03/2019

Karol Alichnowicz

Cóż jest poezja?

1. Lektura Tak. Trzech esejów o poezji dowodzi, że Wojciech Kass żyje poezją i w poezji. Cóż, chyba inaczej niepodobna tego ująć… Brzmi to zapewne nieco górnolotnie, ale nie ma w tym zbyt wiele przesady, co potwierdzą z pewnością wszyscy, którzy czytają lirykę poety, wszyscy, którzy go kiedyś spotkali. I w słowie wiersza bowiem, i w słowie wypowiedzianym podczas wieczoru autorskiego daje się odczuć – jak zresztą to trafnie zracjonalizować i nazwać? – pewien rodzaj napięcia, jakie wytwarza osobowość twórcy, kogoś, kto jest ze słowem za pan brat. Mówimy w takich przypadkach o roztaczaniu poetyckiej aury, mówimy w istocie banalnie, chociaż mówimy też do rzeczy, bo próbujemy pochwycić to, co nieuchwytne.

Właśnie: nieuchwytne, dotyczące przecież fenomenu świata poezji, który – koniec końców – wymyka się wszelkim definicjom, systematyce. Poznać go można jedynie samemu, sprawdzić sobą, sobą też tworzyć, na własne ryzyko i na własny rachunek. Świat ów nie jest dla Kassa bynajmniej wyłącznie dziedziną literatury, słów zgrabnie postawionych na papierze – o czym przekonują eseje składające się na Tak – lecz rozumiany w sposób maksymalistyczny, staje się życiem samym, doświadczeniem wykraczającym poza jednostkowy los. W jednym ze swoich dawnych wierszy napisał przecież: „Poeta podpiera językiem świat, / jego znikomą / i w gruncie rzeczy / słabowitą konstrukcję. // Wznosi nim / katedry / i łuki tryumfalne, które też są językiem / w tym sensie, że zanim zbudowano / tę górę kamienia, / musiała zgnić / góra mięsa” (Całowanie gwiazdy).

Cytuję prawie cały wiersz, aby uzmysłowić is­totną kwestię: Wojciech Kass jest spadkobiercą tej tradycji literackiej, która chce powracać do źródeł „mądrości poetyckiej”, pojmowanej jako forma pierwotnej metafizyki, i która wciąż chce odnajdywać odwieczną komunię słów i rzeczy (na przekór prawu językowej konwencji i względności znaczeń). W konsekwencji poprzez realne – co stanowi podstawę poetyckiego aktu poznania, o jakim należy tu powiedzieć – próbuje dotrzeć do „podszewki rzeczywistości”. Poezja w takim ujęciu nie jest jedynie słowem powołującym się na inne słowo, ale poszukuje zewnętrznego odniesienia do świata, do natury, do Innego. Można by rzec, iż zdaje się być czymś tak naturalnym, jak oddech.

2. Owszem, jak oddech, ponieważ jest czymś przyrodzonym, pierwotnym, związanym z wnętrzem i zewnętrzem, duchem i ciałem, widzialnym i niewidzialnym. Krótko: z całością. Tak wyrasta właśnie – wbrew wszelkim modom – z myślenia o poezji jako pełni doświadczenia. Perspektywa ta określa charakter trzech zamieszczonych w książce esejów: Światło jaśnie gość, Ekstaza i rzemiosło, Pomiędzy strofą i katastrofą, które mówiąc o literaturze i o istocie aktu twórczego, mówią tak naprawdę o miejscu poezji oraz roli poety w świecie (nawet odczarowanym). Tytuły owe wskazują na najistotniejsze, fundamentalne kategorie poetyckiego światopoglądu Wojciecha Kassa, wśród których kluczowe znaczenie ma bez wątpienia światło-sacrum, samoistne, wieczne, doskonałe (wystarczy przypomnieć, oprócz debiutu zatytułowanego wymownie Do światła, wybór wierszy autora opublikowany w 2016 roku pt. Pocałuj światło). W pierwszym z esejów czytamy:


Tak, poezja nie jest ucieczką od, jest zbliżaniem się do. Do czego? Do światła świata. Do rzeczywistości, czyli świecenia rzeczy i zjawisk. […] Ufam, że konstrukcja metafizyczna świata, jeśli takowa istnieje, wyposażona jest w światło. […] Poezja jest więc obrotem w stronę świecenia rzeczy, świecenia świata, obraca się do światła jak kochanek do oblubienicy, […] poeta zaś poławiaczem i nosicielem obrazów, w których sznury konkretów przeplatają się ze sznurami niewidzialnego. Inaczej – to niewidzialne jest lepiszczem obrazu widzialnego.


