03/2020

Ewelina Iwańska

Czy to my jesteśmy głupi?

Autor Wschodu podobnie jak Mariusz Wilk uważa, że miejscem ciekawym do odbywania podróży jest Rosja. Krytykuje współczesny konsumeryzm w amerykańskim wydaniu. Jednak dla Andrzeja Stasiuka współczesność jest bardziej skomplikowana niż dla autora Wilczego notesu, który jednoznacznie i jednowymiarowo ocenia współczesność1.

Stasiuk wyruszył na Wschód, przez Ukrainę i Rosję, Mongolię, aż do Chin. Po co była ta podróż? Pisarz postanowił stanąć twarzą w twarz się z własnymi lękami przed przestrzenią Rosji. Zależało mu na skonfrontowaniu człowieka Zachodu i Wschodu, ludzi demokracji i wolności z ludźmi od wieków podporządkowanymi władzy. Poza tym wyruszył w tę podróż, aby odkryć sens historycznych wydarzeń w Polsce i we własnej biografii. Wydaje się, że stara się dociec istoty komunizmu w Polsce.

Uznaje siebie za przedstawiciela wyklętego ludu, który podążał ze wschodu na zachód zwabiony widmem wyzwolenia. Uwydatnia dychotomię między mieszkańcami miast i wsi. To ci drudzy nieśli komunizm i jego idee do miast. Przywołuje wspomnienie o swoim dziadku mieszkającym na wsi, który chciał zostać komunistą, ponieważ to oni przynieśli pokój i wyzwolenie oraz wolność i równość. Szczególnie pragnęli wolności, gdyż nie zaznali jej wcześniej. Kolejne pokolenia żyły w biedzie i niewoli – komunizm umożliwił im spokojną egzystencję nie zagrożoną widmem głodu. Już nie musieli się bać, że zabraknie pożywienia. I ten brak lęku o jutro stał się głównym powodem, dla którego dziadek Stasiuka pragnął zostać komunistą. Nie interesowało go, że system jest zniewalający, morderczy, ważny był dostatek jedzenia. Został sołtysem i stał się jednocześnie przywódcą religijnym, kimś na kształt kapłana w swojej wsi. Był w stanie łączyć funkcję kapłana religijnego i świeckiego, który odprawia czerwony obrządek i skanduje słowa litanii, które odnajdujemy na kartach Wschodu: „Komuno nieskalana, módl się za nami. Komuno najczystsza, módl się za nami. Komuno dziewicza, módl się za nami. Komuno nienaruszona, módl się za nami”. A sponiewierany, wygłodniały, spracowany i wzgardzany od wieków lud podążałby za nim w pochodzie ku wspaniałej przyszłości pełnej dobrobytu i niezachwianego dostatku. Kolejne rodziny wraz z żywym inwentarzem dołączałyby do pochodu, tworząc „bydlęco-ludzki wąż” i wszyscy byliby pełni wiary, że już nigdy nie będą musieli pracować w pocie czoła, zginać pleców w codziennym trudzie i nawet dzieci byłyby wolne od trosk. Dominowała wiara, że dzięki komunizmowi lud wsi zostanie wyzwolony i wejdzie do ziemskiego raju pod przywództwem czerwonego Mojżesza, a Czarna Madonna zostanie zastąpiona Czerwoną. Komuna stanie się Królową Polski. Komuna dawała tym ludziom skupionym w kołchozach poczucie bezpieczeństwa i spokoju – tak w rozpoznaniu narratora. Nawet on sam czuł się szczęśliwy i spokojny; uważał, że chroni go dziadkowa księga Komuna Paryska 1871 i dziadkowa litania do komuny. Dziadek nie wiedział jednak, dokąd lud swój prowadzić, i potrzebował przewodnika, wypatrywał „jutrzenki, gwiazdy Lucifer, Czerwonej Madonny”. Wędrowali jak lud wybrany czterdzieści lat. Dokąd dotarli? Do ziemi obiecanej? Komunistyczny raj został zastąpiony kapitalistycznym piekłem. Ich marzenia legły w gruzach, a dotychczasowy świat przestał istnieć. Doświadczenie tego pokolenia, jego duchowy testament, wpływa na współczesność. Odcisnął wyraźne piętno na pokoleniu następnym, poszukującym własnej tożsamości w zderzeniu z amerykańskim konsumeryzmem. Poprzednicy nie musieli martwić się o pożywienie, ich los był zaplanowany i sterowany. Żyli jak na statku, którego nie musieli opuszczać. Stanowiąc azjatyckie wcielenie społeczeństwa podporządkowanego władzy, stali się antycypacją niewolników. Ale nadszedł schyłek ich egzystencji, choć zdawało się, że porządek komunistyczny będzie trwał przez wieki.

Andrzej Stasiuk snuje refleksje o polskiej tożsamości, swojej i wszystkich tych, których przodkowie pochodzili z ludu i opowiedzieli się po stronie władzy komunistycznej. Aby lepiej zrozumieć doświadczenia własne, rodziny i narodu, wyruszył w podróż do Chin, gdzie ludzie od wieków poddawali się władzy. Obserwując swoich rodaków, tych z wiejskich obejść, wyraźnie podkreśla, że stoi po ich stronie, bo znowu ponieśli klęskę. Chciałby, żeby ta społeczność stała się wolna i nie podległa żadnej władzy. Zdaje sobie jednak sprawę z utopijności owego projektu. Lud nigdy nie zazna wolności, jedno zniewolenie przechodzi w drugie.

Przedstawione przez Stasiuka losy mieszkańców wsi zdają się charakteryzować przeszłość dużej części Polaków. Stanowią ich swoistą, groteskową biografię. Stasiuk stawia smutną diagnozę. Nasza zbiorowa świadomość ulegnie zmianie i będziemy myśleć jedynie o mnożeniu majątków, idee odejdą w niepamięć. Przyjemność indywidualna stanie się priorytetem i „nie będzie żadnych duchów, wspomnień, pamięci i historii”. I to jest chyba najbardziej przygnębiający wniosek, jaki płynie z rozmyślań pisarza. Społeczeństwo pozbawione historii, przeszłości, więzi z przodkami, stanie się grupą nieświadomych, ogłupiałych materią ludzi, którymi dowolnie można sterować. Książka Wschód kończy się tymi słowy: „Piasek i pył. Taki sam piasek jak na pustyni dzieciństwa nad rzeką. Ten sam piasek, przez który brnął dziadek, wiodąc swój lud ku zbawieniu, które miało stać się wygnaniem”.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.