12/2019

Tomasz Sieczkowski

Liryki lozańskie – nowa interpretacja


Ci, co nad czas i miejsce ducha swego wzbili,
Mogą czucia wieczności doznać w każdej chwili

Angelus Silesius (1624–1677)
przeł. Adam Mickiewicz


Niewielki cykl wierszy pod wspólnym tytułem Liryki lozańskie razem z dołączonym do nich wierszem Widzenie z 1836 roku Adama Mickiewicza można wykreślić z życiorysu poety. Powód prosty, sam Wieszcz nie zdecydował się na ich publikację. Pytanie, dlaczego tak wybitne dzieło nie trafiło pod strzechy za życia poety? Co mogło być przyczyną tak poważnej i dramatycznej decyzji? Jakie treści wzniosłe czy niewiarygodne ukrywały lozańskie strofy, że nie należało ich opublikować? Nie wylewa się, na Boga, dziecka z kąpielą. Na szczęście liryki nie przepadły. Śmiem twierdzić, że nieprzypadkowo spoczęły na dnie szuflady biurka; zapewne po to, aby Władysław, syn i biograf w jednej osobie, postarał się, i słusznie, o ich rozpowszechnienie.

Można by zacząć od wspomnianego Boga, który zapewne ma w tym zatraceniu i niezatraceniu udział niebagatelny. Posługując się nieco już wytartym cytatem z Szekspira, zacznę od uogólnienia: „Więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie, niż się ich śniło waszym filozofom”. O tych rzeczach pisał nasz poeta. O prawdach-widzeniach, które nie tylko jemu się przydarzyły. Mistycy powiedzą: objawiły, co oznacza, że nie był on w tym dalece osamotniony. Ze względu jednak na znaczenie i przełomowość tego, co ujrzał, poznał, przeżył, nie tylko z druku zrezygnował, milczał po sam grób. Nie jest to zachowanie odosobnione, wręcz przeciwnie. Dla przykładu, sto lat później, w roku 1944, profesor Carl Gustav Jung doznał podobnego przeżycia podczas zawału serca. Dopiero tuż przed śmiercią, w 1961 roku, w autobiografii Wspomnienia, sny, myśli ujawnił i opisał swój przypadek „życia po życiu”. I tutaj nasuwa się analogiczne pytanie jak u Mickiewicza: czego się obawiał, co wstrzymywało uczonego od opowiedzenia epizodu ze swojego życia, który w pewien sposób, jak u naszego poety, nawiązywał do jego poglądów, do pracy naukowej. Czy obaj panowie obawiali się ośmieszenia w środowisku, dyletanckiej krytyki, kpin, podejrzeń o chorobę psychiczną? To wielce prawdopodobne. Podobnych przypadków można znaleźć tysiące u jednostek będących i nie będących na świeczniku. W wielu przypadkach osoby doświadczające doznań poza ciałem dopiero po latach przyznawały się do tego i opisywały swoje, kiedy przykładowo natknęły się w mediach na literaturę lub osoby ten fenomenem badające (zainteresowanych odsyłam do pracy kardiologa Pima van Lommela1). Sam opis zjawiska sprawia duże trudności, nie jest łatwo za pomocą słowa, którego rdzeń posiada materialne pochodzenie, opisać byty, wyrazić stany, wiedzę i rzeczywistość nie uwikłaną w czas i przestrzeń tu, na Ziemi. Autorzy, próbujący stan taki opisać, tworzą odrębne systemy nazewnictwa, aby choć w przybliżeniu wysłowić doświadczone doznania. Dodatkową barierę stanowi samo przebywanie w tak bardzo odmiennych, szalenie różnorodnych światach. Najczęściej są to bardzo przyjazne, emanujące nie do opisania olbrzymią miłością, rzadziej wrogością, środowiska, tak bardzo inne od wymiarów nam znanych i namacalnych.