Ruch wyobraźni ma wobec tego swój kierunek: wiedzie od rejestracji przeżyć empirycznych poety do podejmowanego przez niego ryzyka wyjścia poza granicę zmysłowego doświadczenia. Podjęta przez Wojciecha Kassa próba określenia celu poezji w kontekście motywu światła‑sacrum prowadzi go ku pierwotnym źródłom twórczości lirycznej. W eseju Ekstaza i rzemiosło (o paradoksie związywania się z tradycją) przywołana zostaje – jakżeby inaczej! – postać mitycznego Orfeusza, praojca wszystkich poetów. Interesujący autora fenomen pisarskiego natchnienia, swego rodzaju twórczej potencji, rozważany jest w odniesieniu do Platońskiej koncepcji „poetyckiego szału” inspirowanego przez bóstwo. Po raz kolejny stawiane są pytania, kto kieruje ręką piszącego?, on sam czy jakaś nieznana ponadludzka siła? Kass dawał jednoznaczną odpowiedź w Notesie drukowanym na łamach „Toposu”, który stanowi doskonały komentarz do jego liryki. Podobnie jest teraz, kiedy pisze o głębokiej duchowej łączności poety z tym, co wydaje się przekraczać ludzkie pojmowanie, istniejąc „poza sferą ludzkiego pragnienia i woli, będąc niejako częścią niedostępnej całości […] sił wyższych”. Równocześnie poeta zaznacza – stąd słowo „paradoks” w podtytule eseju – że owa ekstaza będzie roztrwonionym darem bez znajomości rzemiosła (tradycji literackiej):

Ekstatyk skazany jest na rzemieślnika, obaj muszą zewrzeć się w silnym i niepodzielnym uścisku. W przeciwnym razie ekstatyczny moment, będący jak taniec niewypowiedzianego zachwytu, wdzięczności i modlitwy, ulegnie roztrwonieniu, zaś rzemieślnik, pomimo znajomości warsztatu językowego i majsterstwa w operowaniu rozmaitymi technikami literackiego wyrazu, nadal pozostanie niewolnikiem zastanych form i chwytów spod znaku wersyfikatora.


W chwiejnej równowadze między „ekstazą” i „rzemiosłem” odnajdziemy ten rodzaj bliźniaczej koegzystencji, jaki cechuje oscylowanie pomiędzy „strofą” a „katastrofą”. W tak zatytułowanym trzecim eseju (Pomiędzy strofą i katastrofą) dwie kategorie zyskują sens daleki od swojego etymologicznego znaczenia, ponieważ „Strofa i katastrofa splatają się jak splata litera poezji z literą egzystencji, jak gotowy i zastany model życia z życiem, którego każdy z nas doświadczyć musi osobiście”. W tym nierozerwalnym splocie Wojciech Kass widzi metaforę procesu twórczego, porównując go do „oberwania chmury”, „osunięcia się skarpy, nawisu skalnego”, co ostatecznie prowadzić musi do transgresji, przekroczenia siebie i danego nam języka (konwencji). Dlatego bardziej ceni poetów katastrofy niż strofy, przedkłada ryzyko nad wygodę spokoju. Zwłaszcza że „poeta posiada pierwotny stosunek do słowa, którego nie da się wyuczyć, w tym sensie jest człowiekiem pradawnym, łowca ukrytych obrazów lokujących się na dnie wspólnej, niepodzielonej i nieskatalogowanej przez racjonalny umysł ludzki, duszy świata”.

Przywołana tu koncepcja poezji, zakładająca zniesienie bariery dzielącej „ja” od „nie‑ja”, podział na podmiot i przedmiot, odnosi się do tradycji poetyckiej sygnowanej przez Rilkego, Eliota, Saint‑John Perse’a. Cechą tych pierwotnych, ukrytych „świętych obrazów” jest anonimowość ich stwórców, którzy byli równocześnie poetami i kapłanami. W tej mierze każdy akt twórczy miał zarówno wymiar sakralny, jak i swój udział w powstawaniu świata. Zauważmy, że już tytuł Tak, afirmatywny w swojej zgodzie na świat taki, jaki jest, podpowiada, że możliwa jest również i dziś wiara w słowo nazywające ów świat, zbliżające się do niego. W słowo, które go „podpiera”.

3. Co więcej, żaden z trzech esejów składających się na książkę nie odnosi się bezpośrednio do tytułu (do czego poeta zresztą nas przyzwyczaił swoją Ufnością. Trzema poematami), ale zarazem wydaje się w nim głęboko zakorzeniony. Więcej nawet: uwiarygodnia ich dialog, który w istocie – rzecz zostawiłem na zakończenie – jest dialogiem poety z poezją, słowa ze światem, mowy wiązanej z mową niewiązaną. Trzy eseje o poezji spajają bowiem cztery wiersze: Możemy wyruszać, Przepis, Z Benna oraz Głosem nieznającym granic, które mogą (i stanowią) autokomentarz do tego, co zostało powiedziane. W tym etycznym z ducha dialogu Wojciech Kass wyraża swój sprzeciw wobec nihilizmu epoki, wobec „Nie” rzeczywistości zamkniętej na transcendencję. Czym w istocie jest „Tak” poety? Cóż to jest w ogóle poezja?

Bo w rezultacie budulcem poezji są przewidzenia, co ni mniej, ni więcej znaczy tyle, co przesunięte widzenia, a więc wewnętrzne wizje, które są błogosławieństwem, a ich wyraz staje się wielkim szerokim TAK rzuconym światu strofy i katastrofy. W przesunięciu widzenia zjawia się zobaczone w olśnieniu, nawet nie widziane – tylko objawione (Pomiędzy strofą i katastrofą).

Wojciech Kass: Tak. Trzy eseje o poezji.
Atelier Słowa,
Gdynia 2018, s. 60.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.