06/2018

Ewa Sonnenberg

Fragmenty przestrzeni i całość czasu.
O festiwalu „lAbiRynT”

„Przejścia – przenikania” to kolejna odsłona VIII Festiwalu „lAbiRynT” w Słubicach/Frankfurcie, który odbył się w październiku 2017 roku. Temat festiwalu nie jest przypadkowy. „Przejścia – przenikania” to klucz do zrozumienia, czym jest istota sztuki i naszych relacji z otaczającymi nas granicami. Sztuka ma za zadanie przekraczanie gabarytów naszego istnienia. Ustalanie parametrów wrażliwości w niedostosowanym do niej otoczeniu. „Przejście – przenikanie” między jedną stroną świata a drugą? Między jednym obrazem a dojściem do kolejnego obrazu? Między jedną stroną kartki a kolejną kartką? Między jednym spektaklem rzeczywistości a kolejną jej odsłoną? Czym jest rzeczywistość, w której dostrzegane jest tym, co przenikane, i stanowi przejście do kolejnego spostrzeżenia? Wydaje się, że jest to podstawowe zadanie sztuki i artysty, dotrzeć tam, gdzie przeniknięty obszar osiąga swój materialny wymiar, odtwarzając to, co niematerialne. Jakby ruch, w który wpisuje się przenikanie i przejście, został przez chwilę zatrzymany i zarejestrowany. Stanowi to trochę fenomenologiczne dotarcie do eidos rzeczy. Wniknięcie do sensu tego, czym ta rzecz jest w swej istocie. Sytuacja przeniknięcia w głąb jest niczym mityczna podróż po meandrach tego, co przedmiotowe, ale i podmiotowe. Zespolenie zewnętrznego i wewnętrznego i jego projekcja na nieznane terytorium naszej świadomości. Przejście jest równoznaczne z symbolem labiryntu, przenikanie z negacją jego istnienia. W ten sposób następuje tożsamość przeciwieństw, budując metaforyczne mosty metaobszarów, na których doświadczamy innych aspektów świata i jesteśmy doświadczani strukturami jego siły. Czy wiemy, czym jest nurt tego, co niesie niewidoczna treść płynąca pod tym mostem? Te pytania i próby odpowiedzi towarzyszyły prezentacjom festiwalowym. Czym jest owo przejście, przenikanie, przekroczenie dokonujące przeskoku z treści realnego świata w treści wypowiedzi artystycznej? „Przejścia – przenikania” to wymiana, swoista reakcja syntezy tego, co zewnętrzne, z tym, co wewnętrzne. Punkt, w którym styka się umysł świata z gestem artysty. Stawanie się tym, co przeciwległe, zmierzające ku nam i jednocześnie oddalające się od nas. Na festiwalu mogliśmy oglądać wiele prezentacji: wernisaże, performance’y, wykłady, na których artyści docierali do niezmierzonych rejonów poznania. Uczestnikami byli nie tylko polscy artyści, ale osoby z całego świata. Organizatorzy festiwalu, Anna Panek-Kusz, Jerzy Olek i Michael Kurzwelly, zadbali o wysoki merytoryczny poziom. Oglądając kolejne prezentacje, odnosiło się wrażenie, że organizatorzy założyli, że przejścia – przenikania to nie tylko przekraczanie granic, które codziennie pokonujemy, określając się w naszej sytuacji i w istniejących schematach, ale również pokazanie granic mentalnych, poznawczych, percepcyjnych, wreszcie samego siebie.

Festiwal rozpoczęła wystawa Hołd passe‑partout, poświęcona Janowi Berdyszakowi, której kuratorem był Jerzy Olek. Była to jedna z najciekawszych festiwalowych prezentacji. Na wystawie znaleźli się wybitni artyści z wielu krajów. Jedną z bardziej interesujących prac były Fragmenty atlasu Naoyi Yoshikawy, który przedstawił jakby model wielu światów na obszarze jednego obrazu. W ten sposób z rozsypanych fragmentów mapy stworzył jej multiplikację, coś w rodzaju mapy analogowej, określając istotę punktu i jego zwielokrotnienia w perspektywie tego, co jest linearne. Fragmenty mapy są jak unaocznione wspomnienia lub odniesienia do miejsc, które być może są ważne dla autora. W przedstawieniu tej własnej mapy jest wyczuwalna swoista pokora, jakbyśmy nie byli w stanie ogarnąć ziemi, dlatego poznajemy zaledwie jej fragmenty. Docieramy nie do całości, ale do fragmentów, którymi są nasze ukochane miejsca i miejsca, do których wracamy. Mapa została przedstawiona jako metafora własnej, intymnej, prywatnej podróży w poszukiwaniu ukrytych przejść i granic przenikania.

