05/2018

Lidia Zessin-Jurek

Komentarz do „świata, którego miało już nie być”

W tym roku obchodzimy rocznicę Marca. Tymczasem już w zeszłym roku minęło pół wieku, odkąd Henryk Grynberg uchodził z Polski. Mimo tego upływu czasu nie przestają wybrzmiewać w jego twórczości − nazwijmy to raz górnolotnie − echa dawnej ojczyzny. W trzeciej części Pamiętnika, która ukazała się nakładem wydawnictwa Czarne i obejmuje okres między latem 2014 a zimą 2017 roku, tempo Grynbergowskiego zaangażowanego opowiadania nie maleje ani trochę.

Do Grynberga przylgnęła reputacja polemisty i także w tym tomie autor dużo dopytuje, podaje w wątpliwość, komentuje. Już części pierwsza i druga Pamiętnika zmuszały czasem czytelnika do opuszczenia komfortowej strefy poprawności politycznej, co dziś okazuje się dla niego cennym doświadczeniem. Tym razem uwagi polemiczne dotyczą przede wszystkim konfliktu izraelsko-palestyńskiego, ataków terrorystycznych, prezydentury Obamy oraz dzieł artystycznych, które cieszyły się w ostatnich latach dużym uznaniem krytyków. Jednoznaczne sądy Grynberga na te tematy są jak zadane ćwiczenie. Niektórzy czytelnicy będą starali się bronić własnych poglądów przed logiką argumentów autora.

Wyzwaniem będzie to, co sam autor nazywa „talmudyczną dociekliwością”, do której wielu z nas nie za bardzo jest chyba przywykłych kulturowo. Troska Grynberga o pamięć o Żydach w Polsce, o Izrael i diasporę, wyrażana często niecierpliwie, polskiemu historykowi przypomni jednak zaangażowany styl debaty małopolskich stańczyków i ich wczesnodwudziestowiecznych kontynuatorów. Podjąwszy „kaduceusz polski” i splątawszy go z żydowskim, Henryk Grynberg wziął na swoje barki zarówno ciężar tradycji (nie bez przyczyny, choć mimochodem, porównując się do Stanisława Brzozowskiego), jak i nade wszystko ładunek teraźniejszych emocji, towarzyszących uczestnikom tych polskich, żydowskich, a czasem nawet polsko-żydowskich debat.

Jest w nich Grynberg polemistą świadomym, czasem sam się dziwi, dokąd prowadzi go argumentacja, co skłania go do konkluzji: „mnie chyba zamieniono w szpitalu, bo gdybym był prawdziwym Żydem, tobym tego wszystkiego nie wypisywał”. Obrywa się wszystkim jednakowo: „Zachodowi” − głównie za hipokryzję i mit alianckiej prawości, Izraelczykom – za naiwność i przerośniętą empatię, „polskim tromtadrackim sobiepankom” za polonocentryzm tak rażący w kontekście pamięci o Holokauście (w czym zgadza się z Hanną Krall) i oczywiście za brak odwagi stawienia czoła prawdzie, która, jak często autor podkreśla, nie jest bynajmniej straszniejsza niż ta o zachowaniu innych społeczeństw w obliczu Zagłady.

Z tych połajanek wynika, że autorowi – mimo tej jego pięćdziesięcioletniej nieobecności w kraju – na Polsce zależy. I na Izraelu, czyli na ojczyźnie utraconej i nigdy nie nabytej. Z ojczyzny przybranej − Wirginia, USA − przypomina nam stęskniony za rodzimą mową uchodźca o językowym pięknie psalmów Jana Kochanowskiego, lektury w dzisiejszych czasach zupełnie nieoczywistej. Zachwyt nad giętkością języka tego wczesnego polskiego poety i możliwościami, jakie oferuje pisarzowi polszczyzna, idzie w parze z okazjonalnym, śmiałym słowotwórstwem Grynberga (niech świadczy o nim przebojowa „ozdupka”). Niewątpliwie oprócz doświadczenia Zagłady to także język kierował losem tego pisarza po jego wyjeździe z Polski. Mimo że obrazy mazowieckiego dzieciństwa – Radoszyna i Dobre, okres szkolny w Łodzi czy teatralny w Warszawie pojawiają się u Grynberga regularnie, to właśnie przywiązanie do języka, a nie geografia, stanowi o identyfikacji pisarza z Polakami. Przywiązanie, któremu żaden późniejszy poliglotyzm nie zaradzi. „Ojczyzna polszczyzna”.

