12/2019

Anna Mochalska

Niech się stanie, niech się stoczy

Tomasz Hrynacz swój najnowszy tom zatytułował Dobór dóbr. W wierszu o tym samym tytule napisał: „Tasują się i przenikają. Idą w rozsypkę. / I nawet jeśli z tego epokowego dobra / zostanie choć jedno, to warto”. Dobór wskazuje na świadome działanie, selekcję przeprowadzoną według jakiegoś klucza. Ale przecież „tasują się i przenikają” – więc jednak bez udziału kogokolwiek, bez ingerencji z zewnątrz. Tak rozumiany dobór to raczej selekcja naturalna – z ogromu dóbr wyłoni się to, które wygra starcie, okaże się najtrwalsze i najwytrwalsze. Zanim to nastąpi, będziemy uczestniczyć w samym procesie dobierania, a więc w chaotycznej potyczce wielu różnych elementów. Hrynacz rzuca nas niejako w sam środek walki. Rozeznanie się w sytuacji jest zadaniem niełatwym. Wokoło odbywa się jakaś dziwna szarpanina niemożliwych do zidentyfikowania stron, a my nie znamy nawet reguł tej wojny. Poruszanie się po najnowszej książce autora Prędkiej przędzy stanowi wyzwanie, pomimo – a może właśnie z powodu – zwięzłości frazy i lapidarności wierszy. Wskazówek dostajemy niewiele, a enigmatyczność wypowiedzi podmiotu nie ułatwia nam zadania. Podejmijmy jednak próbę lektury i zobaczmy, dokąd nas to doprowadzi.

Hrynacz pozbierał dobra w podgrupy: Popiół, Źrenica, Trzecia przestrzeń, Roztopy. Znalezienie powiązań między poszczególnymi częściami, a nawet tekstami pomieszczonymi w obrębie jednej części, wydaje się zadaniem karkołomnym. Nietrudno dostrzec podobieństwo formalne tych wierszy – zwięzłość wypowiedzi lirycznej, rzadką obecność podmiotu, brak osadzenia tekstu w czasie i przestrzeni – ale na pierwszy, a nawet na drugi rzut oka wydaje się, że to jedyne elementy łączące utwory w całość. Osnowa, wokół której plecie się opowieść, jest tak cienka, że kiedy po Muldzie – „Albowiem śnieg powrócił / potajemnie, śnieg, co się przemieni / w bezużyteczne i nieżyzne błoto” – pojawia się ostatnia część Roztopy, jesteśmy szczerze zaskoczeni tak logicznym i nieuchronnym następstwem. I kiedy nasza lektura zbliża się do nieuchronnego końca, a na pożegnanie dostajemy od autora Dwa wyjścia – „Zawsze przecież mogę wyjść. / I wychodzę” – czujemy się oszukani tak banalnym zwieńczeniem książki, wyważeniem otwartych drzwi. Jednak momenty aż nazbyt dosadnie wskazujące na świadomość, która stoi za chaosem Doboru dóbr, każą nam szukać relacji, w jakie wchodzą ze sobą wiersze Hrynacza. I właśnie taki tryb lektury czyni tegoroczną publikację autora Nocy czerwi ciekawą i intrygującą. Przy niezwykłej oszczędności autora istnieje ryzyko nadinterpretacji. Wydaje się ono jednak niedużym kosztem takiego czytelniczego przedsięwzięcia, i to ledwie potencjalnym.

