7-8/2026

Łukasz Żurek

Wiersz a ceny mięsa w Krakowie

Po Kronikę dnia, przedostatni poemat Tadeusza Peipera z 1928 roku, nie sięga się dzisiaj często. (Poświęcenie mu osobnego szkicu można zatem potraktować jako rodzaj gestu, choć nie wiem, czy awangardowego.) Stanisław Jaworski, doceniając prekursorstwo prasowej metody Peipera, zaznaczał jednocześnie: „[k]oncepcja utworu jako montażu gazetowych notatek, jednoznacznych w swojej treści i nieskomplikowanych, poniosła […] jednak porażkę”1. Również Janusz Sławiński nie przebierał w słowach:


Utwory publicystyczne przywracały honorowe miejsce tematowi poezji, anegdocie, ideowym treściom, temu, co uprzednio zostało [przez Peipera] potępione i wyklęte. Chcąc nawiązać kontakt ze sferą „życiowych” aktualiów, musiał Peiper spłacić haracz zwalczanym przez siebie konwencjom literackim.2


Cały nurt publicystycznej poezji Peipera – a Kronika dnia jest jego wyrazistym przykładem – Sławiński określił mianem „wybitnie jałowego, który nie wydał żadnych znaczących osiągnięć”3. Nawet Andrzej K. Waśkiewicz w raczej przychylnym komentarzu do wspomnianego poematu zauważa, że rozluźnienie rygorów kompozycyjnych – „niepełna władza poety‑konstruktora” nad elementami utworu – „jest sygnałem całej wiązki problemów”4. Wygląda więc na to, że utworu tego nie czyta się i nie komentuje, gdyż wśród badaczy twórczości Peipera panuje konsensus: Kronika dnia jest po prostu nieudana.

Nie chcąc kwestionować tych ocen Kroniki dnia, proponuję prześledzić jeden z „najciekaw[szych] wypadk[ów]”5, jakie znajdziemy wśród różnych gazetowych nowin, na bazie których Peiper osnuł swój utwór: „ceny mięsa w ataku na dzwony”6. To, że twórca „Zwrotnicy” wspomina o cenach mięsa, nie dziwi wcale. Po pierwsze dlatego, że „[j]edną z najistotniejszych cech naszej epoki jest inwazja czynnika ekonomicznego we wszystkich sferach działalności ludzkiej”7. A po drugie, ponieważ poemat wyrasta z fascynacji Peipera prasą codzienną, o której pisał tak:

Jestem ofiarą dzienników. Dziennik jest nowym zmysłem, za pośrednictwem którego stykamy się ze światem. […] Polityczny dramat naszych lat, wprawiany w ruch sprzecznościami potęg, ciosami słów i dotykami idej, komponuje się w dzienniku z intrygującą chytrością. W każdym numerze fakty, które kwitną domysłami i domysły, które mają wyróść w fakty. Czy domysły sprawdzą się? Które? Czyje?8


Zastanawiać może jedynie to, w jakim sensie ceny mięsa mogły dokonać ataku na dzwony. W imię pojęć abstrakcyjnych można co prawda bić na alarm (np. w dzwony), ale same pojęcia abstrakcyjne – a do takowych należą ceny mięsa – tego zrobić nie mogą. Kilka wersów dalej Peiper podaje nowe informacje, wprost nazywając również coś, o czym już mogliśmy się zorientować. Otóż mamy do czynienia z zagadką:


Iluż mi ufało, gdy mówiłem

że krakowskie ceny mięsa

uderzyły w wieżę nisławowską o północy prawie

i że zagadkę nędzarz wszystkim mógł wyjaśnić […]9


O ile przy pierwszej wzmiance o ożywionych cenach mięsa mogliśmy sądzić, że mamy do czynienia ze stylizacją albo na sensacyjny, przykuwający uwagę tytuł noty prasowej, albo na mowę ulicznego proroka, o tyle jej rozkwitające powtórzenie każe podejrzewać, że chodzi o coś więcej. Wprowadzenie postaci nędzarza pozwala do pewnego stopnia przewidzieć rozwiązanie zagadki, jednak natrafiamy na nie dopiero pod koniec Kroniki dnia:


Kilka dni temu, o północy,

w miejscowości Nisławów zaczął dzwonić nagle

dzwon alarmowy na wieży magistratu

[…]
Natychmiast zebrali się pod wieżą mieszkańcy i wybrzuszeni ku górze jak żagle

biegli na prawo i na lewo, a tu

ani śladu dzwonnika i nikt nie zna przyczyny alarmu.

Za chwilę widzą dziwną postać, jakby odzianą w czerń opadłych błon,

czarną skuloną postać, łachmanami przewiązaną.

Nędzarz wyjaśnia, że tej nocy skończyły mu się resztki wyżebranego pokarmu

i że, skręcany bólami głodu, uderzył w alarmowy dzwon.

