1/2026

Radosław Młynarczyk

Wielki blef Marka Hłaski i Andrzeja Wajdy

Marek Hłasko i Andrzej Wajda planowali nakręcić film o wielkich sprawach, uczciwej pracy i nadludzkim wysiłku. Tworzony przez kilka miesięcy scenariusz został jednak zakulisowo zablokowany. Wspólne dzieło najzdolniejszego pisarza i najbardziej utalentowanego reżysera mogło bowiem zagrozić Polsce Ludowej. I ambicjom Aleksandra Forda.


Jesienią 1956 roku Hłasko realizował dwa duże projekty twórcze: Ósmy dzień tygodniaGłupcy wierzą w poranek. Pierwsza mikropowieść miała ukazać się w listopadowym numerze „Twórczości”, wyznaczając nowy etap dojrzałości literackiej pisarza. Druga zbierała jego wspomnienia z sześciotygodniowej zimowej pracy przy zwózce drewna w Kotlinie Kłodzkiej. W ocenie Hłaski utwory miały potencjał filmowy, bazując więc na dotychczasowym doświadczeniu z polskim kinem, rozpoczął poszukiwania partnerów1. Wybór padł na Andrzeja Wajdę, reżysera związanego z Zespołem Filmowym „Kadr”, protegowanego Aleksandra Forda.

Po realizacji szeregu etiud i praktyce na planach Młodości ChopinaPiątki z ulicy Barskiej Wajda otrzymał od Forda propozycję nakręcenia opowieści o młodych chłopcach z biedniejszych ulic Warszawy, których historyczna sytuacja zmusza do chwycenia za broń. Pokolenie według powieści Bohdana Czeszki, choć w swej istocie socrealistyczne, pozwoliło reżyserowi na odważne zabiegi formalne nawiązujące do włoskiego neorealizmu, wychodzące poza ciasne ramy konwencji zadekretowanej w 1949 roku w Wiśle. Nowe otwarcie w polskim kinie nie umknęło uwadze Hłaski, który zaproponował reżyserowi ekranizację Ósmego dnia tygodnia.

Co ciekawe, do kontaktu musiało dojść jeszcze przed opublikowaniem opowiadania w „Twórczości” (1956, nr 11). W zapiskach z października 1956 roku Wajda przedstawił konkretną propozycję adaptacji:

Pomysł Hłaski Ósmy dzień tygodnia. Można z tego zrobić film pod warunkiem, że da się zupełnie przeciwne tło, wcale nie jakiś Targówek czy Praga, ale Stare Miasto, piękne mieszkania, Wilanów… Tło piękne nie ma wpływu na ludzi, bo oni go nie zauważają. Pomysły inscenizacyjne: parawany – ekrany; tylna projekcja dekoracji; kronika; wszystkie rekwizyty i meble prawdziwe; ściany – ruiny. Podział na dni: ręka zrywa kartki z kalendarza. Pewne sceny rozgrywają się na bardzo bogatym tle, wiele scen na ulicy, jak z Boscha2.


Pomysł Wajdy znacząco odbiegał od oryginalnej koncepcji. Opowiadanie wciśnięte jest w przestrzenie zdegradowane, zbombardowane i poszatkowane państwowym kwaterunkiem. Krajobraz wypalonej, wciąż nieodbudowanej Warszawy był dla Hłaski kluczowy. Ósmy dzień tygodnia jest w istocie utworem pokoleniowym, rozliczeniowym, oskarżającym historię o zmarnowane dzieciństwo i młodość, krzykiem rozpaczy młodych dorosłych, od których wymagano dojrzałości politycznej, nie zwracając uwagi na bytowe niedostatki. Jak się zdaje, tego właśnie oczekiwał Hłasko od Wajdy: przepracowania tragizmu pokolenia, które zobrazował chwilę wcześniej, ale bez patriotyczno‑socjalistycznej nadbudowy.

Edytorzy Notesów Wajdy sugerują, że Hłasko tworzył opowiadanie z myślą o debiutanckim tomie, ale po prostu nie zdążył przed terminem złożenia Pierwszego kroku w chmurach w Czytelniku3. To nieprawda. W archiwum pisarza zdeponowanym w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich we Wrocławiu zachował się spis i układ tekstów przeznaczonych do książki. Nie ma tam Ósmego dnia tygodnia, są natomiast Człowiek przeszedł (fragment zarzuconej ostatecznie powieści Wilk) i Planktony doktora X – nowele, które ostatecznie do debiutu nie weszły. Decyzja o uszczupleniu Pierwszego kroku w chmurach była pragmatyczna: Hłasko nie chciał rozpychać tomu. Włączenie doń tak obszernego utworu jak Ósmy dzień tygodnia kompletnie zaburzyłoby proporcje i doprowadziło do sytuacji, w której trzy większe opowiadania – dwa inne to Baza SokołowskaPętla – dominują nad resztą.

W Notesach pada także informacja o pisaniu Ósmego dnia tygodnia z myślą o Wajdzie. I tutaj należy polemizować. Pierwsze zręby noweli, Nie ma słońca w ostatnim dniu tygodnia, pochodzą z końca 1955 roku4. Już w tych kilku akapitach widać szerszy zamysł autora, ewolucję myśli twórczej i pogłębienie analizy społecznej. Hłasko nie pisał wówczas prozy na zamówienie. Owszem, jego publicystyka przybierała ton bieżącego komentarza i wymagała pewnej regularności, jednak linia redakcyjna „Po Prostu” pozostawiała całkiem sporo swobody5. Fikcja stanowiła natomiast przestrzeń kontestacji rzeczywistości, nieskrępowanego (do pewnego oczywiście stopnia) wyrazu poglądów autora. Nawet jeśli Wajda i Hłasko rozmawiali w październiku 1956 roku o wspólnym projekcie, dotyczyć to mogło tylko skończonego opowiadania. Nie były to zresztą długie pertraktacje, miesiąc później trwały już bowiem prace nad zupełnie innym filmem.

[…]


[Całość można przeczytać w numerze.]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2025 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.