11/2019

Zuzanna Olbinska

Od izraelskich notatek do krakowskich nagrań.
Wizja Ducha ojca w niezrealizowanym Hamlecie Konrada Swinarskiego

Na drugim piętrze Starego Teatru w Krakowie mieści się archiwum. W małym pokoiku, od razu przy wejściu, po lewej stronie znajduje się wysoka szafa. W listopadzie 2016 roku na czwartej półce od dołu stał tu stos piętnastu płyt, na których widniał napis: „Hamlet, próby”. Te płyty to ponad jedenaście godzin rozmów na temat spektaklu, który nie doszedł do skutku. A głosem dominującym jest głos Konrada Swinarskiego.

Słuchając tych nagrań, widzę reżysera, który nigdy nie krzyczy. Jego głos jest spokojny, dosyć powolny, właściwie jednostajny, ale nie nużący. Ton głosu rzadko się zmienia, ale dzięki temu można wyłapać momenty, kiedy poruszał kwestie wyjątkowo dla niego „rajcowne” (właśnie tego słowa używał Swinarski w trakcie prób, kiedy jakaś sprawa szczególnie go pochłonęła). Wtedy zaczynał mówić trochę szybciej, z wyraźnie słyszalnym podekscytowaniem. To słychać, kiedy człowiek jest czymś szczególnie zafrapowany. Głos dużo zdradza. Jest ożywiony, wyrwany z tego miarowego tempa. Dzięki temu mogę przypuszczać, które aspekty były dla Swinarskiego wyjątkowo istotne. Nie pomijał niczego, skupiał się na niuansach. Pierwsze półtorej strony dramatu analizował przez ponad godzinę. Zastanawiał się nad każdym słowem, nad wszystkimi możliwymi znaczeniami, jakie to słowo niesie. Wszystko, co jest w tekście Hamleta, Swinarski postrzegał jako sprawy istotne, jednak przez wychwycenie wyraźnego przejęcia w głosie, można wyłapać te najistotniejsze.

Widzę reżysera, który nie boi się wątpić, który czasami nie wie i nie wstydzi się do tego przyznać. Myślę, że jednocześnie potrafił maskować swoje wątpliwości. Nie po to, żeby za wszelką cenę udowodnić, że wszystko już ma przemyślane i dokładnie wie, jaki będzie efekt końcowy. Maskowanie miało wytworzyć poczucie bezpieczeństwa dla aktorów, którzy czuli się pewnie, wiedząc, że on na pewno wie. Zdarzało się jednak, że te silnie ukrywane wątpliwości wymykały się Swinarskiemu spod kontroli. Wstydził się tego. Zaczynał wtedy mówić głosem speszonego chłopca, który dodatkowo przeplatał to tłumione mówienie nerwowym śmiechem i strzelaniem palcami.

Nagrania są różnej jakości, ale czasami mikrofon był tak blisko, że można usłyszeć mieszanie cukru w szklance z kawą, którą ktoś co jakiś czas przynosił, potrząsanie pudełkiem od zapałek, które zdarzało się również w tych momentach, kiedy był niepewny swojej myśli, a także odpalanie papierosa co kilka minut.

Zaciąganie się papierosem to jedne z nielicznych momentów, kiedy na próbach zapadała cisza. Chyba że akurat wtedy przez plac Szczepański przejeżdżały samochody; ich odgłosy są na tyle wyraźne, że prawdopodobnie próby odbywały się przy otwartych oknach. Przy takiej częstotliwości odpalanych papierosów to nie dziwi. Te momenty ciszy są rzadkością, bo nawet jeżeli akurat Swinarski nic nie mówił, to poszczególni aktorzy zgrabnie te luki wykorzystywali. Chcieli do niego mówić, a on ich słuchał. Często sam zachęcał ich do mówienia. Był ciekawy tego, jak oni czytają daną scenę. Jedną z prób zaczął słowami: „No i do jakich wniosków doszliście?”. Mówili o swoich przemyśleniach, nawet jeżeli wcześniej Swinarski je negował. Ale zawsze wysłuchiwał, bo zdarzały się takie, z którymi się zgadzał. Wtedy wyrażał swoją aprobatę, potakując kilkakrotnie, a potem sam je rozważał. Czasami go zaskakiwali, mówiąc coś, czego on sam wcześniej nie zauważył. Bywało też tak, że w trakcie próby orientował się, że wcześniej przeanalizowana scena została przez niego błędnie zinterpretowana. Przerywał wówczas wątek, mówiąc: „wiecie, ja w tej chwili zgubiłem… zgubiłem wątek, bo mi się coś pomyliło, bo ja… Ja się muszę wczytać. W każdym bądź razie ja nie chcę się tak daleko wgłębiać w taką jedną sytuację z tym, bo ja miałem to wymyślone i po prostu w tej chwili mi się to pomyliło”.

