10/2019

Andrzej Kanclerz

Donat Kirsch – konstruowanie legendy

W 1975 roku nikomu nie znany dwudziestodwulatek z Tarnowskich Gór otrzymał III nagrodę w konkursie Spółdzielni Wydawniczej „Czytelnik” na debiut powieściowy. Nazywał się Donat Kirsch, a jego powieść nosiła tytuł jeszcze bardziej intrygujący – Liście croatoan1. Ukazała się w 1977 roku.

Debiutancka powieść Kirscha sprawiła krytykom i czytelnikom wiele problemów. Włodzimierz Bolecki rozpoczął swoją recenzję w „Twórczości” od stwierdzenia: „Spośród debiutów powieściowych «Czytelnika» ten jest najbardziej «inny», […] nie daje się podciągnąć ani pod określone formułki tematyczne, ani fabularne, ani nie zaspokoi «złotoustych poszukiwaczy bohatera młodej prozy». Kirsch napisał powieść, która jeszcze długo będzie drażnić i odpychać polemistów rzeczywistości przedstawionej przez literaturę”2.

Mieczysław Orski pocieszał: „Kiedy czytelnik przebrnie przez trudne i amorficzne początkowe partie powieści, dotrze do podanej już w sposób bardziej przejrzysty i łatwostrawny, nasączonej liryzmem i tkliwością w stosunku do przyrody oraz nadmiernym szacunkiem dla banalnych sytuacji międzyludzkich anegdoty”3.

Stanisław Czermak nazwał powieść Kirscha próbą prozy poetyckiej, co jest raczej wątpliwą reklamą książki4. Arkadiusz Myszkowski twierdził z kolei, że utwór ten może być równie łatwo skrzywdzony, jak i zbyt szybko uznany za arcydzieło5.

Nie wszystkim podobała się taka optyka autora. Jerzy Weber zarzucał powieści Kirscha uciekanie od pokoleniowych sporów, unikanie skomplikowanej gry literackiej, brak krytyki mechanizmów społecznych6. Andrzej Pawluczuk twierdził, iż skomplikowana warstwa komunikatywna utworu sprawia, że język tej prozy traci właściwą przeźroczystość, a to nasuwa przypuszczenie, że jest to celowy zabieg artystyczny, mający na celu plątaniną i bełkotem przykryć niespełnione działania i kalekie marzenia7. Z kolei Stanisław Czermak pozbyłby się z tekstu powieści nużących dygresji, pogłębiłby psychologiczny rysunek postaci i skrócił „nijakie” scenki z przyjęć8. Zbigniew Bauer twierdził, że jeżeli jest to powieść o miłości, to jest banalna, sztuczna i wydumana9. Mieczysław Orski sprowadził fabułę tej książki do gry, w której narrator nie zawsze stara się o jej motywację10.

Byli jednak recenzenci, którzy zachwycili się prozą Donata Kirscha. Włodzimierz Bolecki pisał, że powieść „[…] jest w sensie narracyjnym najbardziej oryginalnie napisanym debiutem ostatnich lat”11. Arkadiusz Myszkowski: „Rzadko pojawia się pisarz, którego celem byłoby, że zacytuję Irzykowskiego, «chwytanie absolutu za ogon» […] Sądzić wszakże można, doceniając samoświadomość pisarską autora Liści croatoan, że kolejne pozycje Kirscha stanowić będą lekturę równie oryginalną”12. Barbara Robakiewicz stwierdza: „Użycie aparatu krytycznego, wykształconego dla wyświetlenia sensu bardziej tradycyjnych form powieści, wywołuje frustracje i napięcia czytelnika, a co za tym idzie, niemożność wniknięcia w rekonstruowany przez autora świat. Niecierpliwość sprawia, że padają sądy tyleż kategoryczne, co pochopne”13.

Po wielu recenzjach w prasie literackiej książka otrzymała nagrodę ZG ZLP im. Wilhelma Macha za najlepszy debiut prozatorski 1977 roku. W 1979 roku „Twórczość” opublikowała w końcu opowiadanie Obrazki, ach te obrazki14, które Henryk Bereza próbował wydać od czasu, kiedy otrzymał maszynopis w 1977 roku. W 1980 roku Kirsch dostał stypendium Borowskiego, a „Nurt” opublikował opowiadanie My sami sami15.

We wrześniowym numerze „Twórczości” z 1981 roku Donat Kirsch opublikował artykuł Elaborat – debiuty lat siedemdziesiątych, który był odpowiedzią skierowaną do wszystkich krytyków, którzy negatywnie ocenili dokonania twórcze jego i całej nowej prozy (tworzonej przez autorów, którzy debiutowali w latach siedemdziesiątych)16. Henryk Bereza określił artystyczną sytuację nowej prozy jako stan przywróconej językowej wolności17; Kirsch przeciwstawił martwemu językowi język żywy.

Martwym określił krytyk taki język, w którym sam wieloznaczny byt słów i zdań nie stanowi jedynego dla siebie wytłumaczenia i potrzebuje wsparcia lub usprawiedliwienia. Dzieje się tak wtedy, gdy piszący lub mówiący, nie chcąc być odpowiedzialnym za mowę, którą się posługuje, przyjmuje postawę wyraziciela wielkiej tradycji, kapłana strzegącego świętości kultury lub piewcy chwili dziejowej. Język martwy dąży do uczynienia z czasu budującej relacji o postępie i rozwoju, zastępującej wielość interpretacji dziejów dopuszczalnych przez chronologię. Skazuje na zapomnienie hierarchię znaczeń systemu językowego (dawnej mądrości gramatyki i symboli) w imię powagi kolejnych ciągów nomenklatur i spisów prawideł. Prozę martwego języka wypełnia wiara w przyrodzoną dobroć człowieka, która trwa w stanie nieustającej, aktywnej zgody na cały system posłannictw, które kiedyś ją stworzyły.

Uprawianie prozy martwego języka, zwanej współczesną, polega przede wszystkim na konsekwentnym pozbawianiu mowy jej charyzmatu, co objawia się w przemilczaniu i lekceważeniu możliwości języka. Utożsamianie języka z tą niewielką częścią wypowiadanych współcześnie zdań, które podlegają jednoznacznym klasyfikacjom według estetyki, logiki i etyki.

[…]


[dalszy ciąg można przeczytać w numerze]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.