazw. Bez zaszeregowania.

[o Julii Fiedorczuk, Genowefie Jakubowskiej-Fijałkowskiej, Izabeli Kawczyńskiej, Barbarze Klickiej, Kirze Pietrek, Marcie Podgórnik, Joannie Starkowskiej i Julii Szychowiak przeczytaj w wydaniu papierowym]
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.