12/2020

Jakub Beczek

Muzyka, czajnik i tajemniczy pan.
Listy Edwarda Stachury do Stanisława Kisiela

Nawet wprawny czytelnik utworów Edwarda Stachury przeoczyć może wzmiankę o Stanisławie Kisielu z Wisznic. Niepozorny ślad pojawia się pośród cytatów w jednym ze szkiców Stachury z cyklu Wszystko jest poezją1. W odcinku zatytułowanym W labiryncie świata bez wyraźnie wijącej się nitki Ariadny cytatów dalszy ciąg jak wędrowny ptaków klucz, który został wydrukowany w szóstym numerze „Miesięcznika Literackiego” w 1974 roku, Stachura podpisał nazwiskiem Kisiela krótki komunikat: „Proszę przyjechać. Będzie dobra muzyka, której na pewno nie poskąpi czajnik”2. Lapidarna „zachęta” została umieszczona obok cytatów z Lukrecjusza, Gabriela Garcíi Márqueza, Ezry Pounda czy Michela Deguy3.

Jednak Stanisław Kisiel pojawił się w zapiskach Stachury już wcześniej, a mianowicie dwukrotnie gościł na kartach dziennika. Po raz pierwszy został wymieniony w zapisie powstałym w Pont-de-Chéruy w 1973 roku, kiedy pod datą 20 września poeta wspomniał osoby, z którymi po powrocie do kraju miał zerwać lub podtrzymać znajomość. Kisiel znalazł się w drugiej grupie: „Kto zostaje? W Polsce: ci, których jeszcze nie znam, a tylko listownie Anderman z Krakowa, Pezowicz z Białegostoku, Kisiel Stanisław z Wisznicy [!], Wł. Antkowiak z Grudziądza”4. Po raz drugi nazwisko Kisiela pojawiło się w niedatowanym wpisie, dokonanym pomiędzy 13 a 24 listopada 1973 roku (a więc na ponad pół roku przed publikacją w „Miesięczniku Literackim”): „Napisał do mnie Stanisław Kisiel z Wisznic: Przyjedź. Będzie dobra muzyka, której na pewno nie poskąpi czajnik”5.

Niełatwo ustalić początek tej znajomości. Z treści zachowanej, a prezentowanej tu po raz pierwszy korespondencji wynika, że kontakt rozpoczął klasyczny „głos od czytelnika”. Inicjalny list do Stachury Kisiel wysłał najprawdopodobniej w 1969 roku. Pierwszy list Stachury do Kisiela opuścił Meksyk z datą 13 sierpnia 1969 roku, ostatni powstał w połowie lipca 1975 roku. Znajomość trwała więc niemal sześć lat.

Główny motyw tej korespondencji stanowi kwestia ewentualnego przyjazdu Edwarda Stachury do Wisznic. Trudno jednoznacznie określić, czy doszło do realizacji tego pomysłu. Z zebranych przeze mnie informacji wynika, że Stachura i Kisiel ostatecznie się spotkali. Poeta miał odwiedzić Wisznice podczas jednej ze swych lubelskich peregrynacji. Taką przynajmniej wersję powielał sam adresat. Zagadki nie wyjaśnia, niestety, pamiętnik/dziennik Kisiela. Co prawda na kilkudziesięciu stronach pokrytych gęstym, niewyraźnym pismem stachurowy wątek pojawia się parokrotnie, ale nie jest w żaden sposób rozwinięty6. Nie wiadomo też, dlaczego korespondencja się urwała, tym bardziej że w ostatnim zachowanym liście poeta dopytuje o możliwość przyjazdu. W sferze domysłów pozostaje, czy brak kontynuacji wysyłania listów miał jakiś związek ze spotkaniem, czy też Kisiel starał się podtrzymać znajomość, ale na kolejne listy nie otrzymywał odpowiedzi.

