4/2026

Tadeusz Pióro

Zróbmy gazetę

– Zróbmy gazetę – powiedział Laubzega, gdy tylko Stary Pierdziel otworzył oczy. Siedzieli na ławce na Polu Mokotowskim. Laubzega czytał na głos Trylogię Sienkiewicza, i tak się w nią wczytał, że wcale nie zauważył, jak Stary Pierdziel zamyka oczy, wzdycha, osuwa się nieco i zasypia. Słońce właśnie wstawało, bo co mu tam jakiś Pierdziel i jego sny, i chyba tylko dlatego, że zajrzało Laubzedze w oczy, przerwał lekturę, zerknął na swojego jedynego słuchacza, i dmuchnął mu w ucho stęchłym piwnym powietrzem.

– Za późno – odparł bezrefleksyjnie Stary Pierdziel – już zrobiona jest.

– No, „Wyborcza” tak, ale tyle jest innych tytułów, które moglibyśmy zrewitalizować. „Kobieta i Tycie”…

– Chyba „Życie”?

– Życie absolutnie tak, „… na Gorąco”, „Prawo i …”, „… Literackie”…

– Tego to kurwa nie zniesę…

– A „Poeta i Życie”? Co ty na to?

– Kojarzę „Życie Warszawy”…

– Boś Stary Pierdziel, ja się z takim tytułem nie spotkałem, ale jak nie chcesz „Poety i Życia”, co byś powiedział na „Życie po Potopie”?

– Tym biblijnym? Gazeta o historii?

– Nie, tym z Trylogii, czytałem ci przecież, kiedy jeszcze słuchałeś, jak się tam wszyscy potopili pod Berdyczowem czy innym Borodinem, kiedy wylał Don, zwykle taki cichy u Sienkiewicza…

– A co ty byś powiedział na „Życie na Ławeczce”?

– Ciekawy tytuł! Coś jak pochwała slow life?

– Nie żeby od razu pochwa a la masło słoniowe, ale stara prawda głosi, że cycki robią sprzedaż…

– Nie masło ani pochwa, tylko życie, chłopie, life po naszemu, lajf, kapujesz? Lajf w rytmie slow-foksa, to taki taniec. Sloł, pomału.

– Taniec na ławeczce brzmi intrygująco. Ciekawiej niż na rurze. Krzywizny, spady, odstępy między deskami, łuszcząca się farba, bioróżnorodność podławeczkowa, to mogłoby chwycić. Nawet bez cycków.

– Cieszę się, przyjacielu, że zrozumieliśmy się bez słów. Czy wobec tego załatwisz sponsoring?

– Jasne. Gdzie to się robi?

– No, wiesz, trzeba się przejść po mieście…

– Ale przecież trąbią w prasie, radiu i telewizji, że z ławeczkami jest coraz gorzej na mieście…

– W jakim sensie?

– Każdej przypisano numer kolejny z łączem i jak na niej usiądziesz, rejestruje cię w centrali.

– Mnie w sensie tyłek?

– Po tyłku do danych osobowych, jak najbardziej.

– OK, ale ty masz załatwiać sponsoring, a tego nie robi się na ławeczce.

– Tylko na czym?

– Na lunchu, baranie!

– Ach, so!

– Jawohl! Und jetzt sponsoring machen bitte, aber schnell!

– Chyba coś ci na języku przycupło. Żabka?

Niewinny dowcip Starego Pierdziela natchnął naszych przedsiębiorców do wizyty w sklepie sieci Żabka, w którym zaopatrzyli się w niezbędne do poszukiwań sponsorów środki. Lauzega postanowił, że odpocznie od Sienkiewicza w zoo, gdzie ławeczki wciąż są bezpieczne, a Stary Pierdziel z plecaczkiem pełnym piwa (plus minus osiem sztuk), ruszył na obchód banków, parabanków, spółdzielczych kas kredytowych, aż dodarł do ciociobaru w podziemiach Dworca Centralnego, bo tam kierowano go w niejednej z wyżej wymienionych instytucji.

Mylą się ci, którzy ciociobar uważają za gejowskie miejsce spotkań rozpoznawczych. Ciociobar tak się nazywa, ponieważ prowadzi go ciocia pewnego pana, któremu pomaga w codziennych przepierkach gotówki. Kiedy Stary Pierdziel poinformował tę zacną damę o przyczynie swojej wizyty w jej miłym, ciepłym, dobrze oświetlonym barku, w którym można napić się dobrego piwa z beczki w cenie miastowej, a nie dworcowej, otóż kiedy wyznał jej, że szuka sponsora, ona, pani Basia, aż klasnęła w dłonie z radości i od razu zadzwoniła do siostrzeńca, który równie dobrze mógł być jej bratankiem, czego w tym miejscu nie rozstrzygniemy, ze względu na obowiązek ochrony danych osobowych.

Tymczasem Laubzega nie znalazł w zoo po wschodniej stronie Wisły ławeczki w miejscu odludnym i cienistym, a właśnie na taką liczył, na takiej pragnął zapaść w sen i spać, aż zbudzą go syreny, oznajmiające nalot albo rocznicę jakiejś klęski, a jeśli nie syreny, to ujadające psy wartowników pilnujących niedźwiedzi i żyraf zamieszkałych tam na stałe, a w najgorszym razie para zakochanych albo patrol policyjny. Za ostatni grosz wrócił na Pole Mokotowskie, żeby czekać, i czekał.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2025 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.