Ogólnie rzecz ujmując, chodzi o zjawiska zachodzące w świecie bezcielesnym, z tym że pierwsze z nich zawiera się w drugim, nie na odwrót:

1. Życie (istnienie) po śmierci klinicznej w formie niematerialnej i powrót do ciała i życia fizycznego, nazwane dzisiaj doświadczeniem śmieci klinicznej – DŚK, które się wydarza najczęściej w czasie operacji kardiologicznej, nagłego wypadku, śpiączki itp.2

2. Opuszczenie ciała fizycznego, zwane również OOBE, OBE, eksterioryzacją, świadomym śnieniem, wzbudzane za pomocą odpowiednich technik3. W obydwu wariantach dla przeżywających takie doświadczenia osób śmierci nie ma i oznacza ona jedynie zmianę stanu skupienia. Wychodzenie z ciała odbywa się również dość systematycznie w czasie snu i dotyczy większości ludzi. Są to najczęściej wycieczki nieuświadomione i niezapamiętywane. Mimo to niosą one dla nas ważne przesłania i naukę.

Dla uściślenia należy dodać próby kontrolowane, przeprowadzane za pomocą środków psychodelicznych4, i niekontrolowane, za pomocą grzybów halucynogennych. Opuszczenie ciała niekiedy występuje samoistnie lub pod wpływem silnych emocji, również podczas ataku epilepsji.

Przebywanie w oceanie niefizycznych wymiarów może nieść za sobą olbrzymią wiedzę dotyczącą nas samych, wszechświata i kosmosu w swoim bezmiarze. Skupmy się jednak na konkretnych opisach, zamkniętych w formie poetyckiej w Lirykach lozańskich. Przy okazji należy dodać, że w twórczości wielu wybitnych twórców, posługujących się nie tylko słowem, lecz także dźwiękiem i technikami plastycznymi, występują przeniesienia z takich doznań5.

[…]

O problemach językowych, związanych z opisem tego typu zjawisk wspominają nie tylko poeci, osoby przebywające poza ciałem, lecz także, z powagą, przyrodoznawcy – fizycy. Tak ten nietuzinkowy problem kreśli fizyk Werner Heisenberg w odczycie wygłoszonym do przyszłych adeptów Bawarskiej Akademii Sztuk Pięknych:

[…] nasz język naturalny ukształtował się w obcowaniu ze światem doświadczalnym zmysłowo, natomiast współczesne przyrodoznawstwo za pomocą środków bardzo zaawansowanej techniki, przyrządów niezwykle delikatnych i skomplikowanych, wdziera się w rejony świata niedostępne naszym zmysłom.


Dlatego też we wnioskach z tegoż referatu czytamy:


Jesteśmy przeto zmuszeni uczyć się nowego języka, który w wielu punktach jest od naszego języka potocznego bardzo odmienny. Nowy język oznacza jednak również nowy typ myślenia i przeto w przyrodoznawstwie stoimy wobec niczym nie złagodzonego wyzwania, które w naszej epoce występuje tak wyraźnie w tak wielu dziedzinach.


Mimo tych trudności można przyjąć, że opisywane mechanizmy kwantowe oraz te jeszcze nie odkryte przez naukę królują od wieków w sztuce, literaturze, przekazach o cudach, baśniach i tym podobnych wytworach ludzkiej twórczości. Nie licząc omawianych wierszy lozańskich naszego wieszcza, wybiegają przed szereg klechdy, dziejby i łąki Bolesława Leśmiana, który pyta: „a ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie?”.

Fizycy atomistyki podchodzą do problemu próżni, czasoprzestrzeni i dziwów, również tych nie istniejących w czasie i przestrzeni, bardzo poważnie, budując za olbrzymie pieniądze wielkie akceleratory cząstek, aby materialistyczną drogą dogonić niefizyczne doświadczenia Mickiewicza, Platona, Dantego, Szekspira, Blake’a, Whitmana, Goethego, Leśmiana i wielu, wielu innych. O przebywających poza ciałem nie słyszeli.

Wszystkich tych zacnych ludzi łączy jedno: ciekawość i chęć przezwyciężenia trudności w poznawaniu i opisywaniu dla nas nowych obszarów, znalezienia słów do przekazania jak najdokładniej zjawisk dziejących się poza naszym dotychczasowym oglądem, w nim samym i poza naszym ziemskim bytowaniem, poza wyuczoną od czasów Arystotelesa i Newtona logiczną prawdą, która jest tylko, jak to wykazano w XX wieku, częścią pewnej całości, będącej z kolei częścią następnej i następnej, o której obecnie nikt nie ma choćby najmniejszych, najskromniejszych przeczuć.

[cały tekst można przeczytać numerze]
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.