Rzeczy nadchodzące przemieszczają się w przeszłości1
spychając historię w wartki nurt mglistej przyszłości2
Ale póki co: historia! I dlaczego…
Miało się jednak nie powtarzać, a odwracać. Rzeczywiście interesuje mnie tu historia literatury, która szuka swoich nowych opowieści i źródeł w ruchu przeciwnym niż ten, który jest dla niej typowy i do jakiego przywykła. Historia taka swój punkt wyjścia znajduje w teraźniejszości i stopniowo sięga przeszłości, pozwalając nam patrzeć, jak to, co teraźniejsze, wprowadza zamieszanie i zmianę w tym, jak dotychczas opowiadaliśmy sobie to, co przeszłe. Potrzebne jest do tego odwrócenie chronologii i pomyślenie o interpretacji w horyzoncie innym niż następstwo historyczne. Najistotniejsze nie jest tu więc pytanie o wpływ tego, co wcześniejsze, na to, co teraźniejsze, ani o to, jak teraźniejsze wyzyskuje to, co przeszłe. Pytanie dotyczy natomiast tego, co historyczne, i tego, jak można je inaczej opowiedzieć w oparciu o to, co teraźniejsze. Cel jest skromny: kilka przygód z poezją najnowszą jako źródłem do historii awangardy. Historia, która się tu odwraca, zmienia i punkt wyjścia, i kierunek historycznoliterackiej opowieści, i sytuację jej przedmiotu – ta ostatnia z kolei odwrócić może się przy tej okazji podobnie, jak nieraz odwraca się karta w grze, odmieniając losy partii.
Impulsów dla takiego ujęcia dostarcza na przykład Mieke Bal, która w książce Quoting Carravagio. Contemporary Art, Preposterous History, oddaje odwrotny, paradoksalny ruch historii za pomocą równie paradoksalnego pojęcia historii preposteryjnej3. Preposteryjność pożycza Bal od T.S. Eliota, żonglującego cząstkami pre‑ i post‑ w swoim rozpoznaniu, że przeszłość zmieniana jest przez teraźniejszość tak samo, jak teraźniejszość kształtowana jest przez przeszłość. „Cytowanie Carravagia zmienia jego dzieło na zawsze” – zaczyna, z odrobiną przesady, swoje rozważania badaczka (s. 1). Zadaje pytanie o to, co dzieje się z obrazami po dokonaniu późniejszej artystycznej re‑cytacji i interwencji, w jaki sposób konfrontacja odbiorcy z przetworzonym obrazem zmienia postrzeganie oryginału/pierwowzoru. Wprowadzając dziwne pojęcie preposteryjności, pyta więc o zmianę, jaka zachodzi w tym, co wcześniejsze, pod wpływem tego, co późniejsze, i odpowiada, że „doświadczając” późniejszych artystycznych interwencji i użyć dzieł/tekstów/obrazów, nie możemy już bezkolizyjnie wracać do ich starej postaci, widzimy je inaczej, a niejednokrotnie zyskujemy na ich temat wiedzę, której do tej pory nie mieliśmy. Dodatkowych smaczków dodaje fakt, że gra toczy się nie tylko na polu przedrostków pre‑ i post‑, ale także gdzie indziej – słowo preposterious oznacza również to, co absurdalne albo niedorzeczne, no i jest to niewątpliwie trop niedorzecznie właściwy. A zatem czym byłaby preposteryjna, absurdalna i niedorzeczna historia awangardy? Przede wszystkim pytałaby o to, co się dzieje z nią samą, gdy wracamy do niej po licznych przygodach, jakie przeżywa w teraźniejszości.
Literacka przeszłość zatem poddawana jest tu złożonym oddziaływaniom teraźniejszości – oczywiste, prawda? Jasne jak słońce, wszyscy od dawna to wiemy, brzmi jak banał z wprowadzenia do literaturoznawstwa albo jeszcze gorzej. Chyba że zdecydujemy się rzecz ukonkretnić – bo czy faktycznie banalne jest pytanie o to, co po stu latach zrobił poemat
Zadawane tu pytania są domeną historii, bo ich przedmiot jest historyczny, ale materiałem, a może źródłem, dla historycznoliterackiej opowieści staje się to, co teraźniejsze. Nie jest to jednak temat na historycznoliteracką rozprawę, bo rozprawy niedobrze znoszą absurdy i brak konkluzji. A to przecież musi się tak skończyć, jeśli pokusić się o próbę z gruntu niedorzeczną – uchwycenia momentu, w którym aktywność poetycka wykonuje historycznoliteracką pracę. I jeśli dodać, że w pracy tej wytwarza własną, upodmiotowioną, nową opowieść o historii, albo nową historię, za pomocą sobie tylko dostępnych, poetyckich środków. O takie preposteryjne i niedorzeczne ujęcie – eksponujące zarazem paradoksy czasowości i sprzeczności samej historii awangardy – właśnie tu chodzi. I może faktycznie przynudzam, ale zdaje mi się, że zaprzęgnięte do takiej pracy poetyckie środki pokazują jak żadne inne, że awangarda nie utonie, choć przecież czasem widzimy wyraźnie, że
[…]
[Całość można przeczytać w numerze.]
