05/2020

Karolina Król

Frapujący motyw na gobelinie

Przypomina mi się szkic Barańczaka, w którym poeta przedstawił swój literacki światopogląd, zestawiając ze sobą dwa cytaty. Miłosza „Czym jest poezja, która nie ocala / narodów ani ludzi?” zostało wówczas skontrastowane z Frostowskim „Nic nie zdarza się za sprawą poezji”. A gdyby tak podobnie dyskutować o Tomaszu Mannie? Oczywiście Mann nie napisze już zza grobu takiego eseju, ale można spróbować mu pomóc, choć jego mieszczańskie poczucie wyższości pewnie sprawiłoby, że pisarz odniósłby się do mojego przedsięwzięcia z dezaprobatą.

Myśląc o smukłym ciele małego Tadzia, bohatera Śmierci w Wenecji, spoglądam w oczy człowieka, który powołał literackiego bohatera do życia − oczy dorosłego mężczyzny siedzącego przy biurku. Na czarno-białym zdjęciu wyraźnie odcinają się białe mankiety koszuli i perfekcyjnie wyprasowany kołnierzyk. Uwagę zwraca także biel kartek zeszytu leżącego obok łokcia, na którym podpiera się siedząca postać. Obok łokcia będącego częścią tej ręki, która w 1916 roku już powołała do życia Buddenbrooków, a w przyszłości miała jeszcze zapisać tysiące stron innych powieści, esejów, listów, dzienników. Spoglądam na trzydziestojednoletniego artystę, patrzącego na mnie ze zdjęcia tak, jakby chciał przeniknąć moją duszę. Mam wrażenie, że chce zrozumieć sens mojej istoty, aby następnie przetworzyć te przemyślenia w artystyczną materię któregoś z powieściowych bohaterów. Może gdybym urodziła się sto lat temu, mogłabym być pierwowzorem pani Chauchat?

Nie dowiem się nigdy, o czym myślał mężczyzna ze zdjęcia. Nie umiem jednak oderwać wzroku od jego oczu, więc wpatrujemy się w siebie nawzajem. On spogląda na mnie zza grobu, a ja próbuję odczytać z jego oczu historię geniuszu, dzięki któremu Mann przelewał na papier kolejne fale przemyśleń, sięgające do najgłębszych pokładów człowieczeństwa.

Chciałabym zrozumieć, co zaszło w umyśle tego artysty. Co sprawiło, że jego poglądy zmieniły się tak diametralnie, że można by było je przedstawić jako ewolucję prowadzącą od jednego cytatu, do myśli całkowicie odmiennej? Moja droga myślowej męki rozpoczyna się od fragmentu z listu do Henryka Manna:

Ja żyję ciągle jeszcze jak we śnie – a przecież należałoby się teraz wstydzić, że nie przypuszczaliśmy nie przewidzieliśmy, że katastrofa nadejść musi. Co za nieszczęście! Jak będzie wyglądać Europa, na zewnątrz i od wewnątrz, gdy to przeminie? Osobiście, muszę przygotować się na zupełną zmianę materialnych podstaw mojej egzystencji. Jeżeli wojna potrwa dłużej, będę prawie na pewno zrujnowany. W imię boże! Jakież to ma znaczenie wobec przewrotów – mam na myśli przewroty duchowe – które muszą nastąpić w wyniku tych wydarzeń na skalę światową! Czy nie powinniśmy być wdzięczni za tę nieoczekiwaną możliwość przeżycia tak wielkich rzeczy? Dominującym moim uczuciem jest ogromna ciekawość i – wyznam – najgłębsza sympatia dla tych znienawidzonych, prześladowanych przez los, zagadkowych Niemiec, które, chociaż dotychczas nie uznawały „cywilizacji” za najwyższe dobro, dziś jednak gotują się do zadania decydującego ciosu najniegodziwiej policyjnemu państwu na świecie1.


Nie rozumiem tego wyimka. Nie potrafię i chyba nie chcę. Czy zrozumienie światopoglądu pozwalającego aprobować wojnę nie sprawi, że poniekąd i ja mogłabym kiedyś przyjąć podobną postawę wobec jakiegoś konfliktu zbrojnego?

W pisarstwie Manna jest coś z dziergania. Rzeczywistość pojawia się w jego dziełach kawałek po kawałku, tworząc coraz większy zwarty materiał. Twórczość z okresu sprzed pierwszej wojny światowej jest tylko fragmentem tego monumentalnego gobelinu, który Mann wydziergał przez całe swoje siedemdziesięciopięcioletnie życie. Oprócz dzieł tworzących jego części, przez cały materiał, od początku do końca, biegnie kilka regularnie powtarzających się ściegów, wszak Mann nie tylko był powieściopisarzem i nowelistą, ale także pisał dzienniki i tysiące listów. Te listy fascynują mnie najbardziej – pisarz kieruje je do konkretnej osoby, próbując przelać na papier swoje myśli.

Mam wrażenie, że obcując z tą częścią dorobku Manna, zbliżam się w jakiś sposób do poznania jego tajemnic. Może to tylko złudzenie, przecież nie mam gwarancji, że listy pisane do rodziny, znajomych i osób związanych ze środowiskiem literackim są całkowicie szczere. Chcę jednak myśleć, że poglądy w nich wyrażone mają w sobie ziarno prawdy i po latach można traktować je jako literacki dokument. W ten sposób czytam także i ten list z 1914 roku:

Doprawdy, czy nie powinniśmy się wstydzić, żeśmy tak nic a nic nie przewidzieli i nie zauważyli? […] To przecież śmieszne, że człowiek po prostu nie wierzył już w możliwość wojny – tylko dlatego, że urodził się cztery lata po ostatnim traktacie pokojowym. Ale ostatecznie dobrze się stało, że nas wyprowadzono z błędu – w każdym razie ja, nie pozując bynajmniej na mocnego człowieka, tak to odczuwam, mimo iż fizyczne i psychiczne okropności, jakie niesie z sobą wojna, wystarczająco mi nieraz doskwierają. Ale źle jest, jeśli ludzie przestają wierzyć w wojnę. Wówczas przestają niebawem wierzyć również w wiele innych rzeczy, w które bezwzględnie wierzyć powinni, jeżeli mają być znośni [podkr. moje – KK]2.


Tego fragmentu z korespondencji Manna również nie rozumiem. Dlaczego brak wiary w wojnę miałby być jednoznaczny z zaprzestaniem ufności wartościom, dogmatom? Dwadzieścia siedem lat później Mann przemawia już w innym tonie, pokazując swoją dezaprobatę dla polityki hitlerowskich Niemiec: „Desperacki bunt człowieczeństwa przeciwko niemieckości – czy musi do tego dojść? Narodzie niemiecki, o ileż bardziej trzeba ci się bać zwycięstwa twoich przywódców niż ich klęski!”3.

W zestawieniu ze sobą tych cytatów pochodzących z różnych okresów twórczości Manna uderza mnie już na pierwszy rzut oka dostrzegalny kontrast. Te literackie wypowiedzi są diametralne różne, a wyszły spod tego samego pióra. Spod „cudownie upierzonej watermannem ręki”. Hermann Kurzke stwierdza: „[s]tosunek Manna do wojny w czasie jej wybuchu należy do największych zagadek, jakie musi rozwikłać jego biograf”4. Myślę, że nie tylko biograf chce pochylać się nad tym zagadnieniem, ale także i każdy uważniejszy czytelnik.


[Dalszy ciąg można przeczytać w numerze.]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.