1/2026

Jul Łyskawa

Koty

Trzy ręczniki, kilkanaście skarpetek, pasek frotté od szlafroka – związuję to ze sobą, zaciskam pętelki i wyrzucam przez balkon. Koty z całego osiedla powoli się wspinają. Wspinają się cicho, z gracją, jeden po drugim. Ześlizgują się z balustrady i stają w rzędach. Rudzielec ze sterczącymi uszkami przybył ostatni. Jest najmłodszy; widzę, że czuje się bardzo niepewnie. To będzie jego pierwszy raz. Zawsze jest jeden debiutant. Zawsze. Rudzielec zaczyna.

Debiutanci – nie wiem dlaczego, taki widocznie koci rytuał – używają liny. Kilka ruchów i jest już pętla. Inne koty obwiązują mu szyję, mrugają porozumiewawczo i dają znak. Rudzielec przełyka ślinę – za pierwszym razem wszystkie się boją, no bo przecież nie wiadomo – wskakuje z powrotem na balustradę, patrzy lękliwie na mnie, na inne koty, na chodnik trzy piętra w dół. Przełamuje się, oddycha głębiej. I skacze. Nieprzyjemne zgrzytnięcie łamanego kręgosłupa, dzikie miauknięcie. Cisza.

Martwe ciałko dynda na sznurze. Pozostałe koty się uśmiechają. Uśmiechają się tylko przez chwilę, po czym większość – poza nestorem – na jeden sygnał podrzyna sobie gardła pazurkami. Straszny bulgot rozchodzi się na całe osiedle, a ciepła krew wsiąka w moje kapcie. Kiedy ostatni kot wyzionie ducha, a obok stoi już tylko najstarszy, ciała zaczynają się rozmazywać – to jest dobre słowo. Obraz ich ciał się rozmazuje, aż w końcu znika. Wciągam z powrotem linę, na której nie ma już rudzielca. To trwa zawsze jakieś pięć minut, zanim z dołu dobiegną pierwsze miauknięcia.

Najbardziej dumny jest rudzielec. To była jego inicjacja. Wszystkie koty podchodzą i liżą go po nosie, a on mruczy dumnie i wygina grzbiet.

Tego momentu najbardziej nie lubię. Ze mną został już tylko nestor. Czasem jest ich dwóch, czasem trzech, czasem jeden. Nigdy więcej niż trzech – nie wiem dlaczego – tak po prostu jest. Ale jeden – to jest najgorsze. Jeden skupia tragedię nie do wytrzymania. Nestor wie, że to koniec. Swoje przeżył. Swoich dziewięć żyć i osiem śmierci. Podziwiam jego godność. Majestatycznie wskakuje na barierkę; nie patrzy na mnie, nie patrzy w dół; spogląda na księżyc. Ostatnie spojrzenie na księżyc i spada. Zawsze mam nadzieje, że chodnik załatwi sprawę. Jeśli nie, jeśli po upadku nestor będzie jeszcze żył, inne koty rzucą się na niego i go rozszarpią. Czasami patrzę.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2025 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.