Dalsza część zacytowanego wcześniej tytułowego wiersza brzmi następująco: „Zagryź wargi, wykluj. / Licząc dni, niech się stanie!”. Pierwsze trzy wersy naprowadziły nas na charakterystyczny dla tej książki chaos, drugie przeciwnie – wskazują, że za sprawą konkretnego podmiotu z chaosu wyłoni się coś nowego. Co – nie wiemy, ale już odliczamy dni do przełomu. Ten dwuwers pozwala nam widzieć Dobór dóbr nie jako ocalanie w procesie destrukcji, ale jako decydowanie o bycie w procesie konstrukcji. To nie świat, który upada i z którego chcemy zachować to, co najbardziej wartościowe, ale świat, który dopiero się stwarza, a jego kształt jest jeszcze nieznany. Proces twórczy powoduje wspominaną selekcję naturalną. Jest to proces długotrwały, w którym nieuniknione jest tracenie niektórych dóbr na rzecz innych czy ich ewoluowanie w nowe dobra. Następuje zapowiadane w tytułowym wierszu liczenie. W utworze Pas poeta daje nam „siedem liter, a każda na jeden dzień”. Nazywa je „litera mara”, „litera strup”, „litera swąd”, „litera wicher”, „litera ogień”, „litera zło” i ta „o czystej krwi”. Pozwala to przypuszczać, że za wierszem stoi jednak niewidoczny autor, który stwarza świat tekstu. Z Doboru dóbr nagle zaczynają się wyłaniać religijne konteksty i sensy. Mamy tu choćby Zwiastun, Proroctwa, Nieskończoność czy Owczarnię. Jedna z części książki, Trzecia przestrzeń, została opatrzona komentarzem/mottem: „Być może gdzieś, gdzie nas nie ma, jest inny świat”. Hrynacz wydaje się raz jeszcze dokonywać aktu kreacji, który powoła – być może – inne dobra i ustawi inną hierarchię wartości. Jeśli do tej pory nie wybrzmiało to wystarczająco, to powiedzmy teraz: tytułowe dobra należy rozumieć nie jako przedmioty czy zdobycze, ale jako wartości właśnie, zasady, prawa, konstrukcję świata; niematerialny szkielet zrośnięty z każdym bytem. W Gorączce podmiot mówi wprost: „Czekam na znak. / Niech skończy się to błądzenie. / Niech się wyjaśni cel”. Chaos jest tu potencjałem. Hrynacz pozwala dobrom się kłębić, by w odpowiednim czasie i miejscu – nie teraz i nie w tej książce – z tego kłębowiska stworzyć nową przestrzeń, nowy świat, oddzielić ogień i ziemię. Na marginesie można dodać, że to właśnie żywioły mają największy potencjał twórczy, choć równocześnie destrukcyjny, należy ich używać z umiarem. Już w wierszu rozpoczynającym książkę czytamy: „Odważyłem się raz jeszcze. / Zebrałem z powietrza, ognia i wody”. Proces doboru musi mieć jakiś napęd, a w tej roli świetnie sprawdzają się przeciwstawne sobie żywioły, nieustannie walczące i nieposkromione. Część Popiół zostaje poprzedzona zdaniem: „Być może w innym miejscu byłoby więcej żaru”. Dobór dóbr to szukanie właśnie takiego miejsca, gdzie wszystko będzie pełniejsze, wykorzystane zgodnie z przeznaczeniem, lepsze.

Przed częścią Źrenica autor napisał: „Ilekroć wybieram spośród, tylekroć zostaję z niczym”. Proces stwarzania z chaosu może zakończyć się fiaskiem. Właściwie nie ma podstaw, by sądzić, że coś potoczyłoby się inaczej, niż się potoczyło. „Powiedzmy sobie jasno, / że nie wszystko co przychodzi do głowy, / jest na wspak, jest na przekór”. Hrynacz nie postuluje stwarzania od zera, ale raczej umiejętne budowanie z tego, co dane. Nie chodzi o zrównywanie z ziemią, lecz o przemodelowanie. Stwarzanie świata jest tu właściwie procesem ciągłym, z którym mamy do czynienia codzienne. „Taki ładny początek. / Taki ładny koniec. // Cały świat otwarty pod powieką”. Banalne? Może. Ale ileż to razy tłumaczymy się sami przed sobą i przed innymi tym, że świat ma już określony kształt, obowiązujące zasady i właściwie nic nie zależy od nas. Tomasz Hrynacz nie gwarantuje sukcesu. „Od teraz nie ma / zwycięzców. // Są sami / przegrani”. Porażka powinna jednak działać na nas motywująco. W nieustannie stwarzającym się świecie porażka też jest tylko chwilowa. I to jest właśnie nasza szansa.

Tomasz Hrynacz: Dobór dóbr.
Wydawnictwo Forma,
Fundacja Literatury imienia Henryka Berezy,
Szczecin-Bezrzecze 2019, s. 72.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.