12/2020

Monika Válková Maciejewska

Czechy

Na odpovědnosti je nejzajímavější to, že ji s sebou nosíme všude” („W odpowiedzialności najciekawsze jest to, że wszędzie ją ze sobą nosimy”).

Taki oto cytat zawisł na jednej z ulic Brukseli pod koniec czerwca 2020 roku, w ramach projektu Grow Our Humanity tamtejszego Czeskiego Centrum. Pochodzi od Jana Patočky, jednego z najwybitniejszych filozofów XX wieku, sygnatariusza niepodległościowej Karty 77 (Charta ’77), ucznia i przyjaciela Edmunda Husserla. Słowa te znalazły się w książce Świat naturalny jako problem filozoficzny (Přirozený svět jako filosofický problém, 1936), w której fenomenolog podkreśla rangę naturalnego doświadczenia. To ono właśnie nadaje życiu sens, bez niego egzystencja oddaje się losowi bez jakichkolwiek znamion odpowiedzialności. Owo naturalne doświadczenie w egzystencji człowieka stanowi istotę bytu. Jakież to znamienne! Czy dziś, doświadczeni epidemią, stajemy się bardziej odpowiedzialni za siebie nawzajem? Słowa osobistości zarówno czeskiej kultury, jak i polityki (Václava Havla, Jana Patočky, Tomáša G. Masaryka, Karla Čapka czy Jana A. Komenskiego) upiększają, a zarazem uduchawiają brukselskie ulice, wystawy sklepowe, drzewa przed Parlamentem Europejskim, okna mieszkańców. To pole do refleksji nad tym, jaki świat chcemy ujrzeć po koronawirusowym kryzysie. A w zasadzie wskazówka, że w solidarności i wspólnocie jest siła zdolna pokonać strach i niepokój.

Owo wspomniane „naturalne doświadczenie” bliskie było i pisarzowi Bohumilowi Hrabalowi. Zasada „świat jest piękny nie dlatego, że taki jest, ale dlatego, że ja go tak widzę”, była fundamentem jego prozy, nakreślone zaś obrazy, właśnie dlatego, że niczym się niewyróżniające, malownicze i poetyckie. Można powiedzieć, że właśnie ów pisarski fenomen (sic!) przyciągnął Jiříego Menzla. „Film musi powstawać lekko, praca musi być naturalna, jak oddech”, mawiał zmarły we wrześniu 2020 roku reżyser, symbol czeskiej kinematografii, który owo „naturalne doświadczenie” rzeczywistości poetycko opisanej przez Hrabala przełożył na kod filmu – obrazów równie urokliwych, co docenianych (nagrodzone Oskarem w 1966 roku zostały Ostře sledované vlaky, Pociągi pod specjalnym nadzorem, a w roku 1990 Złotym Niedźwiedziem Skřivánci na niti, Skowronki na uwięzi). Przez Jiřiego Menzla przemawiało oddanie i szacunek wobec odbiorcy, stąd adaptacje Hrabala i Vančury (Rozmarné léto, Kapryśne lato z 1968 roku), które o zwykłych ludziach traktują i w których zwykli widzowie odnajdują siebie. „Film to bardzo droga rzecz – twierdził reżyser – na tyle, że nie mogę sobie pozwolić na wydawanie pieniędzy, mówiąc, że mi na publiczności nie zależy”. Menzel doświadczył kina z obu stron: i reżyserował, i grał. Jego ostatnim filmem, w którym dał się poznać jako aktor i partner Petera Simonischka, zdobywcy Europejskiej Nagrody Filmowej z 2016 roku, był Tłumacz (Tlumočník) w reżyserii Martina Šulíka (2018).

Publicznego pożegnania Jiřího Menzla pierwotnie miało nie być, jednakże na prośbę wielu przyjaciół i obywateli zorganizowano wieczór wspomnień. W jednej z sal praskiego Rudolfinum wystawiono księgę pamiątkową, wizytujący mogli też przed budynkiem obejrzeć wystawę pt. Rozmarná léta. Wszystko połączono z festiwalem Dvořákova Praha, na którym zabrzmiał Mozart – ulubiony kompozytor wielokrotnie nagradzanego reżysera.

W jednym z filmów Menzla, Święto przebiśniegu (Slavnosti sněženek, 1983), słyszymy zdanie, które, przy odpowiedniej parafrazie, mogłoby urosnąć do kolejnego symbolu naszych czasów. Aż chce się zmienić oryginał z „Jak by tady bylo krásně, kdyby nebyly ty děsný vosy” , na: „Jak by tu było pięknie, gdyby nie było zarazy…”.

To właśnie sytuacja epidemiczna spowodowała, że przełożono wszystkie festiwale teatralne i literackie z maja i czerwca na wrzesień, z nadzieją, że dojdą do skutku. I doszły, tylko w formie nieco innej niż oczekiwana. Wydarzenia, które gromadziły tłumy na widowniach teatrów czy kin, zostały przeniesione do Internetu (np. Magnesia Litera), galerie przeniosły się na powietrze (np. Skulpture line festival https://www.sculptureline.cz/en/prague-2020), artyści teatralni opanowali sieć, kręcąc krótkie seriale i zbierając fundusze na przetrwanie (projekt „sKORO NA mizině”, w wolnym przekładzie „O krok od bankructwa”, teatru Ostrawa). Nowe dzieło Agnieszki Holland Szarlatan z Ivanem Trojanem w roli głównej, choć zdążyło mieć w lutym premierę na 70. MFF w Berlinie, to w Czechach musiało czekać do września, by okazało się, że zasługuje na laur czeskiego kandydata do Oskara. Kultura stara się, jak może, bo „Naděje není to přesvědčení, že něco dobře dopadne, ale jistota, že má něco smysl – bez ohledu na to, jak to dopadne” – Václav Havel. („Nadzieja to nie jest przeświadczenie, że coś się dobrze skończy, ale pewność, że to coś ma sens, bez względu na to, jak się skończy”).

