04/2019

Katarzyna Wójcik

Słowiańska wieża Babel

Noam Chomski napisał: „błędem jest twierdzenie, że język to system komunikacji. Służy on do wyrażania myśli, a to coś całkiem odmiennego”. Oczywiście ten wybitny językoznawca nie eliminuje komunikacji spośród właściwości języka, podkreśla jednak jej podrzędność względem werbalizowania myśli. A ponieważ od myślenia nie można uciec, nie można też wyzwolić się od języka, jego nieostrości, nieprecyzyjności i złożoności. Taka właśnie wielowymiarowość języka tkwi w wierszach Miłosza Waligórskiego, slawisty i hungarysty, tłumacza i lektora, który w tomie Sztuka przekładu umieścił trzydzieści trzy wiersze (niektóre bardzo krótkie, jednozdaniowe), próbujące nieco wygładzić słowiańską wieżę Babel poprzez częste odniesienia i wtrącenia wyrażeń z innych języków wschodnioeuropejskich. Podobnie jak poprzednie tomy jego wierszy oraz małe formy prozatorskie, również Sztuka przekładu jest złożona z wyrafinowanych lingwistycznych metafor.

Sugestywny tytuł zbioru wyznacza przynajmniej dwie interpretacje. Z jednej strony sztuka przekładu (zarówno w znaczeniu dosłownym, jak i jako tytuł tomiku) to mierzenie się z nieprzystawalnością języków, zawartych w nich znaczeń i obrazów świata, nawet jeśli dotyczy języków z jednego (słowiańskiego) kręgu kulturowego. W wierszu sentencja (alibi) problem relacji między przedmiotem i dwoma językami zdefiniowany jest wyraźnie: „wyprowadzam z kraju rzecz / przed sąd drugiego języka”. Ale niepewność przekładu, niedokładne dopasowanie znaczeń w innym języku „daje drugie dożywocie” językowi znanemu od dziecka, ponieważ otwiera nowe przestrzenie semantyczne. Podobnie się dzieje w wierszu, którego tytuł jest zarazem tytułem całego tomiku – sztuka przekładu (ciuciubabka):

nie wiem jak ci to wytłumaczyć
stawiam gwiazdkę
i piszę pod kreską

nieprzekładalna gra słów
i zaraz słowa
zamieniam na oczy


„Nieprzekładalna gra słów” sprawia, że przekład jest raczej próbą uchwycenia opisanej rzeczywistości wraz z zawartymi w niej wrażeniami i skonstruowania jej na nowo w innym języku niż dosłownym przeniesieniem obrazów. „Słowa zamienione na oczy” mają widzieć to, czego dotyczą znaczenia: odczytywać zawarty w nich świat. W innym miejscu, w wierszu judasz (sztuka przekładu) wierność tekstowi – paradoksalnie – to nic innego, jak zdrada języka: „chcesz wierności / zdradź”. W tych trzech słowach poeta zawarł problem wynikający z oddania w przekładzie tego, co w ogóle jest trudne do wyrażenia nawet we własnym języku: stanów emocjonalnych, uczuć, wrażeń i doświadczeń, a także pamięci indywidualnej. Próba dosłownego przeniesienia ich na inny język może sprawić, że staną się płytkie, śmieszne albo pozbawione sensu. Kwestia ta otwiera drugą drogę interpretacji Sztuki przekładu: spojrzenie na przekład jako próbę przeniesienia (przełożenia) wrażeń i doświadczeń na słowa. Szczególnie ważne miejsce w wierszach Waligórskiego zajmuje pamięć. Dotyczy ona głównie wspomnień związanych z córką, etapami jej rośnięcia, oraz przyjaciół. Jest to pamięć osobista, związana ściśle z uczuciami, powracająca i powtarzalna. W wierszu idąc do sklepu, w momencie poeta wykorzystał motto pochodzące z Mitu wiecznego powrotu Eliadego: „Czyn zyskuje sens, realność jedynie wtedy, gdy powtarza czynność pierwotną”. To powtarzanie równie istotne jest w przypadku pamięci i języka, istnieje bowiem pomiędzy nimi głęboka wzajemność: pamięć w sposób szczególny utrwala język, który z kolei pozwala ją realizować (opisywać). W wierszu 50 poeta pisze:

patrz ale nie wytężaj
wzroku na kliszy jest
to co za oknem
a za oknem to
co za zakrętem
ogranej przerzutni
nie wytężaj
wzroku
wytężaj pamięć


W pamięci jak na kliszy zapisują się obrazy rzeczywiste, zyskując w ten sposób indywidualność. „Ograna przerzutnia” jest tu metaforą przestrzeni, która wielokrotnie przywoływana w pamięci zbanalizowała się.

Poeta dostrzega także wspomnianą w przytoczonych słowach Chomsky’ego funkcję komunikacyjną języka, choć przybiera ona nieco komiczną i lekko absurdalną formę zawartą w historyjce pod tytułem talerz satelity (coś za coś):

W ogrodzie albo na cmentarzu […]
staruszek kosił trawnik kosiarką spalinową.
Po ścieżce za płotem szła staruszka.
Krzyknął do niej: – Ahoj! –
Zamachał, a ona odmachnęła mu
i odkrzyknęła: – Ahoj! Kosisz? –
Nie usłyszał. Do ucha
przyłożył dłoń jak talerz satelity.
– Kosisz?! – powtórzyła głośniej.
Nie słyszał. Wyłączył kosiarkę.

– Co?!

– Pytam, czy kosisz!

– Co?!

– Pytam, czy kosisz!!

– Aha! Tak. Koszę, koszę!!!

Po czym znów odpalił maszynę. Kobieta poszła dalej.


Ta pozornie niepotrzebna rozmowa, czy raczej wymiana słów, wyraża jednak relację między dwojgiem staruszków, przerywa monotonię ich codzienności, a być może w ogóle jest sytuacją, która rzadko się zdarza w ich życiu.

W języku, jak we Wszechświecie, nie ma miejsc pustych. Miłosz Waligórski zapełnia poetycką przestrzeń odczytywanymi na nowo wiązkami słów, odmieniając je przez kolejne przypadki życia. Jego minimalistyczne w formie i lingwistycznie awangardowe wiersze wytrącają słowa z codzienności, przesuwają pojęcia. Są dryfem ku zrozumieniu ponadkulturowemu.

Miłosz Waligórski: Sztuka przekładu,
Wydawnictwo Forma
Szczecin Bezrzecze 2018, s. 42.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.