Zuchwałego dzwonnika aresztowano.10


Zauważmy: zaskoczeni biciem dzwonu mieszkańcy Nisławowa („ani śladu dzwonnika i nikt nie zna przyczyny alarmu”11) przypominają czytelników Kroniki dnia, którzy co prawda wiedzą, że to „krakowskie ceny mięsa / uderzyły w wieżę nisławowską”12, ale do momentu przeczytania fragmentu o „nędzarzu” nie rozumieją, do czego właściwie ta fraza ma się odnosić. Teraz zdaje się, że wszystko zostało wyjaśnione: chodzi o pokazanie kryzysowej sytuacji II Rzeczypospolitej, o pokazanie – tak jak w całym poemacie – co robią ludzie doprowadzeni do skrajności i jak traktuje ich aparat państwa („Zuchwałego dzwonnika aresztowano”13). „Poemat […] jak skręcony bólami głodu żebrak w Nisławowie […] bije na alarm”, podsumowuje Kronikę dnia Stanisław Jaworski14. I niewątpliwie ma rację.

Tyle że wciąż nie wiemy, jaki dokładnie ciąg przyczynowo‑skutkowy łączy krakowskie ceny mięsa z nisławowskim żebrakiem. Zatem: czy chodzi o to, że żebrakowi jedzenie skończyło się szybciej niż zwykle, ponieważ za zdobyte pieniądze mógł kupić mniej mięsa? A może mieszkańcy Nisławowa – ze względu na wzrost cen mięsa w Krakowie – sami nie garnęli się do filantropii, chcąc zadbać w pierwszej kolejności o siebie i swoich bliskich? Każde z tych wytłumaczeń jest prawdopodobne, ale żadne z nich nie znajduje potwierdzenia w Kronice dnia. Zamiast wypełniania pustych miejsc w historii, mamy chyba poprzestać na zauważeniu, że żebrak w Nisławowie nie zrobiłby tego, co zrobił, gdyby nie to, ile kosztowało mięso w Krakowie. Innymi słowy: oba fakty stanowią część społecznej całości, „[p]olityczn[ego] dramat[u] naszych lat”15, o którego wycinku gazetowy, montażowy poemat próbuje coś powiedzieć. Aby jednak móc tego dokonać, Kronika dnia potrzebuje fikcji. Jak wykazał Jaworski, znaczna część historii opowiadanych w poemacie to przetworzenie notatek prasowych z „Naprzodu” oraz „Czasu”, natomiast badaczowi nie udało się odnaleźć pierwowzoru fragmentu o dzwonie w Nisławowie16. Jaworski przypuszcza, że również za tym epizodem kryje się jakaś informacja prasowa albo ustna anegdota, co jednak nie zmienia podstawowego faktu: Nisławów to fikcyjna miejscowość. Jej nazwa powstała zapewne przez usunięcie pierwszej sylaby ze Stanisławowa (w czasach II Rzeczypospolitej: stolicy województwa stanisławowskiego, obecnie Iwano‑Frankiwsk w Ukrainie). Jak sądzę, zarysowanie przez Peipera relacji między cenami mięsa w Krakowie a sytuacją fikcyjnego żebraka w fikcyjnej miejscowości ma za zadanie skupić naszą uwagę na samej tej relacji: zależności między faktem ekonomicznym a (prawdopodobnymi) zdarzeniami, jakie ten fakt wywołuje w świecie.

We fragmencie stanowiącym rozwiązanie zagadki dzwonu umknął nam jeden szczegół. Otóż słowem nie wspomina się w nim o cenach mięsa w Krakowie. Tylko dzięki początkowym fragmentom poematu wiemy, że opisywane zdarzenie ma z nimi jakiś związek. Przejście od bardzo wyrazistej animizacji – „ceny mięsa w ataku na dzwony”17 – do po prostu opisu działania daje pewną wskazówkę co do tego, jak Peiper postrzegał abstrakcje ekonomiczne. Mogą one wcielać się w ludzi, popychać ich do działań18 czy stwarzać dla tych działań warunki, ale jako takie pozostają niewidoczne zarówno dla zmysłowego oglądu, jak i dla literatury reprodukującej stare konwencje reprezentacji. Łatwo z takiego poglądu wysnuć następujący wniosek: próba stworzenia artystycznej reprezentacji abstrakcji ekonomicznej zmusza artystę do poszukiwań formalnych. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę Bertolt Brecht, który w 1930 roku pisał:

[…] proste „odzwierciedlenie rzeczywistości” mówi o […] rzeczywistości mniej niż kiedykolwiek. Zdjęcie zakładów Kruppa lub firmy AEG [Allgemeine Elektricitäts‑Gesellschaft] nie mówi prawie nic o tych instytucjach.19


Stwierdzenie przez Brechta niewystarczalności fotografii wobec skomplikowania kapitalizmu nie ma być argumentem za odrzuceniem sztuki, lecz przeciwko tym jej odmianom, które tylko odzwierciedlają rzeczywistość i nie są w stanie zajrzeć pod jej podszewkę. W dalszej części powyższego cytatu autor Opery za trzy grosze dodaje: „rzeczywiście «coś trzeba zbudować», coś «sztucznego», «wymyślonego» […] istnieje faktyczna potrzeba sztuki”20. Zupełnie niezależnie od Brechta, na gruncie polskiej krytyki literackiej, na podobny problem wskazywał Karol Irzykowski w 1928 roku:

