04/2020

Fryderyk Hunia

Cisza

Najszlachetniejszą z prawd jest milczenie.

Candrakīrti


To co jest niewypowiadalne
należy czcić w milczeniu.

Grzegorz z Nazjanzu


Chcę siedzieć
i chcę milczeć
i chcę słuchać
co mówi Bóg.

Mistrz Eckhart


Z lekcji geometrii wiemy, że przekrojony poprzecznie stożek daje w efekcie figurę koła. W świecie realnym zbliżonymi do stożka formami są wzgórza. W Tyńcu mamy kilka takich wzgórz. Ale największą siłę przyciągania ma z nich wzgórze klasztorne. Choć jego forma jest zapewne daleka od geometrycznej doskonałości stożka, to nie ulega wątpliwości, że posadowiony na niej monastyr zajmuje centralne miejsce. Nie mogłoby być inaczej, skoro zamieszkujący jego przestrzenie mnisi to ludzie w poszukiwaniu środka. Środka swojego własnego bytu i środka całej rzeczywistości. Koncentracja na tym środku stanowi istotny wymiar monastycznego życia. Bo chodzi w nim o to, aby na drodze prostoty dojść do pełni ludzkiego życia.

Drogą do osiągnięcia tego środka i zakotwiczenia w nim swojego życia jest medytacja. Już samo to słowo w swojej etymologii ma także odniesienie do „środka” (łac. medio). Medytacja umożliwia niejako powrót z życia na peryferiach rzeczywistości do jej wertykalnej głębi. Warte podkreślenia jest tutaj to, że medytacja w swoim pierwotnym rozumieniu nie oznacza „rozmyślania”, lecz ćwiczenie (łac. exercitium). Z czasem, tzn. w nowożytnej epoce, to pierwotne znaczenie zostało zagubione i ostatecznie została ona zredukowana do racjonalno-moralizującego „rozmyślania” nad wybranymi wersetami Pisma Świętego. Ale dziś – nie omieszka zauważyć benedyktyński mnich i uczony Cyryl Korwin Krasiński – po wiekach takiego wypaczonego rozumienia zaczyna wracać szczęśliwie do swojego pierwotnego sensu jako „całościowe ćwiczenie jednego «złożonego» z ducha, duszy i ciała mikrokosmosu człowieka – tego recapitulatio universi…”.

Od medytacji, która koniecznie – jak naucza Jan Kasjan – musi być połączona z pracą ręczną, droga wznosi się ku modlitwie kontemplacyjnej (łac. oratio pura). Osią zarówno medytacji, jak i kontemplacji jest cisza. One prowadzą do źródła samego bytu. Tylko gdy sami jesteśmy cisi, pozwalamy objawić się Milczeniu.

Szkopuł w tym, że dzisiejszy człowiek zagubił ciszę. Naruszając drastycznie równowagę między vita activavita contemplativa, wykorzenił swoje życie z pierwotnej harmonii. Jednym z aspektów tej harmonii było życie zgodne z rytmami bytu. Demoniczne tempo dzisiejszego życia sprawia, że coraz bardziej człowiek oddala się od rytmów naturalnych. Nie zdajemy sobie zgoła sprawy z tego, jak dalece swoją nadaktywnością naruszyliśmy te rytmy. Niewielu zapewne wie, że żyjący w technokratycznej cywilizacji przeciętny człowiek zużywa pięćdziesięciokrotnie więcej, niż pozwalają na to rytmy ziemi. Jakby całkowicie zapomniał, że byt ma swój rytm, który należy odczuć i uszanować. Ignorowanie tego może mieć dla człowieka katastrofalne skutki. Wytrącone z harmonii życie staje się coraz bardziej „chore”.

Jednym z objawów tej choroby jest lęk przed ciszą (gr. sigephobia). Współczesny człowiek boi się ciszy. Ucieka przed nią w zgiełk świata, w ogłuszanie świadomości blichtrem rozrywki i manią kupowania. Żeby wejść w głębszy kontakt z bytem, trzeba się wyciszyć. Aby to ostatnie stało się możliwe, człowiek musi w tym diabolicznym pędzie, jakiemu podlega, zatrzymać się, dać sobie czas, by być. Być naprawdę, a nie tylko funkcjonować na zasadzie trybika w megamaszynie techniki. Powszechne dziś utyskiwanie na brak czasu jest najbardziej wymownym znakiem czasu. Innym, równie wymownym jego znakiem jest lęk przed ciszą.

