09/2020

Karol Maliszewski

Głos nieustający

Pojawienie się tej książki wprawiło mnie w konsternację nie tylko z powodu bogactwa wątków i myśli w niej zawartych. Powód podstawowy był inny: po prostu nie znałem tej strony działalności i twórczości Katariny Šalamun-Biedrzyckiej. Jakiej strony? Naukowej, badawczej, krytycznoliterackiej. Tym samym nie znałem sporej części samoświadomości tej intrygującej osoby działającej na pograniczu dwóch języków i kultur. Kiedy w latach dziewięćdziesiątych zaistniała na scenie młodoliterackich sporów, podsuwając kilka przykładów innej wrażliwości i świadomości, została uznana za rzeczniczkę nowego głosu, swobodnej ekspresji kojarzonej choćby z gestem poetyckim jej brata, Tomaža Šalamuna. Mało kto wówczas wiedział o sporym już dorobku naukowym i ugruntowanych gustach estetycznych wynikających z wnikliwych studiów nad historią słoweńskiej i polskiej literatury. Dzięki tej książce uzyskaliśmy dostęp do całości, jaką jest rozwój i krystalizacja czyichś poglądów na temat roli poezji w życiu poszczególnego człowieka, pokolenia czy narodu.

Najważniejszym wątkiem, przynajmniej w pierwszych szkicach, jest obserwacja wynikającej z ducha awangardy przemiany w zakresie rozumienia i traktowania słowa. Zanim jednak do tego dochodzi, mamy najpierw solidny i logicznie uporządkowany wykład o specyfice słoweńskiej świadomości narodowej, z czym został powiązany szkic o sytuacji literatury w tym kraju na przełomie wieków XIXXX i oddziaływaniu na nią twórczości Stanisława Przybyszewskiego. Katarina Šalamun-Biedrzycka widzi związek między tym, co działo się w słoweńskim fin de sièclu, a stopniowym wyłanianiem się nowych poglądów na sztukę, stanowiących potem światopoglądową podstawę tamtejszej awangardy poetyckiej. Przy tej okazji padają słowa, które w swojej przenikliwości mają charakter na tyle uniwersalny, że dotyczyć mogą ogólnoeuropejskich przemian świadomościowych. W szkicu pt. Początki awangardy poetyckiej w Słowenii (Anton Podbevšek) czytamy o „najważniejszym przejawie załamania się antropocentrycznego (logocentrycznego) poglądu w poezji” i wraz z autorką docieramy do jego charakterystyki. Okazuje się nim „zmieniona postawa wobec języka”. Historycznie rzecz ujmując, twierdzi autorka, odczuwanie niepokojów z tym związanych należy kojarzyć u nas z okresem Młodej Polski, a w Słowenii z czasem tzw. ekspresjonizmu. „Każdy prekursor nieantropocentrycznego stosunku do świata, w czasie gdy większość współczesnych mu poetów rozpaczliwie walczyła o powrót do antropocentryzmu, był przez tę większość niemiłosiernie tępiony albo przynajmniej pozostawał outsiderem (vide w Polsce np. losy Wacława Rolicza-Liedera). Przykładem losu takiego prekursorstwa w Słowenii jest preawangardowa twórczość Antona Podbevška i dzieje tejże twórczości w latach dwudziestych”.

Następnym bohaterem badań Katariny Šalamun-Biedrzyckiej jest Anton Vodnik. Przy omawianiu jego twórczości zwraca uwagę namysł nad usamodzielnianiem się języka i rezygnacją z wiary w jego bezpośrednią moc referencyjną. Autorka zadaje sobie pytanie o to, „kiedy i w jakim stopniu można w pewnym kierunku literackim już wyraźnie zauważyć usamodzielnienie się tekstu, zwrot od mimetyzmu ku odrębnej rzeczywistości, niedyskursywność, poświęconą samej sobie, a nie wyrażaniu czegoś, co kryłoby się za słowami”. Wnikliwe analizy poszczególnych tekstów Vodnika krążą wokół kwestii „języka, który nie jest już tylko odbiciem, a staje się oderwanym, tak samo obiektywnie istniejącym światem”. Wszystkie te tropy doprowadziły autorkę do stworzenia oryginalnej wizji słoweńskiej i europejskiej awangardy poetyckiej, ujętej w dziele zatytułowanym Poezja Antona Podbevška i Antona Vodnika w latach dwudziestych XX wieku. Zmiana wizji świata, opublikowanym w 1980 roku. O temperamencie, a nie tylko erudycji, autorki, o niespokojności tego wolnego ducha i jego kreatywności, świadczy fakt, że pod pseudonimem Janiny Śmiałek napisała recenzję tej (własnej!) książki, śmiało krytykując jej miejsca niejasne czy też wątpliwe.