Inną pracą, która zwróciła moją uwagę na tej wystawie, była prezentacja Marginesy Tadeusza Sawy-Borysławskiego. Jego instalacja – książki z pustą przestrzenią – zaistniała jak obraz czegoś, co inicjuje wejrzenie w głąb prawdziwej treści. Tekst książki jakby otwiera się na inną przestrzeń, w której zanikają słowa, ujawniając inny wymiar znaczeń. Niekiedy nieuchwytny i trudny do zdefiniowania, ale odczuwalny i przenikający odbiorcę na wskroś. Nie są to książki przypadkowe, artysta pozostawia tytuły i nazwiska, by pusta przestrzeń miała swój racjonalny wymiar. By określić nieuchwytną korespondencję między myślą a nieskończonością, używa książek filozofów: Kołakowskiego, Arendt, Baudrillarda i innych.

Yannig Hedel to kolejny artysta biorący udział w tej wystawie. Yannig fotografuje światło wkomponowane w architekturę. To interesujące odniesienie do wielopłaszczyznowego widzenia świata w relacjach ze światłem. Unaocznia nam, jak światło modeluje i współtworzy obszar naszego widzenia. Uczy, jak podążać za nim, jak rozumieć jego język, jak dotrzeć do jego treści, jak zaznać jego dotyku. Fotografie, które tworzy, emanują delikatnością, ale jest w tej delikatności jakieś okaleczenie. Światło nie tylko wyostrza, ale i rani wyrazistością oraz ostrością wydobywanych obrazów. Na elementy realne zarzuca niewidoczną pajęczynę, która nieomal drży uchwycona w swojej kruchości i nieuchwytności. Yannig Hedel buduje plany światła, przytaczając je w różnych tonacjach i rejestrach, tworząc własną hierarchię kontrastów, modulację jasności oraz odniesienia do kolejnych jego odcieni. Na swój sposób eksperymentuje z momentem kadrowania światła w jego najczystszej postaci, niczym impresjoniści pracuje w „chwili”: tym jednym i niepowtarzalnym momencie urzeczywistnienia.

Kolejną pracą‑instalacją, którą warto wspomnieć, są Kabiny negocjacyjne Marcina Berdyszaka. Te rzeźby, nieomal architektoniczne obiekty, unaoczniają, czym jest to, co powinno być przekroczone. Jakby artysta chciał powiedzieć, że aby przekraczać i przenikać, trzeba wiedzieć, co przekraczać i co przenikać. Ciekawe wydały mi się też prace Anny Panek-Kusz Wielowymiarowość kadru czy Schizoidalny Mesjasz Zdĕnka Stuchlíka.

Spośród wydarzeń festiwalu najbardziej zapadło mi w pamięć kilka prezentacji. Mirosław Rajkowski przedstawił muzyczny performance Pieśń pierwszej sylaby pierwszego słowa nr 7, podczas którego śpiewał alikwotami swoje autorskie utwory. Artysta pokazał niebywałe możliwości ludzkiego głosu, który docierał do słuchaczy w ciemności. Zestawienie głosu z ciemnością umożliwiło dogłębne przeniknięcie jego brzmienia i frazy melodycznej. Śpiew tworzył swoiste ścieżki dźwiękowe, przypominające śpiewy mnichów buddyjskich. Artyście udało się wykreować niepowtarzalną atmosferę zestawienia muzyki z ciszą, światła głosu z ciemnością otoczenia i dzięki temu przenieść słuchaczy do zupełnie innego świata.

Kolejnym wystąpieniem, które zrobiło na mnie duże wrażenie, było Od to do tego Aleksandry Cząstki. Młoda artystka zaprezentowała dialog z samą sobą. Rozmowę z tym, co w nas najbardziej niepewne i nieoczywiste. Pokazała, jak mówienie – żywe słowo może stać się obiektem sztuki. Słowa niczym kolejne warstwy dźwiękowej instalacji współtworzyły relację z otoczeniem. Komunikat słowny okazuje się momentem zderzenia nie tylko znaczeń, sensów, treści, ale i emocji, które być może stanowią najważniejszy element tej konwersacji z samym sobą. Była to pięknie ukazana treść jakiegoś środka, która próbuje wydostać się na zewnętrz. Mówienie, które może stać się medium i okolicznością performatywną.

