04/2020

Rafał Rżany

A świadkiem łza

Pisząc w wierszu Ćwiczenia z nieważkości z tomu Głupie łzy o sztuce „unoszenia się w połowie drogi / pomiędzy rozpaczą a wielkim olśnieniem”, Jarosław Mikołajewski daje nam swoje rozumienie zarówno poezji, jak i życia, z którego ta poezja wyrasta i którego uwieranie, a czasem ból, pomaga uśmierzyć. W twórczości tej bowiem zawsze było miejsce na zachwyt: światem, kulturą, zwierzętami i ludźmi, przy nieustannie obecnej świadomości, że i świat, i ludzie w nim dalecy są od doskonałości, a nasza śmiertelność, dodając naszym losom tragizmu, jednocześnie czyni je groteskowymi, jeżeli jak Mikołajewski z nieufnością traktujemy perspektywę religijną. Nasze aspiracje, plany, rojenia o wielkości i pamięci przyszłych pokoleń wyglądają absurdalnie w zderzeniu z łatwością, z jaką w każdej chwili my sami możemy zniknąć – ze świata, nad którym chcielibyśmy panować, z ram, w których marzy nam się zbrązowieć. Na dodatek: sami śmiertelni, zaledwie w oczach śmiertelnych możemy zyskać chwałę. Lecz jeśli udaje nam się z rzadka wznieść ponad te ograniczenia, na chwilę albo na dłużej lub nawet wkroczyć we względną nieśmiertelność – to dzięki sztuce, bo ta przekracza granice miejsca i czasu, a do pewnego stopnia również materii (może najbardziej poezja i muzyka, pieśń), i – dzięki miłości, która ma dar czynienia nas wciąż młodymi.

Pośród wszystkich rodzajów miłości pierwszeństwo ma u Mikołajewskiego, jak na poetę przystało – ta romantyczna i erotyczna zarazem, ale niemal na równi z nią ceni się w tym pisaniu miłość rodzicielską, przyjacielską, franciszkańską czy – mówiąc ogólniej – caritas. Miłość jest nie tyle przeciwstawiona logosowi, co wskazywana jako skuteczniejsza droga do odnalezienia porządku/sensu istnienia:

śniąc logos

na jawie

twardo powiedzieć że jest nim

wyspana

niestrudzona innymi

miłość do tych innych

których kochać znaczy

być zwolnionym z miłości

(Chwila logosu)


W wierszu tym autor Nie dochodząc Pięknej przypomina dawne spotkanie z Ludmiłą Marjańską, podczas którego poetka żaliła się, iż onegdaj nie zapisała natychmiast po przebudzeniu doświadczenia logosu, gdy ów objawił jej się we śnie wyraźny i dojrzały jak jabłko. Czytelnik dostaje tu jakby możliwość wyboru pomiędzy drogą filozofa i trochę mistyka (śniony logos) a praktyka-wędrowca (doświadczana na jawie miłość).

Uczuciom poświęcono w tej książce wiele pięknych tekstów, zaczynając już od inicjalnych Życzeń, korespondujących z Chwilą logosu:

niech łagodna będzie tobie nawet miłość

kochających cię ludzi

filozofia liryką

stęsknioną

za porządkiem

uczuć


Do moich lubionych w całej twórczości Mikołajewskiego wierszy, obok między innymi Kręgosłupa mojej żony ze zbioru Którzy mnie mają (2003), należy Cud geometrii, rozpięty między żałobnym wstępem:

rozstaliśmy się na dworcu nie pamiętam kto kogo

żegnał kto został na szarym peronie


– a konsolacyjną puentą:


a przecież byliśmy przez chwilę ze sobą

co dla równoległych nie jest oczywiste


Miłość erotyczna przywodzi na myśl ciało, caritas duszę. Ich dialog był u autora Którejś rano obecny od zawsze, od debiutanckiego tomu A świadkiem śnieg. Z czasem rozumienie i miejsce ciała zmieniały się. Dawniej przede wszystkim uwierało ono, odstręczało, zawadzało; ciało bohatera tych wierszy, przez niego samego postrzegane jako niepiękne, było przeszkodą w osiągnięciu pełni istnienia (poznania?), może odrobinę na sposób manichejski. Dusza była w nim tyleż chroniona, co uwięziona, ciało nosiło ją i zarazem przykuwało do miejsca, odwrotnie niż wyobraźnia, sztuka i sny. Z czasem to ciało, starzejące się, coraz mniej sprawne i atrakcyjne, domagające się bardziej opieki i ulgi zamiast przyjemności albo rozkoszy – jak gdyby uwalniało duszę, nie tyle pozwalając jej o sobie zapomnieć, ile pokornie stając w drugim planie i tym samym bezwiednie rozwiązując wczesnośredniowieczny paradoks: „Z jednej strony […] podstawową troską chrześcijanina powinna stać się troska, by jak najrychlej porzucić doczesne «ciało śmierci», by zerwać swoje więzi z doraźnym ziemskim «pomieszkaniem», z przywiązaniem do miejsca, czasu, okoliczności, do niepięknej pałuby, w której uwięzła dusza. Z drugiej wszakże strony […] nie można było ani ciała brukać, ani urągać jego empirycznej rzeczywistości” (Zbigniew Mikołejko, W świecie wszechmogącym. O przemocy, śmierci i Bogu, Warszawa 2009). Dusza, lżejsza teraz, śmielej może ćwiczyć się w sztuce nieważkości. I pomagać w innych ludziach dostrzegać przede wszystkim dusze właśnie, bo także i oni nieuchronnie starzeją się, począwszy od matki poety, pięknie sportretowanej w zachwycającym lekkością wierszu Madonna di saska kępa, który przytaczam w całości:

w domu mojej matki boskiej

jest na piętrze obraz włoski

najpierw w progu jej mieszkania

słyszę kaszel pożegnania

a gdy wyjdę ze schodowej

klatki wnet zadzieram głowę

gdzie madonna z cinquecenta

macha ręką uśmiechnięta


Mamy więc oto miłość i przemijanie. Miłość jako najlepszego, jakiego możemy zapragnąć, świadka przemijania i godzenia się z losem:

oby twoje dłonie

zawsze miały radość

z nitki która cicho

rozbiera twój kłębek

(Życzenia)


Ale świadka niejedynego. W tytule tomu, zaczerpniętym od Camilla Sbarbaro, pobrzmiewa dystans do samego siebie, świadek nie tyle pożądany, co niezbędny. Nie autoironia, ale właśnie dystans. Wiersz, z pierwszym zdaniem, w którym usłyszałem dalekie echo słów otwierających Boską komedię (tłumaczoną przed niewielu laty przez Mikołajewskiego), jest pokornym świadectwem miłosnego spojrzenia na świat. Spojrzenia pojedynczego, wartego tyle co miliardy innych pojedynczych spojrzeń, przesłoniętego, rozmazanego przez tę głupią łzę, soczewkę tęsknoty i żalu, przez tę łzę najważniejszą, bo – moją; łzę, co zaraz zniknie.
Jarosław Mikołajewski: Głupie łzy.
Wydawnictwo Literackie,
Kraków 2019, s. 96.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.