W tym miejscu ujawniają się wiodące cechy pisarstwa Katariny Šalamun-Biedrzyckiej – samodzielność, niepokorność, niezgoda na frazesy i krążące w humanistyce komunały, zdolność do twórczego i odważnego wejrzenia w coś, co już zostało zadekretowane przez autorytety. I tak dostrzeżona i opisana przez nią „zmiana wizji świata” towarzyszy jej przy omawianiu kolejnych twórców. Pojawiają się więc poeci Božo Vodušek, Edvard Kocbek, Stanko Vuk (ciekawie porównany z młodym Miłoszem) oraz prozaicy: Voranc Prežih, Slavko Grum, Lojze Kovačič. W tym fragmencie książki do głosu dochodzi narracja być może dla polskiego czytelnika najbardziej ciekawa, ponieważ Šalamun­‑Biedrzycka zaczyna porównywać wątki, motywy i style przewijające się równocześnie w słoweńskiej i polskiej literaturze. Tu polecam fragmenty wskazujące na paralele między prozą Prežiha a powieścią Jalu Kurka Grypa szaleje w Naprawie albo prozą Kovačiča a opowiadaniami Schulza. Szczególnie zaś interesujący szkic dotyczy Gombrowicza ujrzanego ze „słoweńskiego dystansu”, jeśli można tak to ująć, z punktu widzenia akcentującego stopniowe odchodzenie od takiej hierarchizacji spraw i zjawisk, która kładzie nacisk na centralną pozycję człowieka. To „zanikanie” człowieka w hierarchii bytów, charakterystyczne – zdaniem Šalamun-Biedrzyckiej – dla literatury słoweńskiej, może rzucać również światło na polską literaturę. Zatem, jak pisze autor posłowia, Krzysztof Biedrzycki – „jeszcze ciekawsza wydaje się interpretacja Gombrowicza, u którego autorka tropi przejawy niejednoznacznego i nie zawsze konsekwentnego procesu przełamywania antropocentryzmu. Gdy spojrzymy z tej perspektywy, nie musi zaskakiwać pozytywna lektura pisarzy z nurtu «rewolucji artystycznej» Berezy, dziś w Polsce raczej mało cenionych, a nawet w dużej części zapomnianych, u których Šalamun-Biedrzycka dostrzegała nie tyle (nie tylko) pomysłowość literacką, ile właśnie przełamywanie paradygmatu antropocentrycznego i hierarchicznego w światopoglądzie”.

Obrona „szkoły Berezy”, sensu artystycznych eksperymentów przeprowadzanych pod jej patronatem, znów pokazuje „pazur” tej badaczki i tłumaczki, odwagę w kreowaniu własnej wizji istotnych przełomów w literaturze. I nie wynikało to z idiosynkrazji czy kaprysu, lecz filozoficznej konsekwencji. Kto wie, czy owa konsekwencja nie towarzyszyła jej również w budowaniu pomostu między dwiema kulturami, słoweńską i polską. Nie ma chyba bardziej zasłużonego w tej materii budowniczego. Spis przekładów z języka słoweńskiego na język polski oraz z polskiego na słoweński jest doprawdy imponujący. To nie tylko wspomniany Gombrowicz czy Schulz, ale także Kochanowski, Wyspiański, Miłosz, Różewicz, Szymborska, Pawlikowska-Jasnorzewska, Witkacy, Ważyk, Herbert, Nowak, Stachura, Wojaczek, Krynicki, Zagajewski, Kornhauser, Terlecki, Zadura, Szczypiorski, Podsiadło. A jeżeli Podsiadło, to również wielu twórców młodszych generacji, bo i Świetlicki, Bonowicz, Kielar, Marcin Baran, Różycki, Stasiuk, Andrzej Sosnowski, Goerke, Sośnicki, Biedrzycki, Siwczyk, Grzebalski, Sendecki, Lebda, Dehnel itd. Przerywam tę wyliczankę, nie ma tu miejsca na pełną prezentację. Gdyby nie pasja i trud Šalamun­‑Biedrzyckiej, to nie wiem, czy współczesny słoweński czytelnik cokolwiek wiedziałby o nowej literaturze polskiej.

