7-8/2026

Marta Baron‑Milian

Historia się odwraca.
Awangarda tonie, awangarda płonie

Rzeczy nadchodzące przemieszczają się w przeszłości1
spychając historię w wartki nurt mglistej przyszłości2


A gdyby to zmontować? No to już! Pisze Marcin Mokry: „Rzeczy nadchodzące przemieszczają się w przeszłości”, pisze Tomasz Bąk: „spychając historię w wartki nurt mglistej przyszłości”. Rzeczy nadchodzące przemieszczają się w przeszłości, spychając historię w wartki nurt mglistej przyszłości. Jak to się pięknie łączy! Ale: czy można tak łączyć, skoro dzieli wiele – pięć lat, inne książki, inne języki, inne poetyki, inne miejsca, inne teraźniejszości i inne historie? Ale: „Co znaczą te przerwy? Części pasują do siebie, / jednak można je rozłączać, / inaczej składać, to właśnie / jest montaż” – pisze Mokry. Więc: może można? Tylko doraźnie, na chwilę, dla dobra rozciągających ćwiczeń z poetyckiej logiki historycznej. A w nich: łamie nam głowy paradoks i doskwiera absurd. Jak zwykle, gdy zaczynamy się ćwiczyć w historii tego, co nadchodzi. Pisze o nas Mokry: „Początkujący / na końcach”.

Ale póki co: historia! I dlaczego…

się odwraca.
Powiecie, że przynudzam, robiąc z poezji najnowszej materiały do historii literatury… I pewnie będziecie mieli rację, ale najpierw dajcie szansę coś odwrócić. Odwrócenie będzie z pozoru banalne, ale wiersze niezawodnie wszystko skomplikują. Nie inaczej, skoro najlepszych sformułowań dla badawczych pytań dostarczają dwa wspomniane paradoksy: jak „rzeczy nadchodzące przemieszczają się w przeszłości” i co się robi, „spychając historię w wartki nurt mglistej przyszłości”. No, tylko w którą stronę przyszłość, a w którą historia? W stronę awangardy – tak mogłaby brzmieć odpowiedź na obydwa wykluczające się pytania. Na tym polega nieznośny paradoks jej czasowości (a przynajmniej jego fantazmat): wciąż wraca, bo jest o przyszłości, której koniec końców nie może sięgnąć żadna teraźniejszość. Dlatego może być przeszłością, w której wciąż przemieszczają się rzeczy nadchodzące, i jako historia wciąż może płynąć z nurtem przyszłości. Irytujące? Owszem, a to dlatego, że absurdalne, nie do rozstrzygnięcia, i się powtarza, się powtarza, się powtarza.

Miało się jednak nie powtarzać, a odwracać. Rzeczywiście interesuje mnie tu historia literatury, która szuka swoich nowych opowieści i źródeł w ruchu przeciwnym niż ten, który jest dla niej typowy i do jakiego przywykła. Historia taka swój punkt wyjścia znajduje w teraźniejszości i stopniowo sięga przeszłości, pozwalając nam patrzeć, jak to, co teraźniejsze, wprowadza zamieszanie i zmianę w tym, jak dotychczas opowiadaliśmy sobie to, co przeszłe. Potrzebne jest do tego odwrócenie chronologii i pomyślenie o interpretacji w horyzoncie innym niż następstwo historyczne. Najistotniejsze nie jest tu więc pytanie o wpływ tego, co wcześniejsze, na to, co teraźniejsze, ani o to, jak teraźniejsze wyzyskuje to, co przeszłe. Pytanie dotyczy natomiast tego, co historyczne, i tego, jak można je inaczej opowiedzieć w oparciu o to, co teraźniejsze. Cel jest skromny: kilka przygód z poezją najnowszą jako źródłem do historii awangardy. Historia, która się tu odwraca, zmienia i punkt wyjścia, i kierunek historycznoliterackiej opowieści, i sytuację jej przedmiotu – ta ostatnia z kolei odwrócić może się przy tej okazji podobnie, jak nieraz odwraca się karta w grze, odmieniając losy partii.

