02/2018

Agnieszka Kumor

Francja

Lekcja z pamięci, czyli francuskie nagrody literackie 2017
Trudno powiedzieć, co kierowało jurorami francuskich nagród literackich przyznanych za rok 2017; niepewność czasów, w których przyszło nam żyć, czy też moda. Faktem jest jednak, że najczęściej wyróżnianym przez nich tematem była historia. Ta przez wielkie i przez małe „h”.

Członkowie Akademii Goncourtów, której przewodniczy Bernard Pivot, zgromadzeni na obiedzie w restauracji Drouanta zdecydowali się uhonorować Nagrodą Goncourtów Erica Vuillarda (ur. 1968) za Porządek dnia (L’Ordre du jour, wyd. Actes Sud). Ściągnęli tym samym na siebie głosy krytyki ze strony francuskich księgarzy niezadowolonych z tego, że najważniejsza z nagród dostała się książeczce liczącej sto sześćdziesiąt stron i kosztującej zaledwie szesnaście euro! Choć nagrodzony pisarz dostaje jedynie czek na symboliczne dziesięć euro, to czerwony pasek Goncourtów na książce jest obietnicą nakładu w czterystu tysiącach egzemplarzy. A to już oznacza wymierny zysk dla autora i wydawcy; przy okazji na interesie zarabiają również księgarze. Nie dziwnego, że kręcili nosem. Malkontenctwem wykazali się również niektórzy z krytyków, dopytując się: „A cóż to za jeden, ten… Vuillard?”. Pisarza dystansowała w przedbiegach Véronique Olmi (ur. 1962), autorka Bakhity (wyd. Albin Michel) powieści o świętej niewolnicy z Sudanu. Ostatecznie Olmi przegrała z Vuillardem dwoma głosami, z podobnym wynikiem straciła szansę na Feminę… choć tamtejsze jury w całości złożone jest z pań. Dodatkowo na niekorzyść Erica Vuillarda przemawiał fakt, że swą książkę wydał w Actes Sud, wydawnictwie, którego była prezeska sprawuje obecnie funkcję francuskiej minister kultury, i że książkę tę wspomniana oficyna wydała w maju, a przecież wszystkim wiadomo, że tradycyjnie sezon jesiennych nowości literackich we Francji liczy się od końca sierpnia. Nie poddając się tego rodzaju „technicznym” przeszkodom, jurorzy Nagrody Goncourtów wyróżnili Porządek dnia za płynącą z tej powieści „lekcję literatury i politycznej moralności”, jak uzasadnił ich decyzję Pivot. Fakt, że niewielu czytelników znało laureata przed nagrodą. Kilku z nich jednak go czytało i ci z zadowoleniem westchnęli: „Nareszcie”.

Eric Vuillard, który jest również reżyserem filmowym i scenarzystą, ma w swym dorobku ogółem dziewięć powieści historycznych, ale dopiero piąta z nich, Bitwa zachodu (La Bataille d’Occident) wydana w roku 2012, przyniosła mu niejaki sukces. Książka opowiada o jednym z najkrwawszych epizodów pierwszej wojny światowej, kiedy to 22 sierpnia 1914 roku na froncie zachodnim zginęło w jednym dniu dwadzieścia siedem tysięcy żołnierzy. Forma, którą w tej książce zastosował Vuillard i którą stosuje do dziś, to minipowieść pozbawiona jednak fikcji literackiej, zawierająca za to sporą dozę materiału historycznego, który pisarz przykrawa i montuje, konfrontując Historię z teraźniejszością.