Jest mnóstwo dziedzin, zaniedbanych przez literaturę, nie tylko socjalistyczną, ale w ogóle społeczną, i w ogóle przez poetów. Czterdziestu ich przyczepiło się do maszyn, nic – tylko wielbią maszyny. […] A skomplikowana maszyna stosunków międzyludzkich, giełda, polityka, kapitał finansowy – to wcale ich nie wabi, tylko dynamo i 40 HP.21


Chociaż Irzykowski niespecjalnie cenił twórczość poetycką „papieża awangardy”, to właśnie Peiper w Zwyżce dolara w roku 1925 starał się zaradzić wskazywanym przez krytyka zaniedbaniom, śledząc skomplikowaną maszynę stosunków międzyludzkich, jaką była tzw. druga inflacja. Chwyt, któremu podporządkowana jest prawie cała Zwyżka dolara… – animizacja kursu amerykańskiej waluty biegnącego w górę tak szybko, „że połowa miasta nie miała obiadu”22 – odnajdujemy również w wersach z Kroniki dnia, od których zaczęliśmy: „ceny mięsa w ataku na dzwony”, „krakowskie ceny mięsa / uderzyły w wieżę nisławowską o północy prawie”23. Zestawienie interesujących mnie fragmentów Zwyżki dolara… i Kroniki dnia podkreśla jednak przede wszystkim fundamentalną różnicę między obydwoma utworami. W Zwyżce dolara… Peiper faktycznie próbował w formie układu rozkwitania uchwytywać zarówno chaos inflacyjnej rzeczywistości, jak i mechanizmy, które do tego chaosu doprowadziły (mniejsza o to, czy mu się to udało). Aby móc to zrobić, „rygory organizacji poematu rozkwitającego” musiałyby być „szczelne, obejmowa[ć] wszystkie elementy” utworu24. Natomiast w Kronice dnia Peiper rezygnuje z podobnych ambicji i, jak już zauważyliśmy, poprzestaje na pokazaniu, że jest jakaś zależność między faktem ekonomicznym a zdarzeniami w świecie. Taki stosunek do abstrakcji ekonomicznej wiąże się z zasadniczym przemodelowaniem ontologii tekstu: poeta‑konstruktor oddający część władzy faktom z gazet tworzy teraz poemat, którego „poszczególne sekwencje mogą być usunięte, można dodać inne, można je wreszcie przekomponować”25.

Tylko czy samo wskazanie na jakąś zależność może mówić cokolwiek o elementach, które są nią połączone? Według Kroniki dnia: tak. We fragmencie dotyczącym strajku łódzkich włókniarzy czytamy bowiem: „Tymczasem zbliża się zima, węgiel zdrożał, a produkty rosną w cenie. / To wszystko mówi samo za siebie”26. A na początku poematu: „Więc nim uwierzycie w moje skutki i moje przyczyny, / na razie fakty, fakty, fakty tylko”27. O ile Zwyżka dolara… potrzebowała interpretatora, o tyle Kronika dnia potrzebuje bardziej kogoś, do kogo fakty przemówią same z siebie. Jak na ironię, gdy pod koniec poematu ceny mięsa w Krakowie całkiem dosłownie materializują się w tekście, są już po prostu wymownym cytatem z gazety czytanej przez jednego z bohaterów:

Marcin Chułapa, który wyczytał w swej gazecie,

że w piątek płacono w Krakowie

za 1 kg mięsa wołowego III‑ej kategorii z 20%‑ową dokładką

2 złote 10 groszy, co nie jest byle groszem przecie,

sięgnął po inne kalorie i, nim żona „Jezus Maria” powie,

wódka rzuci go w areszt, gładko, bardzo gładko28


Nie ma tu już sugestii wynikania jakiegoś zdarzenia czy zachowania z jakiegoś faktu ekonomicznego; jest tylko metonimiczne przyleganie do siebie poszczególnych elementów. Chodzi już nie tyle o zależność, która domaga się zrozumienia, ile o współwystępowanie, które wystarczy zauważyć. To nie doraźność, publicystyczność, „tematyczność” czy jawna polityczność Kroniki dnia są powodem artystycznej klęski przedostatniego poematu Peipera. Jest nią wpisane w strukturę utworu przekonanie o tym, że „fakty, fakty, fakty tylko” mówią same za siebie, oraz wynikające z niego uprzywilejowanie pozycji odbiorcy jako tego, do kogo owe fakty przemówią. Problemem jest to, że ceny mięsa zdaniem Peipera już nie potrzebują artystycznej formy pozwalającej zrozumieć, w jaki sposób łączą się one z „prawdziwymi siłami społecznymi działającymi pod bezpośrednio dostępną powierzchnią”29.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2025 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.