Impulsów dla takiego ujęcia dostarcza na przykład Mieke Bal, która w książce Quoting Carravagio. Contemporary Art, Preposterous History, oddaje odwrotny, paradoksalny ruch historii za pomocą równie paradoksalnego pojęcia historii preposteryjnej3. Preposteryjność pożycza Bal od T.S. Eliota, żonglującego cząstkami pre‑ i post‑ w swoim rozpoznaniu, że przeszłość zmieniana jest przez teraźniejszość tak samo, jak teraźniejszość kształtowana jest przez przeszłość. „Cytowanie Carravagia zmienia jego dzieło na zawsze” – zaczyna, z odrobiną przesady, swoje rozważania badaczka (s. 1). Zadaje pytanie o to, co dzieje się z obrazami po dokonaniu późniejszej artystycznej re‑cytacji i interwencji, w jaki sposób konfrontacja odbiorcy z przetworzonym obrazem zmienia postrzeganie oryginału/pierwowzoru. Wprowadzając dziwne pojęcie preposteryjności, pyta więc o zmianę, jaka zachodzi w tym, co wcześniejsze, pod wpływem tego, co późniejsze, i odpowiada, że „doświadczając” późniejszych artystycznych interwencji i użyć dzieł/tekstów/obrazów, nie możemy już bezkolizyjnie wracać do ich starej postaci, widzimy je inaczej, a niejednokrotnie zyskujemy na ich temat wiedzę, której do tej pory nie mieliśmy. Dodatkowych smaczków dodaje fakt, że gra toczy się nie tylko na polu przedrostków pre‑ i post‑, ale także gdzie indziej – słowo preposterious oznacza również to, co absurdalne albo niedorzeczne, no i jest to niewątpliwie trop niedorzecznie właściwy. A zatem czym byłaby preposteryjna, absurdalna i niedorzeczna historia awangardy? Przede wszystkim pytałaby o to, co się dzieje z nią samą, gdy wracamy do niej po licznych przygodach, jakie przeżywa w teraźniejszości.

Literacka przeszłość zatem poddawana jest tu złożonym oddziaływaniom teraźniejszości – oczywiste, prawda? Jasne jak słońce, wszyscy od dawna to wiemy, brzmi jak banał z wprowadzenia do literaturoznawstwa albo jeszcze gorzej. Chyba że zdecydujemy się rzecz ukonkretnić – bo czy faktycznie banalne jest pytanie o to, co po stu latach zrobił poemat XXI. Nagi wodnik w śródmieściu Tomasza Bąka z Nagim człowiekiem w śródmieściu Anatola Sterna4 i co właściwie zobaczymy, gdy XXI wiek zmienimy na XX i spod wody wrócimy do starego śródmieścia? Albo co się wydarzy, gdy z poszukiwania Solaryszy z Mokrym zlądujemy znów w środek pięciu tekstów, które wybrał na swoje wiersze‑przewodniki; co będą po tym powrocie przewodzić; jak będą świecić? I tak dalej, i tak dalej, bo dalej, jak wiemy, można by jeszcze długo.

Zadawane tu pytania są domeną historii, bo ich przedmiot jest historyczny, ale materiałem, a może źródłem, dla historycznoliterackiej opowieści staje się to, co teraźniejsze. Nie jest to jednak temat na historycznoliteracką rozprawę, bo rozprawy niedobrze znoszą absurdy i brak konkluzji. A to przecież musi się tak skończyć, jeśli pokusić się o próbę z gruntu niedorzeczną – uchwycenia momentu, w którym aktywność poetycka wykonuje historycznoliteracką pracę. I jeśli dodać, że w pracy tej wytwarza własną, upodmiotowioną, nową opowieść o historii, albo nową historię, za pomocą sobie tylko dostępnych, poetyckich środków. O takie preposteryjne i niedorzeczne ujęcie – eksponujące zarazem paradoksy czasowości i sprzeczności samej historii awangardy – właśnie tu chodzi. I może faktycznie przynudzam, ale zdaje mi się, że zaprzęgnięte do takiej pracy poetyckie środki pokazują jak żadne inne, że awangarda nie utonie, choć przecież czasem widzimy wyraźnie, że

tonie.


[…]


[Całość można przeczytać w numerze.]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2025 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.