W nagrodzonym Porządku dnia ukazał rolę niemieckich przemysłowców w budowaniu wojskowego arsenału Trzeciej Rzeszy. Punktem wyjścia są wydarzenia polityczne, które poprzedzają Anschluss (zajęcie Austrii przez hitlerowskie Niemcy w 1938 roku). Chodzi o spotkanie 20 lutego 1933 roku między liderami NSDAP a przedstawicielami niemieckiego przemysłu. Tego dnia na zaproszenie Hermanna Göringa i Adolfa Hitlera (niespełna miesiąc wcześniej mianowanego kanclerzem) w salonach reprezentacyjnych Reichstagu odbyło się zebranie, podczas którego wielkie koncerny niemieckie udzieliły finansowego poparcia przyszłemu Führerowi. Błogosławieństwo „dwudziestu czterech kapłanów przemysłu niemieckiego”, jak pisze Vuillard, udzielone Hitlerowi pomogło zbudować nazistowską machinę wojenną. „Porządek dnia to książka niezwykłej siły i prostoty”, napisała Raphaëlle Leyris. „Autor pokazuje w niej, że największe katastrofy przychodzą niepostrzeżenie. [Vuillard] zdziera ohydną maskę historii i ukazuje marsz Europy ku własnemu unicestwieniu” („Le Monde”, 6.11.2017). „W opinii szefów zakładów Kruppa, Opla czy Siemensa spotkanie, na którym wykazali się niesłychaną uległością wobec nazistów, było zwykłym spotkaniem biznesmenów, banalnym gromadzeniem środków finansowych. Wszyscy oni przeżyją nazistowski reżim i w przyszłości nadal będą finansować partie polityczne proporcjonalnie do ich dokonań”, pisze Vuillard. W tej powieści pozbawionej fikcji, pełnej za to sarkazmu i odniesień do współczesności, doceniono zwłaszcza dobrze funkcjonującą strukturę dzieła. W opinii Grégoire’a Leménagera autor Porządku dnia niemal jak w kamerze filmowej kadruje poszczególne sceny, „przybliżając pozornie błahe szczegóły po to, by z dystansu analizować ich konsekwencje. Jest miniaturzystą w skórze moralisty” (portal Bibliobs.com 10.05.2017).

Opowiedzieć intymne losy ludzi znanych z historii, wykorzystując dokumenty archiwalne, to zadanie, które postawiło sobie wielu nagrodzonych lub nominowanych do nagród pisarzy i pisarek. Jurorzy Prix Renaudot przyznanej tego samego dnia, co Nagroda Goncourtów, wyróżnili Oliviera Gueza (ur. 1974) za powieść Zniknięcie Josefa Mengele (La Disparition de Josef Mengele, Grasset). „Jesienny rytuał nagród literackich usankcjonował wejście wielkiej historii do francuskiej literatury. Co więcej, jurorzy obydwu nagród uhonorowali konfrontację pisarzy z tematem Trzeciej Rzeszy”, zauważył Florent Georgesco („Le Monde des livres”, literacki dodatek do „Le Monde” 6.11.2017). Powieść Gueza opowiada o powojennych losach „Anioła śmierci” z Auschwitz. Josef Mengele (1911–1979) pochodził z rodziny drobnych przemysłowców bawarskich. Jako doktor antropologii i lekarz SS poprosił o przydział do obozu koncentracyjnego w Auschwitz, gdzie dokonywał selekcji ludzi na obozowej rampie i prowadził pseudomedyczne eksperymenty na więźniach. Życie tego zbrodniarza wojennego to zło absolutne. Jak opowiedzieć jego późniejsze losy? To, że uniknął procesu w Norymberdze, że zbiegł ścigającym go agentom Mosadu, że od roku 1949 prowadził normalne życie w Argentynie i zmarł na skutek udaru mózgu podczas banalnej kąpieli na jednej z brazylijskiej plaż? Autor przez trzy lata zbierał materiały do tej książki, dotarł m.in. do nieznanych wcześniej źródeł południowoamerykańskich. „Nikomu nie życzę zasypiać i budzić się z myślą o Mengele. Żyłem z tą okropną postacią o bezdennej przeciętności, boksowałem się z nią, stawałem z nią każdego dnia twarzą w twarz. Przez pierwsze pół roku budziłem się w nocy, wrzeszcząc jego imię”, wspominał autor w wywiadzie udzielonym agencji France Presse tuż po ogłoszeniu werdyktu. Jak widać, wyszedł z tego pojedynku zwycięsko. „Powieść Gueza, ukazując Mengele jako człowieka, ale zarazem także jako kogoś kompletnie pozbawionego ludzkich odruchów, spełnia postawiony sobie cel: konfrontuje rzeczywistość ze złem absolutnym […]. Płynie z tej powieści Historia nasycona ciemnością, która oby już nigdy nie stała się naszym udziałem” (ibidem).

Wśród nagrodzonych autorów znalazł się Philippe Jeanada (ur. 1964) za Sierp (La Serpe, wyd. Juilliard). Książka jest rekonstrukcją dziennikarskiego śledztwa, w którym autor stara się ustalić winę Henri Girarda oskarżonego o potrójne zabójstwo w 1941 roku i uwolnionego od zarzutów w procesie, który odbył się dwa lata później. Winny czy niewinny, do dziś nie wiadomo, Girard, pod pseudonimem Georges Arnaud, zrobił później karierę m.in. jako autor scenariusza do filmu Henri-Georges’a Clouzota Cena strachu w 1953 roku. Ale do końca życia ciążyło na nim odium tamtej niewyjaśnionej zbrodni. Jurorki Prix Femina doceniły świetne pióro Jeanady, który opowieść rodem z kroniki kryminalnej podniósł do literackiego mitu.

