4/2026

Jakub Walicki

Pamiętaj o oddychaniu

Wdech, wydech. Wdech, wydech. Moja klatka piersiowa miarowo podnosi się i opada, na skroniach szklą się krople potu. Tak. Zaraz się uduszę. Umrę najgłupszą śmiercią świata. „Młody mężczyzna zmarł przez uduszenie, bo zapomniał oddychać”. Widzę w myślach nagłówki. W sumie głupia śmierć. Ale czy śmierć może być mądra?

Mam dziury w mózgu. Dziury, których z czasem będzie coraz więcej. Jestem chory, to już pewne. Powinienem się z tym pogodzić. „Pamiętasz, kiedy kilka nocy wcześniej piętnaście razy wstawałeś do toalety?”. Tak, nie ma żadnych wątpliwości. Jeszcze do niedawna nie miałem wszystkich objawów. Ale od kiedy zacząłem czytać o tym w sieci, drętwieje mi prawa połowa ciała. Zaburzenia widzenia. Podnoszę się z toalety, a umywalka mnoży mi się w oczach. No i bóle głowy. Choroba. Straszna choroba. Leżę spokojnie w łóżku, a ona drenuje mi mózg. Zmiany mielinowe – jedna tu, druga tam, rozrzucone na podłodze jak płatki róż. Górnicy wiercą otwory w skałach i wkładają do nich dynamit. Trzask, błysk, czarna chmura dymu. Synapsy zrywają się z chrzęstem pękających tkanek. Boże, czemu mnie to spotkało?

Może, jak przewrócę się na drugi bok, poczuję się trochę lepiej? Wydech, głęboki wdech. Jestem już tak zmęczony. Zaraz mnie to wykończy. Zbieram się w sobie i odwracam się w prawo. Wiatr szeleści w liściach. Choinki chwieją się jak wańki‑wstańki. Blask. Światło na tarasie nagle się zapala. Krzesła szorują po dębowych deskach jak po pokładzie rozkołysanego statku. „Hej, bosmanie, przywiąż mnie do masztu, żeby nie zmiotły mnie fale”. Klik. Światło gaśnie. Wszystko znowu znika w ciemności. Klik. „Więcej światła”. Przez te choinki fotokomórka głupieje, będzie mnie tak męczyć całą noc. I jak ja mam spać? Jak mam oddychać?

Kiedyś oglądałem takie wideo, które pokazywało, jak jacyś faceci robili odlew mrowiska. Wlali do środka hektolitry płynu, zaczekali, aż się utwardzi, później wszystko rozkopali i ukazali skomplikowaną strukturę wewnętrznego miasta. Pamiętam jego długie korytarze, magazyny na martwe owady, czy cokolwiek one jedzą, tajemne komnaty, kryjówki, pułapki zastawiane przez Chińczyków z Wietkongu na amerykańskich szpiegów. Prawdopodobnie tak obecnie prezentuje się mój mózg, imponujący odlew jego wewnętrznych tuneli mógłby zostać wystawiony w British Museum. Grupy japońskich turystów mogłyby go podziwiać po zaliczeniu Kamienia z Rosetty. Widzę ich: lekko rozdziawiają buzie, słysząc w audioprzewodniku opowieść o chłopaku z Polski, który się zadusił, bo zapomniał o oddychaniu. Tajemnicą pozostaje, jakim cudem wcześniej żył.

„Dobrze, spróbuj się uspokoić. Oddychaj pomału. Odzyskaj rytm”. Wydech, wdech. Wydech, wdech. Brzuch unosi się do góry, płuca się nadymają, faluję jak sznur boi na basenie. Po kolei podskakują w jednej linii, wzajemnie się połykają, są jak łańcuch przyczyn Arystotelesa, druga droga do Boga świętego Tomasza. „Oddech to twój sprzymierzeniec. To pierwiastek życia. Oddech cię regeneruje. Bądź jak Wim Hof. Plinio Designori. Leo Babauta”.

Błysk. Na tarasie znowu jarzy się światło. Czy ktoś tam jest? Niepewnie zerkam na prostokąt szyby pod w połowie zasuniętą żaluzją. To nadal wiatr. Choinki chwieją się w prawo i w lewo, widzę ich zarysy; cienie drzew dyskretnie przedostają się do pokoju, nadając ciemności teksturę, ożywiając ją. Mrok wiruje. Cienie tańczą na ścianach jak kukiełki nałożone na koślawą rękę wiatru. Jestem we wnętrzu kalejdoskopu. I muszę oddychać.

Nie wiem, która jest godzina. Mógłbym sięgnąć po telefon, który leży na podłodze, ale w życiu tego nie zrobię. Doskonale wiem, co bym zobaczył. 2:47. Sekunda przerwy, chwila napięcia, zamrożony ekran. „Odblokuj go odciskiem palca”. Robię to – jest punkt 3. Brutalna siła chwyta mnie za ramiona i z impetem wrzuca na dno najgłębszej nocy. Nie chcę zapalać światła. Nie chcę wychodzić do toalety. A już na pewno nie zamierzam przywoływać w tej chwili demonów.

W głowie ciągle słyszę tragiczną diagnozę: „Nie możemy też wykluczyć stwardnienia rozsianego. Chociaż nie przypuszczam”. W sumie nie wiem, czy to SM. Czuję się znacznie gorzej. Wiem. Mam guza mózgu. Jest w samym pniu. To dlatego badanie go nie wykryło. Uciska coraz mocniej – to dlatego brakuje mi tchu. Uduszę się. Mózg mi spuchnie, zacznie naciskać na czaszkę. Głowa mi eksploduje, obryzga ściany, moja mama będzie musiała zmywać fragmenty tkanek magicznymi ściereczkami z Rossmanna. Ale jeszcze nie teraz. Wcześniej stracę smak, wzrok, słuch i czucie. Jak w Rycerzach zodiaku. Wreszcie stanę się taki jak bohaterowie mojego dzieciństwa. Mogłem wybrać sobie inną bajkę.

[…]


[Całość można przeczytać w numerze.]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2025 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.