Wszystko, o czym jest mowa w niniejszym tekście, opiera się na nagraniach z pierwszego tygodnia prób do spektaklu. Nie ma więc żadnej pewności, że postać Ducha ojca pięć miesięcy później czy podczas ostatniego spotkania przed śmiercią Swinarskiego wyglądałaby dokładnie tak samo. Być może wcale nie miał on być postacią wiodącą. Warto przypomnieć również o ciągłym wątpieniu Swinarskiego i jego „wierności wobec zmienności”. Niemniej podczas pierwszego tygodnia prób Duch ojca jest tym, który warunkuje cały bieg wydarzeń w Hamlecie. Ze słów Swinarskiego wnioskuję, że jego pojawienie się miałoby oddziaływać na wszystkie inne postaci w dramacie. To znaczy, że każdy, pośrednio lub bezpośrednio, jest wciągnięty w pojawienie się Ducha i owo pojawienie się odciska się na losie każdego bohatera. Sam Swinarski na jednym z nagrań mówi: „Każdy bierze na siebie pełną winę za czyn popełniony na ojcu”.

*
Podczas pracy nad Hamletem Konrad Swinarski wielokrotnie przywoływał różne skojarzenia. Konfrontował swoje myślenie z innymi wydarzeniami, tekstami kultury: książkami, filmami, spektaklami. Dzięki tym zderzeniom czasami zagmatwana i nie do końca czytelna myśl ukazuje swoje czarne i białe strony, pozwala się zrozumieć. Te różnorakie odnośniki zdawały się pełnić wówczas funkcję pomocną dla aktorów. Pomagają również teraz tym, którzy próbują zrozumieć wizję spektaklu i wysnuć własne wnioski.

Swinarski, odwołując się do pewnych skojarzeń, często się z nimi nie zgadzał. Tak było w przypadku Jana Kotta, który w książce Szekspir współczesny poruszył kwestię zapętlania się koła Historii.

Rzecz wraca na końcu właściwie do tej pierwotnej przez podbój, dzięki podbojowi rządzonej formacji w postaci Fortynbrasa. I stąd tutaj chcę wytłumaczyć obsadę, dlaczego Ducha ojca i Fortynbrasa gra ta sama osoba. Jest to po prostu pewne założenie. I nie chodzi o to, żeby to była ta sama twarz, ale powiedzmy coś jak ojciec i syn. To jest pierwsza sprawa. W takim źle pojętym, bo ja nie mówię tutaj o kole tak jak to Jan Kott wymieniał. Bowiem ja nie uważam, że powrót Fortynbrasa jest powrotem do tego samego, czym był jego stary ojciec, tylko do czegoś, co ma cechy ojca, a równocześnie jest wzbogacone o te dwie epoki czy te dwa obrazy historii, to znaczy Klaudiusza i Hamleta, które się tutaj nawzajem zniosły, powyzabijały [sic].


W kwestii koła jego interpretacja odbiegała od myśli Kotta, ale zagłębiając się w dalsze wypowiedzi Swinarskiego – mimo że sam do tego potem już nie wraca i wprost o tym nie mówi – nie da się wyeliminować wpływu autora Szekspira współczesnego. Od współpracowników Swinarskiego wiadomo, że przygotowując się do spektakli, zawsze dużo czytał, precyzyjnie zagłębiając się w treść, dlatego może wolno zaryzykować, że pisma Kotta były jedną z podstaw do interpretacji Hamleta przez Swinarskiego.


[…]

*
Co to za świat, który udaje, że jest racjonalny, a w gruncie rzeczy jest żałosny i groteskowy w swoim braku racjonalności, próbował stworzyć Swinarski? Dlaczego uwolnienie od duchów przeszłości jest tak trudne i dlaczego mają one władzę nad żyjącymi? Dlaczego nikt nie może żyć własnym życiem? Dlaczego niezastosowanie się do zasad rządzących dworem skazuje na śmierć? Dlaczego konformiści opanowują całe królestwo? Dlaczego człowiek wykształcony – artysta, humanista – jest traktowany jako zawadzający na dworze wariat? Co to za świat, w którym morderstwo jest niewinne, a nieumiejętność przystosowania do irracjonalnych reguł potępiona? Jak żyć nowym życiem, jak stworzyć nowy świat, kiedy duchy przeszłości wciąż ograniczają i powstrzymują? Jak zatrzymać koło historii? Jak z niego wyskoczyć i dlaczego się nie da?

Pytań nadal jest więcej niż odpowiedzi, bo odpowiedziami na nie są kolejne pytania. Dlatego myślami Swinarskiego o Hamlecie chyba najuczciwiej jest się dzielić z innymi, nawet jeśli „mówienie o Hamlecie Swinarskiego jest wbrew wszelkiej poprawności, bo przecież teatrologia uważa, że tego przedstawienia nie było, więc nie wolno go komentować, a aktorzy uważają, że nie należy spekulować, skoro artysta dzieła nie wykonał”1. Ale dlaczego milczeć? „Przecież tam była twórcza myśl”2.

[całość można przeczytać w numerze]
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.