10/2019

Konstanty Jeleński

List do Zygmunta Hertza

Piątego października 2019 roku upływa czterdziesta rocznica śmierci Zygmunta Hertza (1908–1979), współzałożyciela i pracownika Instytutu Literackiego, „administratora” paryskiej „Kultury”, męża Zofii Hertz (1910–2003), człowieka wybitnie inteligentnego i wspaniale złośliwego, utalentowanego epistolografa (autora świetnych listów do Czesława Miłosza, które nadal czekają na pełną edycję), a przede wszystkim – przyjaciela wszystkich ludzi, którym bezinteresownie pomagał, których wysłuchiwał i rozumiał. Wielu polskich pisarzy, w tym Zbigniew Herbert, nazywało go „Wujem”.

Z okazji tej rocznicy publikujemy kierowany do niego list Konstantego Jeleńskiego, jednego z najbardziej przenikliwych polskich krytyków literatury i sztuki, wieloletniego współpracownika „Kultury”. Tę krótką epistołę można traktować jak hołd złożony Zygmuntowi i Zofii Hertzom. Ale poruszone w niej wątki oraz ich konteksty są ważne nie tylko ze względu na prywatną historię przyjaźni – to także przyczynki do historii Polski XX wieku.


Saint-Dyé, 3.8.79.

Kochany Zygmunt,
Ucieszyła mnie wizyta u Ciebie, po pierwsze dlatego, że wyglądasz lepiej niż przed moim wyjazdem na Korsykę, masz lepszy głos i wydaje mi się, że ta kuracja Twoja funkcjonuje, choć rozumiem, że z dnia na dzień Ty nie odczuwasz widocznej poprawy – na to trzeba dłuższej przerwy, którą ja dysponuję, bo w ciągu 6 tygodni poprawę mogę zauważyć!

Po drugie dlatego, że Twój stosunek do siebie samego, do przyjaciół, do innych i do życia w ogóle bardzo mi się podoba – odpowiada mojemu i odpowiada czułej, żywej przyjaźni, która nas łączy już od tylu lat!

Po trzecie dlatego, że, mimo naszego sceptycyzmu co do ludzkiej bezinteresowności i bezstronności sądów, cieszy mnie, że jesteś otoczony tak żywą i ciepłą przyjaźnią, bo na nią zasłużyłeś, jako człowiek dobry, mądry i jeden z najmniej zakłamanych, jakich znam.

Nie potrzebuję Ci mówić, jak mi się podoba uczucie, które łączy Cię z Zosią. Zawsze było to dla mnie jasne, ale widzę teraz (i doskonale to rozumiem), że Zosia nie tylko cierpi nad Twym stanem bardziej od Ciebie, ale okazuje wszystkie wspaniałe zalety swego charakteru, serca i inteligencji. Jesteście jedną z rzadkich „par” małżeńskich, które mogą zachęcić do tej na ogół przechwalonej instytucji.

Ja czuję się od wczoraj znacznie lepiej, nabrałem apetytu, przestałem mieć bóle – może trochę dzięki lekarstwom Cotlenki, bardziej chyba z powodu spokoju, miłego domu, dobrej tu atmosfery. Leonor bardzo się o Ciebie zawsze wypytuje, ma do Was nie tylko z powodu mnie żywą sympatię – nic zresztą dziwnego, bo ma alergię do wszelkich form fałszu i intuicyjnie czuje i Twoją, i Zosi „atmosferę”. Powiedziała mi, że chciałaby Ci podarować rysunek (nie litografię), żebym Ci nie mówił, następnym razem przywiozę.

Posyłam Ci (bo może Cię zaciekawi) artykuł przesłany mi przez Lewandowskiego. Nie wie on, że z Baczyńskim byłem w jednej klasie i że moja krótkotrwała (bo wkrótce przeniesiono mnie od Batorego do Rydzyny) przyjaźń z nim zawiązała się na tym właśnie tle: kiedy zaczęto prześladować mego najlepszego przyjaciela Ryśka Bychowskiego, przezywając go „od Żydów”, w krwawej bójce, którą wywołałem, przyłączył się do nas (Ryśka i mnie) tylko Baczyński i 3 innych kolegów (na trzydziestu kilku). Bychowski został później zestrzelony w bombowcu w czasie raidu nad Kolonią w 42 r.

Podobne doświadczenie (choć tragiczniejsze) miałem później w Rydzynie: mój najlepszy przyjaciel tam, Andrzej Stamirski, popełnił samobójstwo w podchorążówce w Grudziądzu w r. 1938 (był o rok starszy ode mnie), tak go prześladowano za „żydostwo” (a ojciec, bogaty przemysłowiec, był ekslegionistą z Virtuti Militari). Uważam, że tekst Lewandowskiego zasługuje na wydanie i jestem pewien, że jego analiza tych „luk” w krytyce literackiej na temat poezji Baczyńskiego jest słuszna.

