7-8/2026

 

O czym mówimy, kiedy mówimy o awangardzie

Zatem mogą występować kolejne awangardy – każda z nich prędko musi się kończyć, stając się mniej czy bardziej obojętną cząstką ogólnej tradycji.

Andrzej Sosnowski, O pojęciu awangardy


Zazwyczaj mowa jest o marszu w nieznane i nieoglądaniu się za siebie, o modernizmie powszednim i modernizmie wysokim, o utopiach komunikacyjnych międzywojnia i mniejszej lub większej entropii kolejnego powojnia, o jakiejś bliżej niekreślonej neoawangardzie, o pustych miejscach po awangardzie, o przeczuciach i rozczarowaniach, o wyczerpaniu, o pochłaniającej wszystko historii, o negatywach i pozytywach czy wreszcie o milczeniu, tym awangardowym i tym o awangardzie.

W tegorocznym numerze podwójnym staramy się powiedzieć, że są jeszcze obszary mniej lub bardziej zawadzające o pojęcie awangardy, o których raczej niewiele wiemy, że polszczyzna jest z tymi obszarami trochę za słabo obznajomiona, że co do awangardy jako takiej, to nie ma nic za darmo, że rozstania z awangardą bywają bolesne, ale znane są też przypadki pożegnań ze znieczuleniem, że są osoby, którym awangardy w żaden sposób nie da się wybić z głowy i że jakkolwiek pomalowalibyśmy wieżowce naszej spektakularnej kultury, awangarda zawsze będzie przebijać spod łuszczącej się farbki na popękanych ścianach roztrzęsionej współczesności.

A do marszu w nieznane i nieoglądania się za siebie to my jeszcze nie raz na tych łamach wrócimy.

Darek Foks

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2025 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.