Na historii wykreowanej, ale i po części zainspirowanej losami współczesnej Gwinei oparł fabułę swojej powieści Olivier Rogez, nagrodzony za debiut przez francuskie Towarzystwo Literackie (Société des Gens de Lettres). Jego Nieokiełznanie sierżanta Didy (L’Ivresse du sergent Dida, wyd. Le Passage) opowiada o fikcyjnym zamachu stanu w bliżej nieokreślonym państwie zachodniej Czarnej Afryki. Tytułowy sierżant Dida, znudzony biedowaniem w niedofinansowanej armii, postanawia skorzystać z życiowej szansy, jaka się do niego uśmiechnęła. Najpierw ściąga haracze w imieniu pułkownika, za co dostaje awans na kapitana, a kiedy umiera stetryczały prezydent kraju, przejmuje po nim ster rządów w państwie jako przewodniczący Tymczasowej Rady Ocalenia Narodowego. Pomaga mu grupa zaprzyjaźnionych komandosów, przywódca podmiejskich gangów i zepchnięty w niełaskę biznesmen świeżo wyciągnięty z więzienia. Niestety Dida staje się ofiarą własnej chorobliwej podejrzliwości i owej „nieokiełznanej” megalomanii, która unicestwi jego utopijny plan wybicia się na niezależność, w czym „przysłużą” mu się potężni Amerykanie, marzący o potędze Francuzi i rodzime elity różnego pokroju. Olivier Rogez jest w życiu zawodowym dziennikarzem Radio France Internationale. Karierę rozpoczął na początku lat dziewięćdziesiątych w Moskwie, gdzie był świadkiem puczu Janajewa i upadku Związku Radzieckiego. Afrykę zachodnią poznał bardzo dobrze, gdyż przez wiele lat jako stały korespondent RFI relacjonował tamtejsze konflikty zbrojne. Jego książka jest wyważona z politycznego punktu widzenia, choć autor nie kryje pewnej sympatii dla idealizmu Didy, ale również jeśli chodzi o formę literacką. Rogez prowadzi nerwową, gęstą od afrykańskich realiów, pełną dialogów, niemal reporterską narrację, nigdy jednak nie czujemy przesytu; w momencie zbliżającego się puczu autor bezlitośnie zawiesza akcję i w niezwykle poetycki sposób kreśli zbiorowy portret głodnych, zdeprecjonowanych w poczuciu własnego człowieczeństwa ludzkich mas, milczących świadków wydarzeń. Pisze: „Z domostw poniżej dochodził trzask odbiorników radiowych, kołatanie garnków, chlupotanie plastikowych bidonów, mężczyźni, którzy po ciemku stawali się zuchwalsi, szeptali do uszu kobiet, które ciemności czyniły apetyczniejszymi. Ale z nastaniem zmroku nie znikała bieda, która od lat zadomowiła się w tym kraju. Kołatanie garnków było jedynie przykrywką dla ściskającego żołądki głodu, gdyż nie dla każdego tego wieczora miało wystarczyć ryżu. Wymieniane szeptem zdania okazywały się wraz z zapadnięciem nocy targowaniem o cenę seksualnych usług. Nędza krążyła od tak dawna w sąsiedztwie, że stała się zwierzęciem domowym. Odpędzano ją, trzymano na odległość, ale ona forsowała kuchnie, spiżarnie, wślizgiwała się do łóżek panom i sługom, wszędzie zostawiając oścień odwetu i nienawiści, szarpała kolejne warstwy społeczne, odsłaniając wymęczone głodem i chorobą ciało. […] Ten lud nie miał już sił, żeby się buntować, ale miał wystarczająco odwagi, żeby się zemścić”.

Patrząc na bohaterów nagrodzonych powieści, świętych, zbrodniarzy i zwykłych ludzi, widzimy zmaganie się pisarzy z pamięcią. Literatura, zapisując myśli i słowa, które rzeczywiście padły lub które mogły paść, analizując ich kontekst, dopisując własne treści, ocala je od zapomnienia.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.