Bardzo podobała mi się też wystawa Masahiko Miyaty Życie japońskiego miecznika. Zdjęcia tego artysty pozwoliły na uczestniczenie w ceremonii powstawania miecza samurajskiego. Tradycja tego mistycznego wręcz rytuału sięga VIII wieku. Na unikalnych fotografiach artysta ukazuje niezwykłość, wyjątkowość i piękno całej sytuacji. Masahiko Miyata jest jedynym fotografem w Japonii, który otrzymał zgodę na fotograficzne udokumentowanie wyjątkowego ceremoniału. Miecz samurajski to dusza narodu japońskiego i kultury japońskiej. Obok kaligrafii, ceremonii herbaty, haiku należy do tradycji kultywowanej po dziś dzień. Powstawanie miecza to głęboko duchowy akt wyzwolenia siły ostrza i jego nieskalanej powierzchni. Obecność fotografa podczas tego ceremoniału skupiła się na detalach: na ostrzu, na połysku, na rękach mistrza. Jakby całość nie była możliwa do ujęcia w żadnym obrazie czy przekazie. Autor w doskonały sposób tworzy studium sytuacji w ruchu, w akcie, w działaniu, które na fotografiach przyjmują wymiar jednoznacznych migawek z wieloznacznego rytuału gestów i oswajania metalu. Ta jednoznaczność na odbitkach jest metaforyczna. Droga powstawania miecza jest Drogą Serca. Droga Serca jest Drogą Umysłu. Nasz Umysł jest przeistaczany w kolejną Drogę, która nie ma imienia.

Na festiwalu nie zabrakło malarstwa. Ewa Rzeszowska, malarka mieszkająca w Paryżu, zaprezentowała opowieści koloru i form w abstrakcyjnym ujęciu. Ciekawe jest zestawianie tytułów, które brzmią niezwykle poetycko, z obrazem będącym dalekim skojarzeniem i wizualną narracją nawiązującą do tytułu.

Wystawa fotografii Krzysztofa Gierałtowskiego Portret bez twarzy raz jeszcze mogła nas przekonać o wyjątkowości tego artysty. Jego portrety są rozpoznawalne i posiadają swój własny język. Zaskakują ujęciem modela, a jednocześnie wytworzony obraz staje się tożsamy z prezentowanym modelem. Twarze są eksponowane na sposób ekspresjonistyczny, niekiedy nawet przerysowany. Artysta buduje swoiste relacje modeli z rekwizytami. Przy czym rekwizyty stanowią wewnętrzną część modeli. Autor umie to coś indywidualnego w każdym z nas wydobyć na światło dzienne, by zaostrzyć nie tylko kontury materialnej postaci, ale by nadać kształt temu, co w nas nieuchwytne i niematerialne.

Kolejnym artystą tego festiwalu był Marek Hamera. Zaprezentował on Kadry zaburzone, które relacjonują rzeczywistość poprzez przesłonięcia. Przesłonięcia zniekształcają odbiór, ale też wydobywają to, co bywa ukryte i niedopowiedziane. Autor zdjęć interpretuje pole widzenia, które jest uzależnione od kadru i tego, co napotyka na swojej drodze. Czy więc przeszkoda może zostać przeniknięta naszym spojrzeniem, by dojść dalej niż zwyczajne unaocznianie? Widzenie według artysty jest uwarunkowane otoczeniem i tym, co tworzy jego ramy i zamknięcia. To próba odpowiedzi, czym jest ludzka percepcja i jak bardzo uzależniona jest od nawyków codzienności. Na festiwalu wyświetlono również film Marka Hamery Strych – opowieść głęboko metaforyczną, a pretekstem do jej opowiedzenia był strych z lat siedemdziesiątych na placu Solnym we Wrocławiu. Na opustoszałym poddaszu artysta kadruje znalezione tam modele wrocławskiej Opery i Biblioteki Uniwersyteckiej. Te małe budynki w przestrzeni strychu to jakby metafora świata, który znajduje się poza tym właściwym światem. Czy te budynki mają świadomość istnienia tego innego świata? Trzeba zobaczyć film, by odpowiedzieć na to pytanie. Tak czy inaczej, musiał pojawić się ktoś trzeci, kto rysuje ten dramatyczny obraz na filmie i uzmysławia nam okoliczność każdego miejsca, które nie ma świadomości siebie i tego, co bywa poza.

