12/2020

Janusz Koryl

Aureola

Gdy rano, jak co dzień, stanął przed lustrem w łazience, chcąc zgolić ciemną warstwę zarostu, oniemiał. Wprost nie mógł uwierzyć w to, co właśnie zobaczył. Tuż nad jego głową unosiła się jaskrawa poświata w kształcie regularnego koła. Niejako automatycznie przyszedł mu na myśl świetlisty pierścień Saturna.

Zamrugał oczami, nie dowierzając swojemu wzrokowi. Może to efekt zmęczenia? Od razu sobie przypomniał, że minionej nocy czytał powieść Stephena Kinga aż do godziny pierwszej. Gdy poczuł nadciągającą gwałtownie senność, a jego powieki opadały z coraz większą siłą, odłożył książkę na szafkę stojącą obok łóżka i zgasił lampkę. Zasnął prawie natychmiast.

Jego odbicie w lustrze było tak niezwykłe, że aż się wzdrygnął na widok poświaty wiszącej nad jego głową. Co to ma znaczyć? Jak to możliwe? Ni mniej, ni więcej, krąg światła umieszczony nad jego włosami miał kształt aureoli.

Podniósł rękę, by dotknąć tego dziwnego zjawiska, jako żywo przypominającego anielskie insygnium, ale palce bez trudu przeniknęły przez światło, jakby ten nimb był zjawiskiem niematerialnym. W jaki więc sposób utrzymywał się poziomo w powietrzu, w ściśle określonej odległości od czubka głowy?

Stojąc jak skamieniały przed lustrem, zapomniał o goleniu. Utkwiwszy wzrok w aureoli, próbował to wszystko jakoś racjonalnie wyjaśnić. Z natury trzeźwo patrzył na życie, bez wiary w gusła i rzeczy nadprzyrodzone. Do tego nigdy nie był przesadnie religijny. Swoje wizyty w kościele ograniczał do świąt wielkanocnych i bożonarodzeniowych, zresztą jak spora grupa polskich katolików.

Westchnął głęboko, pragnąc zachować równowagę ducha, lecz jego spokój był wystawiony na ciężką próbę. Odbicie w lustrze wprawiało go w osłupienie, tym większe, im dłużej się sobie przyglądał.

– Cholera – mruknął pod nosem, bo nagle dotarło do niego, że dziś poniedziałek i za nie więcej niż pół godziny musi wyjść z domu do pracy.

A pracował w szkole jako nauczyciel historii. Jego obecny wygląd wywołałby nie lada sensację, a uczniowie mieliby powód do śmiechu i beztroskiego naigrywania się z połyskującej nad głową nauczyciela obręczy.

Co robić? Co robić? Ta jedna myśl całkowicie sparaliżowała mu umysł. Ponownie spróbował namacać tę dziwną aureolę. Daremnie. Jej światło było niewrażliwe na dotyk. Przez chwilę miał wrażenie, że to jakiś absurdalny trick i że w końcu rzeczywistość odzyska normalne kształty.

Świetlista obręcz tymczasem tkwiła nad jego głową na dobre, czerpiąc energię nie wiadomo z czego i w jaki sposób.

Telefon!

Tak, musi jak najszybciej zadzwonić do szkoły. Musi wymyślić pretekst, który tłumaczyłby jego niedyspozycję. Bo to, że nie może się pokazać na lekcjach w obecnym stanie, było oczywiste.

Wypadł z łazienki jak pocisk i pędem ruszył w kierunku swojej komórki, którą trzymał na stole w dużym pokoju. Po drodze wciąż myślał, co będzie najlepszym powodem jego dzisiejszej absencji. Choroba! To chyba najbardziej wiarygodne wytłumaczenie. Wysoka gorączka i bóle mięśni jak podczas grypy. Nie ma wyjścia, tylko w ten sposób uniknie kłopotliwych pytań: – Co ci się stało? Czy to jakaś sztuczka? Od kiedy to masz?

Pieprzona aureola!

[…]

[ciąg dalszy można przeczytać w numerze]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.