11/2020

Samuel Tchorek‑Bentall

Kim jest ateista?

Nie wznoście rąk w prośbie do tej przewróconej miski, którą nazywamy niebem, pod którą pełza i umiera ludzka rasa, to niebo jest równie bezsilne jak my.

Omar Chajjam, XI wiek


Niebo nie jest niebem chrześcijańskim, ale nie jest puste: gwiazdy odzyskały boskość.

Robert Lenoble, XX wiek


W kraju, gdzie wszelka różnorodność nie tylko etymologicznie trąci zwyrodnieniem, warto, jeśli kto ma taką możliwość, przyczyniać się jakoś do dmuchania w duchowy żar, żeby z niego ulatywało jak najwięcej różnorodnych iskier. Przynajmniej od czasu, kiedy William James opublikował swoje Doświadczenia religijne, nie tylko religioznawcy, ulokowani w niszach złożonych z nudnych książek antropologicznych, których zdrowe i bogobojne owce i owieczki czytać nie powinny, żywią przekonanie, że ludzie potrafią odczuwać sacrum na tyle sposobów, ilu jest czujących. Dokładne tłumaczenie tytułu dzieła Jamesa brzmi: Różnorodność doświadczeń religijnych, ale rzeczywiście pierwszy człon tej nazwy jest dzisiaj zbędny. Może teoretycznie tylko, ale jednak wszyscy wiemy, że każdy na swój własny sposób Pana Boga czy Jegomościa Buddę czci.

Nie można tego samego powiedzieć o ateizmie. Ateizm, choć swoją nazwą wskazuje tylko na to, czym nie jest, dla większości ludzi jest czymś jednym: ateizmem właśnie, grzejącym uporczywie swoją czarną duszę czarnym węglem, z którego żadne lotne iskry nigdy nie ulecą.

Chcąc przeciwstawić się tej uniformizującej tendencji, obrazoburczy historyk idei John Gray napisał intrygującą książeczkę, w której omawia pokrótce siedem typów ateizmu. Aż siedem! Co za skok w nieznane! Nie robi tego jednak z czystej socjologicznej czy historycznej ciekawości. Gray jest z natury polemistą, toteż większość jego historycznych wywodów należy czytać, to mając na względzie, przeciw komu są one skierowane. Kto zna jego dotychczasową, dosyć bogatą twórczość, nie będzie zdziwiony – ideologicznymi wrogami Graya również tutaj są różnorodni liberalni progresywiści, przy czym tym razem uwypukla on ich ateistyczną stronę. Nie dziwi więc, że spośród siedmiu typów ateizmu, którym się przygląda, aż trzy należą do ogólnej klasy progresywnego ateizmu liberalnego czy też ateizmu humanistycznego, a dodatkowe dwa często również tę klasę charakteryzują.

W tekście oskarżenia, które wnosi bez zbędnych ceregieli już na pierwszej stronie, Gray utrzymuje, że „współczesny ateizm jest ucieczką ze świata pozbawionego Boga”. Lękając się życia poza dobrem i złem, bez opiekuńczej mocy zdolnej zagwarantować im i prawo, i sprawiedliwość, i wersję ich własnej historii, która nadałaby sens ich marnemu życiu, ateiści „szukali surogatów Boga, którego odrzucili”. I tak „postęp ludzkości zastąpił wiarę w boską opatrzność”. Widmo chrześcijaństwa unosi się nad Europą. Idea odkupienia wiedzie swój upiorny żywot w postaci wiary w wielomiliardowojedyną ludzkość realizującą wspólne cele w szczęśliwym marszu ku ziemi obiecanej. Współczesny ateizm, ten, który walczy z kościelnym zabobonem w imię ideałów mgliście pojmowanego oświecenia, jest religią w pełnym tego słowa znaczeniu, a w tej tezie nie ma nic paradoksalnego, zważywszy, że ateistyczne religie są tak stare, jak stara jest sama religia.

Spośród siedmiu filarów ateizmu tylko dwa ostatnie, reprezentowane przez takich myślicieli, jak Schopenhauer, Santayana czy Conrad, są ateizmami areligijnymi. Wyznawcy całej reszty jego odmian czczą swoich bożków nie mniej gorliwie niż wyznawcy tradycyjnych systemów religijnych. Doktryna, w którą są uwikłani dzisiejsi ateiści – w większości liberałowie wierzący, że nasz gatunek „powoli zmierza ku lepszemu światu” – jest tylko zapóźnioną herezją judeochrześcijańską, która abstrakcyjną ideą ludzkości zastąpiła dobrotliwą siłę wyższą. „Bóg monoteizmu nie umarł – dowodzi Gray – On jedynie opuścił scenę na jakiś czas, by ujawnić się znów jako ludzkość – jako gatunek ludzki w przebraniu zbiorowego podmiotu dążącego do samospełnienia w historii”. Trójjedyny Bóg w swej niepojętej wielkości mógł być jednocześnie jednością i wielością, ale to samo nie odnosi się do Jego marnej karykatury, stworzonej doprawdy na Jego obraz i podobieństwo. „Ludzkość, tak jak Bóg monoteizmu, jest tworem wyobraźni. Jedyną namacalną rzeczywistością jest w obfitości występujące ludzkie zwierzę. […] Prawdziwie ludzki gatunek pozostaje równie nieuchwytny jak jakiekolwiek inne bóstwo. Ludzkość to Deus absconditus – ukryty Bóg – współczesnego ateizmu”.

A co współczesny ateizm zdołał uchwycić? Jeśli chodzi o jego najpopularniejszą dwudziestopierwszowieczną formę, o tak zwany Nowy ateizm, to – zdaniem Graya – nic. Nic nowego przynajmniej. Miast tego zadowolił się odgrzaniem dziewiętnastowiecznego kotleta chapsniętego ze stołu ewolucjonistycznego scjentyzmu ku pokrzepieniu żołądków bezbożnych, ale prostej wiary spragnionych mas. Popularni antyteiści nie są Jeźdźcami Apokalipsy, są kucharzami babrzącymi się w jełczejącym tłuszczu.

[…]

[Dalszy ciąg można przeczytać w numerze.]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.