04/2021

Karina Stempel

Cienie w ciemności

Literatura nicuje problem samotności człowieka, odkąd ludzie zdali sobie sprawę z pomiestności i nieoznaczoności Logosu. Można się więc zastanawiać, i jest to namysł w pełni uzasadniony, czy „wszystko” już w niej było i czy skazani jesteśmy jedynie na powielanie. Dokąd może sięgać ewolucja literatury, a zwłaszcza poezji, by rzucić nowe światło – lub cień – na pytania o kondycję człowieka? Krzysztof Siwczyk w swojej najnowszej książce proponuje nowe, choć jednocześnie gruntownie osadzone w tradycji, intertekstualne podejście do tego tematu, który zdaje się niewyczerpany, a w kontekście tego tomu – wciąż otwarty na nowe odczytania i zabiegi quasi-definiujące.

Już sam tytuł sugeruje wgląd w pojęcia, które – jak by się zdawało – zostały dogłębnie zapoznane. „Osobnikt” to nie tylko „nikt”, a więc osoba, która niewiele znaczy, jest pozbawiona nie tylko wagi, ale też właściwości; to „nikt”, który jest dodatkowo „osobny”, wyzuty z grupy, z więzi czy więzów, pozbawiony odniesień do Absolutu, w którym mógłby szukać ucieczki. Przypomina „wydrążonego człowieka” Thomasa S. Eliota, ale jest on samotny w swoim tańcu wokół miejsca, w którym być może coś kiedyś istniało, a może nie było w nim niczego. Jego mowa nie znaczy nic nie dlatego, że nie słyszy odpowiedzi, ale – ona po prostu nie ma żadnego znaczenia.

Koncepcja tomu opiera się na zróżnicowaniu formalnym, jednakże – choć nie jest to oczywiste na pierwszy rzut oka – równocześnie na konsekwencji tematycznej. Mylić może pomieszczenie w niej zarówno utworów lirycznych, mikropróz poetyckich, jak też zmykającego ją utworu dramatycznego – jednoaktówki W pomroce, opartej na dialogu Osobnika Ogólnego i Osobnika Poszczególnego. Ten zamysł połączenia w jednym tomie różnych gatunków stanowi intrygująco nieoczywisty koncept, pozwalający opowiadać o problemie „ogólnym” za pomocą „poszczególnych” form. Jak wynika z tekstu dramatycznego, poszczególne głosy „magazynują się”, tworzą „drabinę”, która choć nie wiadomo, dokąd w ostateczności prowadzi, tworzy – przynajmniej pozornie – układ wertykalny.

Gdyby nie kilka istotnych elementów składowych, Osobnikt byłby jednak książką o krańcowo pesymistycznym wydźwięku. Jednym z nich jest język, znaczony idiomami np. Stanisława Barańczaka czy Józefa Baki, którzy pojawiają się w mottach i dedykacjach utworów Siwczyka. Spiętrzenie znaczeń i metafor pogłębiają aliteracje (jak choćby „szlamu szum”, „komando kobiet”, „w kokonach kołder”, „w uzie ust”, „na wieki wieko”). Zabiegi stylistyczne i rytmiczne w wierszach, zwłaszcza te o Bakowskiej proweniencji, pozwalają podmiotowi lirycznemu zmienić wektor przekazu (również i w tym przypadku wertykalny, lecz tym razem skierowany zdecydowanie w dół), rozproszyć go w wielu nieoczywistych kierunkach. Powstaje dzięki temu przestrzeń pozwalająca czytelnikowi rozejrzeć się wokół, spojrzeć na wersy czy metafory jak na odbicia w gabinecie luster – inne, choć w istocie tożsame, w których przerażenie może mieszać się z groteską.

Gdyby nie te zabiegi, bardzo łatwo byłoby odnieść cały tom do tropu tyleż oczywistego, co stanowiącego pułapkę jednostronnego odczytania – dramatu Czekając na Godota Samuela Becketta. Z pewnością zamykająca tom jednoaktówka W pomroce jest bezpośrednim do niego nawiązaniem, ale nie istnieje ona w pełni bez poprzedzających ją wierszy i próz poetyckich. Siwczyk zarazem czerpie z Becketta, odsyła do niego, a równocześnie przekracza formalnie przestrzeń dramatu. Jak pisał Antoni Libera w Posłowiu do swojego przekładu dzieła Becketta, jednym z głównych problemów, które pojawiły się na etapie wystawienia sztuki, było to, że Beckett nie potrafił „wytłumaczyć” pierwszemu reżyserowi Godota Rogerowi Blinowi, jak również aktorom swojej koncepcji dramatu (Samuel Beckett, Czekając na Godota, przełożył, opracował i posłowie napisał Antoni Libera, PIW, Warszawa 1985, passim). Siwczyk idzie o krok dalej – teksty poprzedzające jednoaktówkę są niczym innym jak jej uzasadnieniem, doprecyzowaniem, częściowym wyjaśnieniem i dopełnieniem; jednocześnie zaś W pomroce pełni dokładnie te same funkcje wobec nich. Osobnikt jest całością, w której wszystkie elementy są jednakowo ważne dla jej zrozumienia.