Już po śmierci Stachury Kisiel zjednoczył miłośników twórczości poety w ramach korespondencyjnego fanklubu. Była to popularna w latach osiemdziesiątych XX wieku forma integrowania osób, kojarzona najczęściej z nastoletnimi sympatykami gwiazd muzyki młodzieżowej. Zanim jednak do tego doszło, w 1983 roku na łamach „Tygodnika Kulturalnego” Kisiel po raz pierwszy publicznie zabrał głos na temat Stachury. W rubryce „Czytelnicy do TK” ukazała się jego polemiczna nota, a dokładniej – spóźniona reakcja na komentarz Mirosława Czesława Szczepaniaka do podanego przez niego do druku wiersza Stachury ⁂(Ten co mnie widzi przy zbiegu ulic)7. Kisiel słusznie poprawił Szczepaniaka, twierdząc, że utwór był już wcześniej publikowany, a na dodatek nie omieszkał porównać różnych wersji tekstu, wskazując rzeczywiste miejsce tej publikacji (wiersz, o czym polemista skrupulatnie przypomniał, pierwotnie stanowił część poematu Przystępuję do ciebie). Przy okazji – odpowiadając na apel Szczepaniaka o dzielenie się spuścizną Milczewskiego-Bruna w kontekście przygotowywanej w „Czytelniku” edycji Dzieł zebranych poety z Grudziądza – Kisiel wspomniał o posiadanych przez siebie stachurianach: „Pozostało parę fotogramów, dedykacji, widokówek, listów… mogło być bez porównania więcej, ale co prawda nie bardzo się dbało o te w każdym calu swoiste inedita. Jak zwykle… Zresztą skąd mogłem wiedzieć, że tak szybko owdowieję?…”8. W niecałe dwa miesiące później na łamach „Expressu Wieczornego” (nr z 30 czerwca, rubryka „Kto chce – niech czyta. Mały antykwariat”) Kisiel ogłosił, że poszukuje pięcioksięgu Poezja i proza Stachury (wymienił też inne poszukiwane przez siebie książki: Łzy sołtysa Jana Himilsbacha i Utwory zebrane Rafała Wojaczka) oraz dziewiątego numeru „Poezji” z 1981 roku (częściowo poświęconego Stachurze; o poszukiwaniach tego numeru informował w tej samej rubryce już w październiku 1982 roku)9.

W rok później czasopismo „Radar” wydrukowało oryginalnie – biorąc pod uwagę realia polityczne – zatytułowany list, w którym Kisiel zaapelował o integrację osób zainteresowanych twórczością Stachury. I tym razem wspomniał o swojej kolekcji: „Gromadzę wszelkie stachuriana, których trzon stanowią listy Stachury do mnie (z Mexico, Detroit, Oslo, Kołobrzegu, Krynicy, Rzepina, Wałbrzycha i Warszawy), fotogramy, dedykacje, inedita… oraz setki (!) memuarów i artykułów, kilka opowiadań, tudzież kilkadziesiąt wierszy poświęconych Stachurze. Wszystko, co dotyczy Stachury, jest ważne! Proszę zatem Czytelników o przysyłanie wszelkich wycinków […]. Będzie z tego małe archiwum”10. Artykuł spotkał się ze sporym zainteresowaniem czytelników, którzy zaczęli z Kisielem korespondować. Próbę nawiązania szerszego kontaktu z fanami Stachury Kisiel powtórzył w 1986 roku. Na łamach „Expressu Wieczornego” (numer z 9 stycznia), ponownie w rubryce „Kto chce – niech czyta. Mały antykwariat”, komunikował: „Zbieram wszystko, co dotyczy Stachury”11. Tym razem odzew nie był już tak duży, choć na anons zareagował m.in. krytyk literacki i publicysta Hieronim Michalski12 (świadectwem są trzy listy), który objaśniając, że przez pewien czas był „bliskim znajomym Steda”, zaproponował odstąpienie egzemplarzy książek Stachury i Zyty Oryszyn, a także czasopism z pierwodrukami utworów poety i artykułami jemu poświęconymi (materiały wysłał do Kisiela w lutym 1986 roku). Pod koniec drugiego listu Michalski pozdrowił adresata jako „wielbiciela spoza kręgu warszawskiej kawiarni”.