Ten cytat z Václava Havla stał się niewątpliwie mottem walki artystów o byt. Starają się niejako przenieść punkt ciężkości nastałej sytuacji z negatywnego na, choć w jakiejś mierze, pozytywny. Dowodem takich działań jest chociażby zbiór dziewiętnastu opowiadań Za oknem (wydawnictwo Prostor, 2020), zainspirowany kwarantanną z powodu Covid-19. W zbiorze znajdują się opowiadania z różnych obszarów rodzajowych (realizm przenika się z poetycką fantastyką, horror z kryminałem) najwybitniejszych czeskich współczesnych prozaików m.in. Bianki Bellovej, Pavli Horákovej, Pavla Kosatíka czy Markéty Pilátovej. Ciekawym aspektem publikacji jest to, że 19 procent ze sprzedaży nakładu przeznaczone jest na cele charytatywne.

Kiedy już o przekazywaniu dóbr mowa… W lipcu czeska scena kulturalna, a przede wszystkim mole książkowi, dowiedzieli się, że Milan Kundera zamierza oddać swoje zbiory łącznie z pokaźnym archiwum Morawskiej Bibliotece w Brnie (Moravská zemská knihovna). To niebagatelne posunięcie, do dyspozycji czytelników i badaczy dostaną się w ten sposób dzieła Kundery i ich przekłady (na co najmniej czterdzieści języków), jego artykuły, wycinki prasowe o nim i krytyki dzieł, a także rysunki i szkice kreślone ręką pisarza. Wszystko do dyspozycji w formie digitalnej, w specjalnym pokoju nazwanym na cześć pisarza. Zarówno politycy (Lubomír Zaorálek, minister kultury), jak i wydawcy (Miroslav Balaštík, redaktor naczelny i współwłaściciel wydawnictwa Host) zgadzają się co do rangi tej decyzji i zauważają jej dwie płaszczyzny: symboliczną – jako że Milan Kundera podkreśla tym samym, że przynależy do Czech i dzieli się z Brnem tym, co ma dla niego najistotniejszą wartość – i badawczą – będzie to bowiem unikalna możliwość zapoznania się z tekstami pisarza, który, przekazując dar i tłumacząc swój ruch, po prostu stwierdził: „książki powinny być w bibliotece”. Ale to nie koniec niespodzianek, których areną jest Brno. Brneńskie wydawnictwo „Atlantis” daje publiczności przekład ostatniej powieści Milana Kundery Slavnost bezvýznamnosti (Święto nieistotności), a Teatr Narodowy w stolicy Moraw oferuje odkurzoną premierę dramatu Majitelé klíčů (Posiadacze kluczy) z 1962 roku. Choć wiadomo, że teatry zamknięte.

Te wszystkie aktywności dowodzą, że kultura się nie poddaje, że artyści szukają nowych ścieżek i metod rozwoju. Choć bywa to trudne, kiedy o kulturze w Czechach mówi się ostatnio w rządzie, że to „volnočasová aktivita”, aktywność dodatkowa, która nie wymaga dopompowywania państwowym wsparciem, jest czymś nadto, nie niezbędnym („Host” 2020, nr 6, 168 hodin 11.10.2020). Z takiego założenia wyszedł też pewnie prezydent republiki, Miloš Zeman, który w sobie charakterystycznym stylu stwierdził, że „artyści swe najlepsze dzieła stworzyli, gdy byli głodni”, więc, jak można przypuszczać, ograniczenie ich działalności i zarobkowania wyjdzie im tylko na dobre… Ta dość dziwaczna próba motywacji spotkała się oczywiście z dużą krytyką nie tylko samych zainteresowanych, lecz także zwykłych odbiorców. Obrona dotyczyła nie tylko teatru i literatury, lecz także radia i prasy (słuchacze komercyjnych stacji radiowych też zdają sobie sprawę, „že by jim toho bez kultury najednou moc nezbylo” czytaj: „bez kultury by ludziom zostało mało…”, co opisuje w wywiadzie aktor, Jiří Mádl (10.05.2020).

Nie można oprzeć się wrażeniu, że sytuacja epidemiczna wymogła na społeczeństwie zrewidowanie pojęć. Zastanawiamy się nad tym, co jest dla nas ważne, co jest symboliczne, w czym symbolu szukać i jakimi cechami się on charakteryzuje. Zastanawiamy się nad tym, który z symboli ma rangę tożsamościową, z którym się identyfikujemy. Symbole są istotne, bo jednoczą. Trzeba o nich mówić i podkreślać ich wartość, bo bez nich stracimy kontakt z rzeczywistością. Niczym Jakub, bohater, nomen omen, symbolicznego już (żeby nie powiedzieć: kultowego) czeskiego filmu w reżyserii Davida Ondříčka, Samotáři (Samotni, 2000), w którym wiecznie odurzony marihuaną, idzie w odwiedziny do kolegi i usłyszawszy tam czeski hymn narodowy, kwituje to słowami: „To jest świetna muzyka! A co to za muza?”.

Dbajmy o świat kultury, byśmy nawet po epidemii mieli się z czym identyfikować. A dbając, oglądając, wspierając, tylko udowadniamy, że nikt nie jest samotny.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.