06/2019

Krzysztof Chronowski

Pokój ojca

Słońce stoi w zenicie. Promienie wpadają przez otwarte okiennice. W słonecznej smudze unoszą się drobinki kurzu. Światło zawsze opowiada jakąś historię.

Pokój jest wąski, prostokątnie wydłużony, wciśnięty między grube, ceglane ściany. Okno znajduje się na wprost futryny. W futrynie nie ma drzwi. Drewniane ramy okienne są popękane. Kit kruszy się i odpada od szyb. Na wypukłych deskach podłogi leży wytarty, poplamiony dywan. Romboidalne kształty układają się na nim w okrąg.

Na suficie spod grubej warstwy nierówno kładzionej farby wybrzuszają się pozostałości po sztukaterii. Ściany obite są jasnobrązową, papierową tapetą, mającą imitować powierzchnię oheblowanej deski. W powietrzu unosi się zapach pleśni.

Po prawej stronie mahoniowa meblościanka pełni funkcję kredensu, biblioteczki i szafy na ubrania. Po lewej stronie stoi składana amerykanka, przykryta zmechaconym kocem w szkocką kratę.

Parapet i kaloryfer pod nim są zarzucone stertą kieszonkowych wydań książek z serii „Żółty Tygrys”. Na samym wierzchu, na grzbietach innych, zwraca uwagę rozbity czarny Mercedes ze strony tytułowej: Anthropoid atakuje!.

W przeszklonej biblioteczce szyba jest rozsunięta. Widać na niej ślady palców. Starta kalkomania przyklejona do szkła przedstawia bezgłową postać trzymającą w rozczapierzonych palcach pęk trociczek. Kurz lepi się do książek, przed ich grzbietami, na każdej z trzech półek kościane słonie z uniesionymi trąbami oraz puste magazynki do parabellum.

Najwyższa półka biblioteczki: Emanuel Rostworowski Historia Powszechna Wiek XVIII, Gao Xingjian Góra Duszy, André Gide Fałszerze, Maurice Chatelain Wysłannicy z Kosmosu, Bobodżan Gafurow Dzieje i kultura ludów Azji Centralnej, Gaston Rébuffat Gwiazdy i burze, Mirosław Falco-Dąsal Każdemu jego Everest, Hermann Buhl Poniżej i powyżej 8000 metrów, Paweł Horoszowski Kryminalistyka, Hermann Hesse Wilk stepowy, Wiliam Faulkner Dzikie palmy, Thomas Bernhard Wymazywanie, Kenzaburō Ōe Futbol ery Manen, Camilo José Cela Mazurek dla dwóch nieboszczyków, Rudolf Eucken Geistige Strömungen der Gegenwart.

Półkę środkową zajmuje dwunastotomowa encyklopedia PWN oraz dwa tomy słownika języka polskiego Michała Arcta. Półka najniższa: wydania albumowe „Reader’s Digest”, Biblioteka Filozofów z Kolekcji Hachette i Świat w przekroju rok 1966 oraz 1976.

W otwartej szafie pod biblioteczką tuż obok kufli i talerzy ułożono na sobie pudła po butach, znajdująca się w nich kolekcja minerałów jest mocno zawilgocona. Przeszło trzysta, owiniętych w gazety, półszlachetnych kamieni przeróżnej wielkości. Są wśród nich: nefryty, jaspisy, agaty, onyksy, obsydiany, jadeity. Czyste i mętne kryształy górskie. Chalcedon odpowiada znakowi zodiaku. Z pewnością nie ma ani jednego opalu.

W szafie na ubrania drzwi też są otwarte. Na wieszakach: ciemna pikowana kurtka na watolinie, budrysówka feldgrau, batystowa kurtka bejsbolowa, czarna jeansowa katana. Pięć białych koszul z długim rękawem, pięć białych koszul z krótkim rękawem. Wszystkie od Ralpha Laurena. Poprzecznie prążkowana piżama. Trzyczęściowy lniany garnitur. Błękitna suknia wieczorowa z tafty jest owinięta folią. Ramiona wpiętej w dekolt broszy rozchodzą się promieniście. Na końcu wisi czarna marynarka od munduru z rządkiem baretek odznaczeń po lewej stronie piersi. Do wytartego mankietu przyczepiony jest numerek z pralni.

Para cynobrowych spodni z diagonalu leży złożona na wierzchu najwyższej półki. Na nich trzy pary uprasowanych na kant spodni wizytowych i niebieski sweter w serek od Tommy’ego Hilfigera. Skarpety, slipy, kalesony, podkoszulki i koszulki polo wrzucone jedne na drugie zajmują poniżej całe dwie półki. Dolna półka jest pusta.

Spod szafy wystają buty z kurdybanu z cholewką przedłużoną aż za kostkę i para kapci frotte bez palców.

Na stoliczku nocnym połyskują w słońcu szklane szachy. Bierki ustawiono w obronę Caro-Kann. Brakuje jednak czarnego laufra i dwóch białych pionków. Wszystkie wieże mają spiłowane blanki.