Pojawiający się na kartach Pamiętnika autorzy: Beckett, Irit Amiel, Miłosz, Myśliwski, Icchok Lejbusz Perec, Stryjkowski, Wittlin i wielu innych, zapewnią czytelnikowi ciekawą różnorodność literackich odniesień. Jednakże niniejsze omówienie zwróci się w stronę konkluzji związanych z historią, nie literaturą. Dlatego nie będzie w nim też o opisach przyrody czy strachu przed przemijaniem, które pojawiały się już we wcześniejszych częściach Pamiętnika. Nie brakuje bowiem w trzecim Pamiętniku także pewnych stałych elementów historycznego dyskursu Grynberga. Obok wrażeń z nowych lektur na temat Shoah (Anny Bikont, Jana Grabowskiego, Timothy’ego Snydera czy Michaela Fleminga) należy do nich konsekwentny sprzeciw wobec uniwersalistycznej interpretacji Zagłady czy równie konsekwentna obrona „bojowników o kromkę chleba” w starciu z zarzutami o pasywność ludności żydowskiej. Wątki te przeplatane są dyskretnym refrenem, jak to „żyjemy, żyjemy i coraz gorszych rzeczy się dowiadujemy”, co jest jedynym komentarzem, na jaki zdobyć się można po przeczytaniu w Pamiętniku wypowiedzi dzieci opisujących swoje doświadczenie Zagłady. Tym razem największe wrażenie robią przejmujące świadectwa małego Paula z Rymanowa i Melanii Weissenberg z Krakowa. Niewątpliwie trzeba by o nich powtarzać tak często, jak to możliwe. Bo jak inaczej mamy położyć wreszcie kres temu obłędowi, który przed chwilą znów się odezwał, gdy beztrosko uderzyliśmy w polski stół. Albo – jak wolałby pewnie autor – gdy znowu „wyszło żydło z worka”.

Skoro tak się stało, świadczy to o klęsce historyków. Nie „przerobiliśmy nikogo w anioły”, a była ku temu wspaniała edukacyjna szansa. Jako historyk z przykrością muszę stwierdzić, że siła oddziaływania publikacji historycznych ostatnich lat okazała się porażająco mała. Obywatel sam po nie raczej nie sięgnie, skoro pod ręką ma nadal nuty znanej narodowej melodii, a ona przeniesie go do pięknego wyimaginowanego świata niewinności i dzięcięctwa. Chętniej nie będzie wiedział, niż się dowie, a już bardzo rzadko sam sprawdzi. Te uwagi prowadzą nas ponownie do Henryka Grynberga, który często pojedynkuje się o wierność faktowi historycznemu, przez co porusza w historyku wrażliwą, choć przykurzoną strunę. Śmiałość manipulacji w obrębie dzisiejszej sfery medialnej i naukowej zmusza nas, by ponownie zająć się tematem „wierności prawdzie” z najwyższą uwagą. Za twierdzenie, że „fakty są pierworodne i mówią same za siebie, […] są niezależne i cierpliwie czekają”, historyk, autorka tego tekstu, która sama nie jest w stanie tego powiedzieć, pisarzowi Henrykowi Grynbergowi dziękuje. I przeprasza za to, że w czasach po spaleniu kukły Żyda we Wrocławiu zmuszony jest on wyznać: „W młodości zapewniano mnie, że tego już więcej nie będzie, i uwierzyłem. Zająłem się czasem teraźniejszym i poznawaniem nowego świata. Gdy dojrzałem, stwierdziłem, że jest on nie całkiem nowy i że coraz więcej się w nim powtarza. Teraz, na starość, coraz częściej mi się zdaje, że jestem w świecie, którego miało już nie być”.

Henryk Grynberg: Pamiętnik 3
Wydawnictwo Czarne,
Wołowiec 2017.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.