09/2020

Łukasz Michalski

Słucham ciekawie, wolno, długo

Słucham uważnie. Wciąż na nowo.

Słucham na zawsze i ab ovo

Nie mogę stracić takiej chwili

kiedy zrozumiem, gdy zobaczę

Poczuję, dotknę posmakuję

Czemu tak pusto, czemu po nic?

Czemu tak płytko w błocie, szlamie

Czemu w znajomych słowach drogach

Tak płaskie sensy, te znaczenia

Marne bez gracji bez uroku

Bez światła, wiary,

Ciepła w mroku

Bez domu, dźwięku, bez sumienia

Za oknem słyszę śnieg umarły

Słyszę go jak wy nie słyszycie

I pachnie krwawą spalenizną

Jątrzoną raną, brzydką blizną

Wrzodem, fenolem, moczem, trawą

Skopaną świeżo w rów głęboki

W którego lepką noc rozkładu

Spychacie swoje małe dusze,

zdrady, bezmyślność, sny, obmowy

Potem siadacie do obiadu

Mieni się wino, lśni zastawa

I znowu toczy się rozmowa

I zabijają puste słowa

Umiera ktoś, ktoś płonie, zdycha

Ktoś tonie, komuś spada głowa

I Prawda marznie pod drzewami

W ogołoconym z liści parku

I tak być musi choć się tak nie stanie

Póki ma każdy kurę w garnku

I ciepłą wodę w brudnym kranie.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.