07-08/2020

Janusz Głowacki

Hak na widza

Felieton powstał w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy Janusz Głowacki w trakcie gier z cenzurą na łamach warszawskiej „Kultury” wypracował model „felietonistyki historycznoliterackiej”. Kiedy szykował wydanie zbiorowe swoich felietonów – Jak być kochanym (2005) – uznał ten tekst za zaginiony. Teraz publikujemy go dzięki uprzejmości Oleny Leonenko-Głowackiej. W sierpniu mija trzecia rocznica śmierci Pisarza.


Pisałem już parę razy o tragediach Szekspira. Podkreślałem wynikające z braku wiedzy czarnowidztwo i pesymizm młodego literata. Wspominałem, że lordowie wychodzili z teatru zniechęceni do pracy, bitew, a co najgorsze do osób panujących. Ostatnio wpadła mi jednak w ręce kolejna sztuka tego samego autora rozgrywająca się w środowisku dożów weneckich. Trzeba przyznać, że jest to utwór ciekawy.

Pozornie i na pierwszy rzut oka rzecz dotyczy spraw zazdrości. W wyniku niesłusznego podejrzenia generał pochodzenia murzyńskiego dusi swoją młodą żonę, czystej krwi wenecjankę. Dochodzi do tego na skutek akcji chorążego Jagona, który nie ceni generała tak wysoko, jak inni, ponieważ pominął go przy awansie, a także istnieją domniemania, że za plecami kontaktował się z jego żoną. Na razie nie wygląda to ciekawie. Ale cała sprawa zazdrości to typowy pretekst. Szekspira nie interesował i nie mógł interesować zazdrosny Murzyn. Murzynów dramaturg angielski nie znał w ogóle. Zresztą wcale nie wiadomo, czy ten Murzyn nie jest czasem aby Maurem. W tej sytuacji byłaby to sztuka antyarabska i należałoby się dobrze zastanowić, czy pokazywać ją w telewizji. Murzyn to po prostu ornament, element folklorystyczny, hak mający przyciągnąć widza. Rzecz, jak zawsze u Szekspira, dotyczy władzy.

W danym wypadku autorowi chodziło o pokazanie dzikiej żądzy władzy obcego spokojnemu narodowi weneckiemu generała, który przebiegle obejmując coraz to wyższe stanowiska w armii oraz (dla osobistych korzyści) białą córkę senatora, pragnie rozpętać kult jednostki murzyńskiej oraz doprowadzić do obalenia weneckiego ludowładztwa. Jeden Jagon co się od razu w tym połapał. I dlatego jego postępowanie, choćby subiektywnie niekiedy kontrowersyjne, obiektywnie jest postępowe. Jest więc Jagon elementem sił postępowych uwikłanych w sytuacje tragiczne. Ten dziedziczny patriota osiągnął przedwczesną dojrzałość, wyprzedzając rozwój sił produkcyjnych. I jest to dramat podobny w tym sensie do dramatu Spartakusa.

Może zresztą nie należy przeczerniać i nie tylko Jagon zorientował się, co grozi Wenecji, kto wie, czy za wszystkim nie stał przynajmniej jeden albo i paru najbardziej świadomych dożów.

Najwartościowsze jest jednak, że Szekspir nie poprzestał na pokazaniu żądzy władzy, a pokazał także metodę walki z tym przerostem. Udowodnił, jak posługując się sprawnie funkcjonującym systemem przecieku i szeptanki, można skutecznie opluskwić złego człowieka. I w ten sposób mu dopomóc. Rzeczywiście cała gra Otella została obnażona i bezlitośnie zdemaskowana. Tak bezlitośnie powinniśmy zawsze pomagać tym wszystkim, którzy odstępują z pryncypialnej drogi naszych zasad.

Jest to więc sztuka o braterskiej pomocy i o słusznych, a nawet skutecznych metodach walki. Toteż polecam ją najszerszemu widzowi, a także dyrekcji właściwych organów.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.