11/2018

Jerzy Plutowicz

Sad pod jesień

Ma się pod jesień. Kto zgasił lampę

na werandzie? Podglądałeś z sadu.

Zanosi się na długą noc. Kto przekręcił

klucz w drzwiach na zewnątrz? Niedopałek

papierosa zasyczał w kałuży. Trzeba było

zapamiętać imię tego świata, choć numer

domu, choć szczerbę na progu. Pachniało

popiołem i deszczem. Warstwa liści na

trotuarze tłumiła odgłos ucieczki.

Mówię: drzewo. Mówię: złota iskra

w ciemności, krwiobieg, twoja niewidzialna

dłoń.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.