W archiwum Kisiela, w specjalnych zeszytach, zachowało się wiele listów od osób zafascynowanych książkami i osobowością Edwarda Stachury13. Do korespondencji dołączane były teksty poetyckie i prozatorskie poświęcone Stachurze, wiersze wycięte z gazet, utwory skopiowane oraz twórczość własna. Nadawcy powiadamiali też o kolejnych stachuriadach, pokrótce charakteryzując i oceniając takie spotkania. Czasem korespondencja miała ciąg dalszy i rozwijała się w opowieści już nie o Stachurze, ale o przeżyciach towarzyszących lekturze jego tekstów. Niektóre listy mają charakter osobistych zwierzeń, inne stylizowane są na sprawozdania z podróży, ewidentnie wzorowane na wędrówkach samego Stachury. Uwagę zwraca specyficzna poetyka tych relacji, imitacyjna wobec stylu pisarza.

Dzięki zebranym przez Kisiela materiałom możemy poszerzyć wiedzę na temat recepcji utworów Stachury, śledzić proces utożsamiania się czytelników poety z jego bohaterami, sposób kreowania własnego życia na wzór podpowiadany przez literaturę. Słane przez fanów listy są cenne i z tego powodu, że dobrze oddają specyfikę bezprecedensowego w polskiej kulturze powojennej zjawiska tzw. stachuromanii, ujętego w orientacyjne ramy czasowe 1982–1987.

Interesującym dokumentem, który dopełnia historię znajomości Stachury z Kisielem, jest list tego drugiego do Wincentego Różańskiego z 13 kwietnia 1986 roku (rękopis znajduje się w archiwum Różańskiego w Bibliotece Raczyńskich14). Nadawca zwraca się do poznańskiego poety słowami: „S.P.T. Panie Witku!”, po czym przytacza obszerne fragmenty korespondencji słanej do niego przez Stachurę. Czyni to, jak pisze: „[…] gwoli przypomnienia pierwszego po Bogu – nam stedopodobnym”. Odnosząc się do twórczości Różańskiego, Kisiel zapewnia, że w swoim księgozbiorze zrobił miejsce na kolejny tomik poety. Zaznacza przy tym: „Wprawdzie tuż po Stachurze […], ale na pewno przed Milczewskim i Babińskim”. Pod koniec określa się jako „dekarz z Wszystko jest poezja”, zauważając – niestety mylnie – że przytoczony przez Stachurę w kolejnym cytacie W labiryncie świata… Robert to syn Kisiela15. W tym samym liście informuje też o posiadanym przez siebie rękopisie dziewiętnastego rozdziału wspomnianej książki i dodaje, że treściowo autograf jest „bardzo wariantywny”16.

Kim był Stanisław Kisiel – człowiek, o którym Stachura przez szereg lat pamiętał i którego wypowiedź wyróżnił, umieszczając ją wśród ułożonych „jak wędrowny ptaków klucz” cytatów ze zbioru Wszystko jest poezja? Z zawodu – dekarzem, z zamiłowania – bibliofilem-samoukiem. Urodził się w 1942 roku w Wisznicach, „na skraju dawnej Litwy” – jak zapisał w pamiętniku. W szkole poprawiał nauczycieli, dużo czytał, miał zamiar studiować polonistykę, korespondował z pisarzami i sam również starał się zaistnieć w literaturze17. To się nie udało, choć krótka fraza „z czajnikiem”, która tak ujęła Stachurę, emanuje poezją i pewnie dlatego została przez niego zapamiętana i wydrukowana. Do końca życia pozostał wierny pisarzowi, śledząc artykuły i wzmianki, które zapełniały kolejne zeszyty. Jego listów do Stachury nie udało się odnaleźć. Najprawdopodobniej zostały przez poetę zniszczone18, a szkoda, bo mogłyby odsłonić więcej faktów dotyczących tej znajomości.

Stanisław Kisiel zmarł w 2010 roku.

Ze zbiorów Gabinetu Rękopisów Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.