1/2026

Tadeusz Pióro

Sekretarzyk

W Budzie, po zachodniej stronie Dunaju, po przeciwnych stronach uliczki w willowej dzielnicy, niemal na samym szczycie wzgórza, mieszkali Krista i jej brat, chyba przyrodni, Piszta, z rodzicami, tyle że ich rodzice rozwiedli się pewien czas temu, i ich matka, Iren, wyszła za Attilę, a Piszta urodził się zaraz po tym, kiedy Ferenc, ojciec Kristy, ożenił się z Aniko, kobietą z ludu, ostentacyjnie ciężarną na ślubnym kobiercu, która pomimo tej niedogodności skończyła studia i napisała rozprawę doktorską o wiewiórkach panońskich. Attila, dodajmy, pracował na eksponowanym stanowisku w bankowości. Teraz więc już wszystko państwu wiadomo, poza jednym szczegółem, mianowicie takim, że mamy 4 listopada 1956 roku i Armia Czerwona pacyfikuje Budapeszt.

Krista i Piszta szykują się do emigracji, nie chcą najlepszych lat życia spędzić pod czerwonym jarzmem. Co mogą zabrać, co muszą zostawić? Zostawić starych, zabrać tyle biżuterii, ile się zmieści w wiadomym przewodzie. Jednak biżuteria jest w sekretarzyku, ten zaś w banku, w którym kierowniczą funkcję sprawuje Attila, a bank po drugiej stronie rzeki. Komunikacja miejska nie działa. Ulice blokują radzieckie czołgi. Ciągle ktoś strzela do kogoś lub czegoś, po ciemku trudno rozsądzić.

Rodzeństwo przekrada się ciemnymi uliczkami do mostu, i dalej, aż do banku. Attila dał im klucze. Wchodzą do jego gabinetu. Jest sekretarzyk.

– Jest w naszej rodzinie od osiemnastego wieku – mówi Piszta. – Nie możemy pozwolić, by sowieckie żołdactwo porąbało go na opał.

– Oczywiście – mówi Krista. – Ale to ciężki mebel, mamy go nieść aż do domu? Może zadzwonić po taksówkę bagażową?

– Na jakim świecie ty żyjesz? Przecież taksówka bagażowa, nawet gdyby wyruszyła w drogę, zostałaby zatrzymana przez sowieckie żołdactwo. Towar by rozkradli na opał, a taksówkarza oblali benzyną i podpalili.

– Więc co chcesz zrobić?

– Nie wiem. – Piszta wpatrywał się w sekretarzyk, który miał multum urokliwych szufladeczek oraz tajną skrytkę, wprawianą w ruch obrotowy przyciskiem, umieszczonym pod górną półeczką. W skrytce spoczywały rodowe klejnoty i całkiem sporo złotych koron, talarów i rubli.

– Zaczekajmy do przedświtu. Wtedy sowieckie żołdactwo będzie uśpione. Pożyczymy wózek z portierni i zaciągniemy sekretarzyk pod górę. Przyniosłam makowiec i palinkę, jakoś tu do czwartej rano przesiedzimy.

Zapadło ponure milczenie. Popijali palinkę, makowiec leżał odłogiem. Nagle Krista krzyknęła:

– Tomi!

– Gdzie atomy? – krzyknął Piszta.

– Tomi Luksemburger! Mój kumpel z liceum!

– Ach, tak! Z nazwiska jakbym Żyda rozpoznał…

– I co z tego, że Żyda? Ma dostęp do karawanu, rodzice prowadzą dom pogrzebowy, on mógłby spokojnie ten sekretarzyk aż do granicy dowieźć.

– No ja nie wiem, czy rodowy sekretarzyk w rękach Żyda nie zmieniłby się w ordynarną komodę…

– Piszta, kurwa, rusz głową. Czy ten nasz antyk jest ubezpieczony? Jeśli Tomi przywiezie nam ordynarną komodę, to skasujemy za ubezpieczenie, a komodę sprzedamy na pchlim targu w Wiedniu.

– Tu nie chodzi o pieniądze, tylko przedmiot, mały, rodzinny skarb…

– Ale identyczne sekretarzyki, z identyczną, obrotową tajną skrytką, widziałam w każdym zamku i pałacu, jakie zwiedziłam na Węgrzech oraz w Czechach, Morawach i Siedmiogrodzie. Popularny model, da się odkupić, polakierować i już.

– Palinka uderza ci do głowy, siostrzyczko. Ciągle mylisz różne rzeczy z tą jedną rzeczą, po którą tu przyszliśmy. Pomyśl, że na tym sekretarzyku któryś z naszych przodków napisał testament, a potem oparł, o tu, na blacie, łokcie służącej, i wziął ją od tyłu…

– Och, przestań, to nie ma nic do rzeczy.

– Powiedziałbym, że raczej wszystko. Ale zadzwoń do Tomiego. Może Sowieci przepuszczą karawan, a może wyciągną trumnę z sekretarzykiem i porąbią wszystko na opał, a Tomiego obleją benzyną, zgwałcą i podpalą. Albo najpierw zgwałcą, a potem obleją.

Minął tydzień. Krista i Piszta byli już w Wiedniu, kiedy zjawił się tam Tomi Luksemburger. Przyjechał koleją, karawan w Budapeszcie był w ciągłym ruchu, cmentarny interes kręcił się lepiej niż za faszystów, kiedy większość takich spraw załatwiano w Generalnej Guberni.

– Sekretarzyk – powiedział – powierzyłem braciom Cyganom. Oni mają własne karawany i wożą nimi żywych, a granice państwowe nie są dla nich przeszkodą, więc niedługo tu dotrą i do was wyślą emisariuszkę, której trzeba będzie za fatygę coś górką teges, żeby wam powiedziała, gdzie się zgłosić po sekretarzyk.

Minął tydzień. Zjawiła się emisariuszka. Otrzymawszy za fatygę coś górką, poinformowała rodzeństwo, że zanim karawana wyruszyła na zachód, pojawił się wielmożny pan i powiedział, że to jego sekretarzyk, i kazał go oddać, i to za darmo, a razem z nim całe stado sowieckiego żołdactwa z pepeszami na ciężarówce pilnowało, żeby sekretarzyk się nie poobijał przy załadunku. Mówili do niego ci Sowieci „gospodin Attila”.

Minęło trzydzieści pięć lat. Krista i Piszta wrócili z emigracji do Budapesztu. Sekretarzyk stał w domu Attili. W domu po drugiej stronie uliczki, w domu Ferenca, stał w miesiące nieparzyste, u Attili w parzyste. Obrotową skrytkę opróżniono 4 listopada 1956 roku.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2025 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.