Szczególnym wydarzeniem była wystawa Na krawędzi Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi, której kuratorem był Marek Poźniak, a uczestnikami młodzi, zdolni, dobrze zapowiadający się artyści: Alicja Bloch, Adrian Gachewicz, Xue Jiang, Julia Klewaniec, Jacek Laube, Natalia Łączyńska, Maria Łukaszewska, Olek Piekarz, Agata Pulawska, Filip Szkopiński, Kuba Szkudlarek, Aga Szuścik, Olka Van, Karolina Wojtas. Ich prace, zaskakujące i niekiedy prowokujące, miały walor świeżości. Operowały indywidualnym językiem, odkrywczymi narracjami, niebanalnym wizualnym przekazem. Wniosły wiele nowych idei i innowacyjnych spojrzeń na rzeczywistość. To był oddech czegoś nowego i pozbawionego stereotypów myślowych.

Atutem festiwalu były wykłady, jak choćby znakomity wykład Marcina Berdyszaka Sztuczny instynkt czy Birgit Wudtke Czym jest noema fotografii cyfrowej. Interesująco wypadła grupa z Czech, m.in. Petr Jančarek i Zdĕnek Stuchlík z filmem J.O. Między sztuką i nauką; wykładowcy i studenci Uniwersytetu Zachodnioczeskiego w Pilźnie: Darya Cherna Dzihilevich, Martina Havlová, Tereza Kropăčová, Zuzana Fedorová, Sergey Lelyukh, Vojtĕch Aubrecht, Štĕpán Grygar, Radovan Kodera; wreszcie grupa stałych bywalców „lAbiRynTu”: Monika Šimek Fulková, Jaroslav Malík, Petr Moško, Iva Pavlátová, Rudolf Nĕmeček, Pavel Rejtar, Zdenĕk Stuchlik, Petr Šulc prezentujący się na wystawie Rzeczywiste czy nadprzyrodzone?.

Na szeregu wystaw w Domu „Dolina Uradu” na szczególną uwagę zasługują Dopełnienia geometryczne Michała Chabielskiego. Instalacja prętów ceramicznych wbitych w ziemię czy nieskomplikowane geometryczne bryły powstałe z prostych zestawień jakby porzuconych i następnie odnalezionych cegłówek to sentymentalny powrót do analogowych i lakonicznych ujęć przestrzennych. Prostota operowania materiałem i przestrzenią oddziaływała wyrazistością uczuć. Bryły wprowadzone w przypadkowe otoczenie pod postacią oczywistego materiału stworzyły jedyną w swoim rodzaju aurę. Ta ekspozycja była niczym zaproszenie do jakiegoś wspomnienia: o porzuconym domu, o dalekim dzieciństwie.

Nowatorskim eksperymentem wkomponowania fotograficznego obrazu w przestrzeń miasta Frankfurtu nad Odrą była prezentacja Norberta Wiesnetha Po drugiej stronie. Czarno-białe zdjęcia monstrualnych roślin-chwastów kontrastowały z rozpadającymi się budynkami. Te fototapety jakby podtrzymywały to, co wkrótce ma runąć. Fotonośniki naszego nie tylko przenikania, przejścia, ale również przeobrażenia. Chwasty-rośliny jak obce ciało wpisane w obcość czegoś, co przemija. Obcość miejsc łączy się z obcością sytuacji. Na koniec warto wspomnieć film Artura Kondraszenkowa Lewitacja, gdzie ruch zastępuje miejsce, a miejsce ruch. Taniec i przestrzeń. Czas i zanikanie przestrzeni dopełniają się i tworzą zaskakującą całość.

Festiwal „lAbiRynT” to efektowne i ciekawe artystycznie prezentacje, olbrzymie spektrum różnych sposobów interpretacji głównego tematu. Te dwa aspekty hiperprzestrzeni posłużyły do sprowokowania wypowiedzi różnych artystów, od fotografików poczynając, na performerach kończąc. „Przejścia – przenikania” to obszerny temat i trudny do jednoznacznego uchwycenia. To wciąż nieznana przestrzeń, w którą można wpisać wiele aspektów naszego życia i sposobów widzenia świata. Już bowiem samo obcowanie z rzeczywistością jest jej przenikaniem i przechodzeniem na kolejne stopnie jej rozumienia, dającym możliwość wglądu w to, kim jest człowiek i czym jest dla niego kwestia wychodzenia poza granice tego, co cielesne i materialne. Myślę, że ten festiwal dał nam możliwość zobaczenia wielu ważnych ujęć rzeczywistości i pokazał prace, które pozostają wciąż żywe w pamięci widza.

Jerzy Olek, Klucz do inskrypcji,
fot. Tomasz Fedyszyn
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.