Równocześnie muszę zaznaczyć wpływ literatury słoweńskiej na naszą, a konkretnie moją, świadomość poetycką. Przeżyciu wierszy Tomaža Šalamuna, tłumaczonych przez bohaterkę tego szkicu, zawdzięczam bardzo wiele. Ale właściwie co? Czy chodzi o uwolnienie się – jak to teraz widzę – od nadmiernego antropocentryzmu i, idąc dalej, od takiegoż polocentryzmu? Czy o zaufanie dotyczące siły języka, któremu wystarczyło pozwolić na nieco więcej, niż to sugerował prawodawca Miłosz? Trudno powiedzieć. Czynników współoddziaływania było więcej. Jedno jest pewne: przejście z poetyckiego przedszkola do szkoły usytuowanej znacznie wyżej zawdzięczam Rimbaudowi naszych czasów, słoweńskiemu poecie Tomažowi Šalamunowi. Znane mi są świadectwa innych polskich twórców potwierdzających ten wpływ. Tu mam na myśli np. Bartka Majzla, Zbigniewa Macheja czy Andrzeja Niewiadomskiego. Nie kończy się jednak tylko na Šalamunie.

Pamiętam odkrycie przez moje pokolenie innych słoweńskich nazwisk i zjawisk dzięki – ofiarowanej nam przez niezmordowaną tłumaczkę – antologii Srebro i mech, o której pisałem z entuzjazmem w czasopiśmie „Studium”: „Objawień i olśnień wrażliwy czytelnik ma w bród. […] Twórcze i świadome układanie antologii poezji obcej staje się ważnym głosem w dyskusji o najnowszej poezji polskiej”. I od tego czasu obie poezje idą łeb w łeb… Oczywiście, żartuję, ale żart ten ma jednak przesłanie. Chodzi o to, że dzięki takiej tłumaczce mamy ustawiczny wgląd w to, co właśnie wydarza się w nowej poezji słoweńskiej, i na odwrót: do Słoweńców bez przerwy dochodzą meldunki z frontu zachodzących u nas estetycznych przemian. I to znów dzięki Niej. Jakoś nie kojarzę analogicznego procesu związanego z oddziaływaniem innej (prócz anglosaskiej) poezji. Nic mi nie wiadomo o serbskiej, węgierskiej, rumuńskiej czy słowackiej. Jak widać, wszystko może zależeć od determinacji jednego człowieka. Jednej kobiety. Zatem jesteśmy na bieżąco. Czytamy Gregora Strnišę, Tomaža Šalamuna, Aleša Debeljaka, Petra Semoliča, Svetlanę Makarovič, Alojza Ihana, Miklavža Komelja, Tone Škrjanca, Uroša Zupana, Metę Kušar, Taję Kramberger, Jure Jakoba, Primoža Čučnika, Aleša Štegera i wielu innych, dzieląc żywione przez autorkę mniemanie, że Słowenia jest poetyckim mocarstwem. „Oczywiście, nie dlatego, że tu wychodzi przynajmniej trzysta tomików rocznie, ale dlatego, że na przekór ogólnej dekadencji i czarnym kolorom myśl ludzka ciągle potrafi szybować w wolnych przestworach”.

Między „wolnymi przestworami” a „nieustającym głosem w trwającej dyskusji” krążyłem, rozmyślając nad wyborem tytułu tej recenzji. W końcu zdecydowałem się na to drugie, wskazując bardziej na osobowość niż krytycznoliteracki model. Na kogoś, kto wypytywany przez młodych poetów, oświadcza, że „najważniejsza jest wrażliwość na energię twórczą, która znajduje się w utworze. Jeśli tłumacz (lub krytyk, dopisek mój, KM) potrafi znaleźć się w podobnym stanie ducha, w jakim był autor, kiedy dane dzieło tworzył, to może stać się medium-przenośnikiem tej samej energii do innego kształtu”. Ta książka to nie tylko „rozmowa: autorki z czytanymi pisarzami” i „rozmowa dwóch kultur” (Krzysztof Biedrzycki), lecz również specyficzny, wielowątkowy i wielogatunkowy, zapis udzielającej się światu i literaturze energii, która, jak sądzę, nie wyczerpie się tak szybko. Z pożytkiem dla wszystkich zainteresowanych stron.

Katarina Šalamun-Biedrzycka: Wśród słoweńskich i polskich autorów. Rozprawy i artykuły.
Stowarzyszenie Pisarzy Polskich,
Kraków 2018, s. 448.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.