Milczenie i cisza przypominają nam, że istnieje w człowieku coś więcej niż tylko rozum i wola. One są nie tylko symbolem kontemplacyjnego życia. Mistycy wszystkich czasów i religii przypominają nam, że bez milczenia (zmysłów, rozumu i woli), człowiek nie jest w stanie wejść w prawdziwą komunię z Bogiem. „Boskie oblicze ujrzy ten – pisze jeden z nich – kto wstąpił w pewien rodzaj samotnego i ukrytego milczenia” (Mikołaj z Kuzy). Istnieje legenda o mistrzu Eckharcie, która mówi, że gdy zapytano go: „Bracie, co uczyniłeś, aby stać się tak świątobliwym?”, miał on odpowiedzieć: „Uczyniło mnie to moje siedzenie w ciszy, a dopiero potem moje wzniosłe myśli, i dopiero potem moje zwracanie się ku Bogu”.

Pewien starożytny filozof pisał: „Nie tylko myśli, nie tylko fantazja powinny uspokoić się w nas, nie tylko namiętności powinny zamilknąć […], lecz milczeć powinno także powietrze, milczeć powinien także cały wszechświat” (Proklos).

Milczenie i misterium są ściśle ze sobą związane. Do istoty tajemnicy należy to, że może być doświadczona tylko w milczeniu. Milczenie stanowi jedyny organ jej postrzegania. Na ten najgłębszy jego wymiar wskazują poniższe słowa dwudziestowiecznego mistyka Raimona Panikkara: „Milczenie jest pustą przestrzenią wewnątrz naszego ja, która pozostawia wolne miejsce na przebóstwienie theosis”. Bez milczenia, zdaniem tego autora, człowiek jest tylko racjonalnym zwierzęciem, a religia tylko systemem myśli.

Wielki teolog ubiegłego stulecia, Romano Guardini, stwierdził przenikliwie, że jedną z przyczyn zaniku doświadczenia religijnego, a tym samym głębi i autentyzmu wypowiedzi religijnych, jest fakt zagłuszania w naszych czasach milczenia przez nieustanną gadaninę i wrzawę.

Chrześcijaństwo, jak wiadomo, jest religią Słowa. Ale z czasem jęło stawać się religią wielu słów, które coraz mniej miały wspólnego ze swoim boskim źródłem – w Milczeniu. Z biegiem czasu traciły one organiczną więź z Tajemnicą i zamiast ją objawiać, stawały się coraz bardziej przeszkodą na drodze do niej.

Nie bez racji słyszy się dziś głosy, że Kościół Słowa potrzebuje teologii Ducha Świętego. „Organem” tego ostatniego jest milczenie. Musimy więc uczyć się milczeć i być cicho, by uczynić w nas wolną przestrzeń dla Słowa, które pragnie w nas zamieszkać i nas przemienić. Słowo ma swoją transformatywną moc tylko wtedy, gdy rodzi się na „duchowej ziemi” milczenia.

W oderwaniu od niego staje się jeno pustą gadaniną, „brzmiącym cymbałem”.

Jeżeli chcemy, by nasze słowa znajdowały w słuchającym ich posłuch, by stawały się ciałem, muszą być zakotwiczone w milczeniu, „Słowo nie związane organicznie z milczeniem – pisze wspomniany teolog – staje się pustą gadaniną; milczenie nie związane organicznie z mówieniem, staje się niemotą”. Tylko wtedy, gdy nasze słowo wychodzi rzeczywiście z milczenia, jesteśmy zdolni prowadzić ludzi ku Milczeniu.

Lęk przed ciszą jest – jak powiedziałem – chorobą dzisiejszej ludzkości. Permanentna przed nią ucieczka prowadzi do utraty wymiaru głębi i skazuje nasze życie na duchową śmierć. Tylko w suwerennej ciszy serca możemy odczuć w sobie ssanie głębi. Expressis verbis pisze o tym Guardini: „Otwarcie się na tę wewnętrzną rzeczywistość bytu jest jednak możliwe tylko w milczeniu – podobnie jak tylko milczenie pozwala człowiekowi odebrać intencje, jakie żywi pod jego adresem sfera rzeczywistości religijnej”.