Koło szachownicy budzik z podświetlanym cyferblatem, obgryziony ołówek, temperówka, pióro wieczne bez nasadki i wyblakły, bladozielonkawy odcinek renty. Kwota odbita fioletową kalką z oryginału: „1 655 000 zł słownie: jeden milion sześćset pięćdziesiąt pięć tysięcy złotych i 00/100”. Przez kartkę przebija rozlany orzeł bez korony.

Pod spodem zeszyt czysty obłożony brązowym papierem. Wystaje z niego liniuszek w gęstą kratkę. Otwarty na stronie sto siedemnastej egzemplarz Kaputt Malapartego, w nim zakładka w zawilce ręcznie szkicowane ołówkiem kopiowym i karta leczenia szpitalnego. Epikryza, str. 2 z 2: „…oparte na kryteriach diagnostycznych McDonalda (2010), łącznie z badaniami rezonansem magnetycznym, przed i po podaniu kontrastu. Dawkowanie oraz sposób modyfikacji dawkowania w leczeniu interferonem beta, peginterferonem beta-1a, octanem glatirameru, fumaranem dimetylu, teryflunomidem lub alemtuzumabem należy prowadzić zgodnie z zapisami stosownych Charakterystyk Produktów Leczniczych…”. Podpis nieczytelny.

Na niewielkiej tablicy korkowej, zawieszonej w wykuszu meblościanki, wpięte pinezkami wycinki z kolorowych gazet, kartki papieru czerpanego z zatopionymi w nich drobinkami liści i ździebeł trawy. Pod spodem, na krawędzi niemal, pokaźna płachta rysunku technicznego w rzucie poziomym, przyszpilona nieco na bakier, przedstawia pagodę. Rysunek nie jest dokończony, wraz z nim szczątkowy szkic fasady: cztery kondygnacje i wyraźnie podwinięte okapy dachów.

Pod tablicą telewizor kineskopowy z pokrętłem. Na szydełkowej serwetce rozstawione dwa ramiona anteny pokojowej i ciężka, kryształowa popielniczka. Szklanka w metalowym koszyczku z wyschniętą torebką herbaty. Obok paczka chusteczek higienicznych i rozerwana koperta, na niej brązowym tuszem napisane: „dla Jacka”.

Za oknem na wiadukcie przejeżdża pociąg. Żółwik z muszelek w drucianych okularach kiwa głową. Jest pod telewizorem. Światło spływa po obłościach skorupy. Jeszcze niżej wysrebrzają się w butelkach rafandynki z postawionymi żaglami. Każda imituje inny okręt z flotylli Kolumba: Santa Maria, Niñia i Pinta. Wszystkie w skali 1:250. Tęczobarwny łabędź z modułowego origami wygina smukłą szyję, w nim górka pudełek po zapałkach z powycieranymi draskami. Woda kolońska Brutal opakowana w celofan i związana gumką recepturką.

Na półce ponad łóżkiem złożony netbook mini okręcony kablem zasilacza i kilkadziesiąt opartych o siebie pocztówek. Z wierzchu najbardziej egzotyczne miejsca: Tokio: „あけましておめでとうございます 1997”, Thimphu, Pokhara, Kapsztad, Angkor. Dalej: Beverly Hills, Tallahassee, Uluru/Ayers Rock. Popiersie Nefretete z Muzeum Egipskiego w Berlinie ukazuje pod kątem olśniewające poblaski. Pocztówka z reprodukcją Portretu papieża Pawła III z nepotami – Galleria degli Uffizi. Kartki harmonijki z Ermitażu. Maty z rafii, karawanseraje, angielscy wspinacze w pumpach, żyłkowane marmury Xanadu, empora ponad organami Michaela Englera, dżonki kołyszące się na falach. Barwy przelewają się, jakby rzeczywiście były cieczą. Na samym spodzie pocztówka z Kaplicy Czaszek w Kudowie Zdroju.

Nad tapczanem wypłowiałą pustką zieją ślady po obrazach. Pomiędzy nimi zawieszona rama, w niej oszklone przedwojenne, sepiowe zdjęcie trzydziestoletniego mężczyzny w mundurze oficera. Pozuje do portretu z powagą, spojrzenie jednak jakby dotknięte obłędem. Zaczesane wysoko włosy lśnią. Ma trzy gwiazdki na pagonach. Za szybkę wetknięte obok siebie: wiejska scenka rodzajowa z cliché-verre przedstawiająca dwóch chłopów na wozie z sianem ciągniętym przez osła oraz kolorowe zdjęcie legitymacyjne pucułowatego chłopczyka.

Muszą w nim gdzieś być: pluszowy breloczek do kluczy z pękniętym kółkiem, walkie-talkie, obrazek z przesypującym się w wodzie piaskiem, kartka wygrywająca życzenia urodzinowe, kolia zrobiona ze sreberek od czekolady. I może (a kto to teraz wie?!) będą w nim nawet turnice odbijające się w puzonie?

On też tu jest. Naprawdę tu jest. W pokoju.

[inne opowiadanie można przeczytać w numerze]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.