Świat przedstawiony w wierszach i mikroprozach pełen jest cieni i wyartykułowanej bądź przeczuwanej nicości. Jeżeli „tu już nie ma nic do odkrycia” (Pierwszy raz), jak również „Nie ma / historii. Za nic nie chcą w nic wierzyć. Cały czas samo rano” (Prelegent), to człowiek, a raczej Osobnikt, skazany jest na nieskończone powtórzenia: „Nadchodzi zawsze to samo, / chociaż upłynnia się w zmiennej formie ciała, jego zaskakującej / metamorfozie, kodyfikowanej na wadze i miarce siatki centyli” (Każdy dzień). Osobnik Ogólny i Osobnik Poszczególny, nim pojawią się w tekście dramatycznym, już są obecni – chciałoby się wręcz rzec, że ich obecność rzuca się cieniem na pozostałe utwory. To, co u Becketta stanowiło rozbitą na cztery wiodące głosy Ludzkość i Poszczególność, u Siwczyka jest dwugłosem, nie tylko dramatycznym, ale na płaszczyźnie znaczeń i form również poetyckim i prozatorskim. Podobnie jednak jak u Becketta głosy te nie są w stanie wybrzmieć na jednym tonie. Rozmijają się, choć jednocześnie przenikają, jak cienie na powierzchni inkubatora, w którym przyszło spotkać się i czekać bohaterom – choć i czekanie to wydaje się o wiele bardziej dojmujące niż u Becketta, bo W pomroce nie ma nawet cienia żadnego Godota, który mógłby znajdować się „poza” ogólnością i szczególnością.

Constantin Noica, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli szkoły filozofii rumuńskiej, w Sześciu chorobach ducha współczesnego (przeł. Ireneusz Kania, Oficyna Literacka, Kraków 1997) przywołał dramat Becketta jako przykład jednej z największych przypadłości obserwowanych w nowoczesnym świecie. Nazwał ją ahorecją, czyli odrzuceniem przejawów tego, co jednostkowe, a jednocześnie harmonijnie godzące się zarówno z bytem indywidualnym, jak i sensem ogólnym. Jak zauważa Noica: „Najciężej wszelako naruszony zostaje byt, z nim zaś – mowa (za sprawą absurdu współczesności, który przez zaburzenie i zawieszenie określników – w pierwszym rzędzie komunikacji – stwarza groźbę, iż powiedzieć cokolwiek da się jedynie nie mówiąc «nic» […])”.

Taki właśnie współczesny świat wydaje się obrazować Siwczyk. Jest to rzeczywistość, w której poszczególne elementy (również słowa) nawet jeśli przenikają się, to nie zazębiają; brakuje im punktów wspólnych, jakby były wyłącznie cieniami różnych wymiarów rzeczywistości:

OSOBNIK OGÓLNY:

Opowieści, szukałeś opowieści.

OSOBNIK POSZCZEGÓLNY:

Nie, tylko wytłumaczenia, na chwilę, kiedy boli.

(W pomroce)


Życie (a przy tym sam człowiek) jawi się w tej książce jako powtarzalność schematów – zarazem odwieczna i nieskończona, lecz zawsze osobna i jednostkowa podróż ku nieznanemu celowi, z zacierającą się pamięcią, z bezwładem wynikającym z niemożności przejścia od szczególności do ogólności, z gasnącą nadzieją na przełamanie tego nieustannie powielanego impasu, „[…] bez wiary / w to, co się zdarzyło, choć widziałem wszystko” (Osobnienie).

Książka Siwczyka, jak już wspomniano, nie wydaje się jednak pesymistycznym podsumowaniem współczesnego świata i kondycji ludzkiej. Nikt nie czeka w niej na Godota, jednakże czekanie jest jednym z konstytutywnych elementów rysującego się przed oczyma czytelnika pejzażu. Można je utożsamić z uwięzieniem jednostki w przemijalnym czasie, ową według Noiki „chroniczną” chorobą wynikającą z tego, że człowiek jest w nim zanurzony, lecz „nie znajduje w nim swojej miary”. Jednakże w tomie Siwczyka pojawiają się tropy, które wskazują na możliwość odnalezienia jakiegoś głębszego sensu tych uwarunkowań – choć w bliżej nieokreślonym „gdzie indziej”. Symbolem „czasowego uwięzienia”, ale jednocześnie niedojrzałości człowieka, jest inkubator, w którym rozgrywa się akcja W pomroce, a także rekwizyty – elementy rzeczywistości obecne w wierszach i prozie: koce, pledy (Lekcje litanii), „kokony kołder”, w których jesteśmy „opatuleni jak larwy” (Każdy dzień) itp.

Ku czemu może prowadzić nas przepoczwarzenie się lub opuszczenie inkubatora? Osobnikt, jak należy się tego spodziewać w trakcie lektury, nie odpowiada na to pytanie. Pewne jest jedno: nie musi, a biorąc pod uwagę wcześniejsze rozważania, wręcz nie może. Autor tego tomu, precyzyjnie i konsekwentnie krążąc wokół tematu, wciąga czytelnika w koło zamachowe czasu, uruchamia jego wyobraźnię i zmusza go do myślenia, wymagając skupienia wzroku na czytanych słowach – czyli otwarcia oczu. Może to jest krok do odkrycia źródła cieni w pomroce.

Krzysztof Siwczyk: Osobnikt.
Wydawnictwo a5,
Kraków 2020, s. 88.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.