Zjawię się u Ciebie nie w przyszłym tygodniu (bo mam ciężki tydzień przed sobą), ale na pewno w zaprzyszłym!

Ściskam Cię czule!

Kot


Nota edytora
Wspominany w liście artykuł Józefa Lewandowskiego ukazał się w londyńskim „Aneksie” (1979, nr 22) pt. Wokół biografii Krzysztofa Baczyńskiego. Wersja znana z druku została sporządzona po konsultacjach z Jeleńskim. Tekst Lewandowskiego rozpoczyna się wstępem datowanym przez autora na 1 września 1979 roku. Czytamy w nim m.in.: „Pracując nad artykułem, zwróciłem się do wybitnych znawców literatury, Konstantego A. Jeleńskiego, Czesława Miłosza i Andrzeja Vincenza z prośbą o weryfikację faktów i poglądów. Osoby, do których się zwróciłem, spełniły prośbę w wymiarze przekraczającym oczekiwania. Okazało się – o czym nie widziałem – że Konstanty A. Jeleński i Andrzej Vincenz byli kolegami gimnazjalnymi Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, a pierwszy nawet przyjacielem. W rezultacie otrzymałem od wszystkich wymienionych wiele faktów i jeszcze więcej refleksji, które wzbogaciły artykuł […] Z korespondencji wynika, że potrzeba rewizji narosłych wokół Baczyńskiego przemilczeń i przeinaczeń nie mnie jednego drążyła”. Odpowiedź Jeleńskiego na list Lewandowskiego została opublikowana w „Zeszytach Literackich”, nr 21.

Historyk Józef Lewandowski (1923–2007), od roku 1969 w Szwecji, wieloletni wykładowca Uniwersytetu w Uppsali, jako pierwszy podjął temat żydowskich korzeni Baczyńskiego. Wskazał luki biograficzne w dostępnych wówczas opracowaniach poświęconych poecie oraz niekomentowane wątki Zagłady w jego twórczości.

„Rysiek”, czyli Jan Ryszard Bychowski (ur. 1922), nie zginął, jak czytamy w liście, w roku 1942. Okoliczności jego śmierci akuratnie podaje Joanna Olczak-Ronikier: „w nocy z 22 na 23 maja 1944, kiedy wracał ze swoim dywizjonem z bombardowania Dortmundu, jego Lancaster został ostrzelany przez huraganowy ogień niemieckich dział przeciwlotniczych. Zginął przy lądowaniu na lotnisku w Blackpool” (Krzyś i Ryś, „Zeszyty Literackie”, nr 142).

O Andrzeju Stamirskim i jego samobójstwie Jeleński pisze szerzej we wspomnianym liście do Lewandowskiego. „W przeciwieństwie do Ryśka, Andrzej miał ten rzadki «żydowski typ» z karykatury «Stürmera» – był naprawdę bardzo brzydki. W Rydzynie nie miał z tego powodu żadnych przykrości (ale przyjaźń nasza polegała również na tym, że w przeciwieństwie do rodziców do żydostwa się poczuwał i że dużo na ten temat mówiliśmy ze sobą – ostro reagując na każdy (rzadki zresztą) przejaw antysemickich «poglądów» w szkole). Stamirski był o klasę wyżej ode mnie (co w Rydzynie nie grało roli – przyjaźnie w internacie były «międzyklasowe»). Po wakacjach 38 r. dostałem od niego zrozpaczony list ze Szkoły Podchorążych w Grudziądzu. Był przez kolegów nieludzko prześladowany – nie pomagała tu legionowa przeszłość ojca, ani Virtuti. Napisałem zaraz do jego ojca, błagając go, żeby zrobił, co mógł, żeby Andrzeja stamtąd wydostać – niech go sprowadzi pod jakimkolwiek pretekstem, niech uzyska świadectwo lekarskie załamania nerwowego (kierowałem go do Gustawa Bychowskiego – ojca Ryśka). Było za późno. Zanim stary Stamirski (jak twierdził) dostał mój list (ja myślę: zanim przyjął to do świadomości – on, przyjaciel Sławka, Prystora itd.!), Andrzej popełnił w Grudziądzu samobójstwo…” (ZL 21).

Lekarz, którego nazwisko Jeleński przywołuje w liście do Hertza, to Vadim Cotlenko, paryski doktor zaprzyjaźniony także z Józefem Czapskim.

Interpunkcja i pisownia listu zostały zmodernizowane, przy zachowaniu elementów specyficznych dla autora (np. zapis wyrazu „raid”). Oryginał znajduje się w Archiwum Instytutu Literackiego i jest drukowany za łaskawą zgodą Stowarzyszenia Instytut Literacki Kultura.

Za pomoc przy opracowaniu listu dziękuję Annie Bernhardt, Marii Prussak, Mikołajowi Nowak-Rogozińskiemu oraz Piotrowi Mitznerowi.

Opracował i podał do druku Paweł Bem

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.