Czy owa dzisiejsza sigephobia nie jest w istocie zakamuflowanym wyrazem lęku przed misterium? Człowiek chciałby usunąć ze świata i uniwersum swojego życia tajemnicę i przemienić wszystko w posłyszalne i możliwe do komunikacji słowo. Całe sztaby specjalistów od reklamy i psychotechniki nie szczędzą wysiłku, by wciągnąć w migotliwy blichtr zewnętrznego świata, świata wielości, aby nie dopuścić w nas do spotkania z ciszą, w której odkrywamy niechybnie to Jedno, które jest konieczne – o którym mówił Jezus do Marty. Nie jesteśmy przysposobieni do słuchania ciszy, do słyszenia głosu „milczenia”, wszechobecny logomonizm doprowadził do zaniedbania pedagogii ciszy. Jakoż od czasów Heraklita mamy do czynienia w zachodniej kulturze z prymatem logosu nad pneumą.

Tylko w milczeniu możemy doświadczyć wieczności w czasie. „Ukochaj milczenie; przez nie już teraz wchodzisz w świat, który ma nadejść” – tymi słowami zwraca się do nas pewien mnich z góry Athos.

Wszyscy powinniśmy dziś uczyć się milczenia, zarówno świeccy, jak i duchowni. Ci drudzy najpewniej w sposób szczególny, każde mówienie o Bogu powinno bowiem być poprzedzone milczeniem, mocno osadzone w „kulturze ciszy”, aby „móc usłyszeć głos (boskiej) transcendencji i (ludzkiej) immanencji” (Panikkar). Milczenie jest warunkiem koniecznym do tego, by ten głos mógł znaleźć do nas drogę. Aby nasze słowa, a w szczególności słowa tych, którzy głoszą Słowo, mogły być odbierane jako autentyczne, musi być widoczne, że ich źródłem jest Milczenie.

Jeżeli tedy chcemy powrócić do korzeni naszego istnienia, musimy w sposób świadomy kultywować ciszę. Musimy zapewnić w naszym psychicznym i duchowym życiu należne jej miejsce. Znany włoski pisarz katolicki Alessandro Pronzatto pisze dosadnie, ale nie bez racji: „Jedną z największych zbrodni czasów, w których żyjemy, jest właśnie to, że kazano zniknąć ciszy, wyeksmitowano ją, zmuszono do milczenia, zduszono jej głos. I prawie nikt nie zauważa tego, nie bije na alarm”.

To zastrzeżenie autora „prawie nikt” jest ważne, istnieją przecież ludzie, którzy nie chcą przyglądać się obojętnie tej zbrodni na duchowej substancji człowieka. Należy do nich bez wątpienia ojciec Andrzej z tynieckiego klasztoru ojców benedyktynów. Jako pierwszy (przynajmniej w tynieckiej parafii) wprowadził do liturgicznego kalendarza cotygodniową „medytację” ciszy. On tym samym nawiązał do żywej we wczesnych wiekach chrześcijaństwa tradycji, w której kładziono nacisk na wewnętrzną kulturę ciszy – która w późniejszych wiekach była zaniedbywana, by całkowicie zaniknąć w naszym technokratycznym eonie.

Szczególnym zadaniem zarówno świeckiej, jak i religijnej pedagogiki powinno być uczenie ciszy i sztuki milczenia. W przypadku tej drugiej powinniśmy to czynić między innymi także i po to, aby reprezentanci innych – starszych od naszej – religii i innych kultur – „kultur ciszy”, nie myśleli, że w naszej religii „nauczanie, wygłaszanie, formułowanie zasad ma większe znaczenie niż cicha adoracja – pochylenie się nad niezgłębionym Bożym misterium” (F. Wilfred). Bez kultywowania ciszy to, co nazywamy życiem, jest tylko „śmiertelną gorączką”, „opowieścią idioty, pełną furii i krzyku, który nic nie znaczy” (Szekspir).

Awangardą dzisiejszego zmechanizowanego eonu są cisi, albowiem to głównie oni otwierają się na przemieniającą moc milczenia, bez którego świat – jak w profetycznym tonie głosi Panikkar – zmierza ku katastrofie.

28 października 2015
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.