10/2020

Piotr Kępiński

Odklejanie

Swoją nową powieść Faworyty napisała Manuela Gretkowska anty‑Sienkiewiczem, po to żeby odkleić się od patetyczno‑anty‑patetycznej wizji historii, która w naszym wydaniu zawsze jest czarno-biała, a kontrowersyjni władcy i politycy albo źli, albo idealni, zależnie od tego, kto ich recenzuje.

Autorka powieści (do tej pory) jak najbardziej współczesnych, tym razem opisała arcyciekawą historię trzech kochanek króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, które bezpardonowo rywalizują nie tylko o względy władcy, ale także o wpływy w państwie. Polska tymczasem jest w kryzysie, król kontrowersyjny, żeby nie powiedzieć słaby, państwo szarpane przez szlachtę i magnaterię, ale przede wszystkim przez sąsiadujące mocarstwa. Rosyjski poseł nadzwyczajny i minister pełnomocny Nikołaj Repnin (albo Rypnin, jak się o nim też mówi, ze względu na pewne upodobania) robi w stolicy, co tylko żywnie mu się podoba. Rzeczpospolita powoli zanika. A nad Warszawą unosi się fetor z Góry Gnojnej, specyficznego „monumentu” wzniesionego ze śmieci i nieczystości tuż obok zam­ku. Stanisław August codziennie wdycha ten zapach, widzi szczury grasujące w okolicy, a zapewne także nieszczęsnych syfilityków, który są tam zakopywani po szyję, albowiem wtedy powszechnie się sądzi, że nieczystości mają moc uzdrawiania tych, którzy żyli występnie.

Trudno o lepszy powieściowy koncept, który doskonale opisuje nie tylko naszą lokalną współczesność, ale także Europę.

Zupełnie przypadkiem, gdy czytałem Faworyty, wpadła mi w ręce gazeta z informacją, że Polska Fundacja Narodowa „chciała przekonać Hollywood” (czy tam jest jakieś centrum dowodzenia?) do ekranizacji wydarzeń z polskiej historii z udziałem megagwiazd. Do promowania kraju w branży filmowej wynajęto agencję Rogers & Cowan. „Miały powstać filmy o Witoldzie Pileckim i Ryszardzie Kuklińskim”. Podobno poszły miliony złotych. To, że nic powstało, raczej wiadomo.

Mam wrażenie, że Gretkowska napisała powieść, która mogłaby być gotowym scenariuszem takiego filmu. To prawda, nie wyszłaby z tego apoteoza. Ale obraz byłby barwny i intrygujący, wiele mówiący o korzeniach naszej mentalności i naszym miejscu w Europie. Pod rozwagę to poddaję, może nie wszystko stracone…

Że autorka Faworyt pisze za dosadnie, a czasami nawet obscenicznie? No tak, ale w ten sposób Gretkowska obnaża mechanizmy władzy i namiętności. Ten język musi być ostry i kąśliwy. I przede wszystkim prawdziwy. Ma krzyczeć o zdradach, przyjemnościach, niegodziwościach i hipokryzjach.

Gretkowska mówi: tak wyglądała ta pudrowana, miniona Europa. Tak wygląda teraz. Nie tylko Polacy używali pomady, wdychając zapachy nieczystości unoszące się bezustannie w powietrzu. Nie tylko Polacy byli żądni władzy, nieuczciwi, to wszystko jest naszą wspólną europejską spuścizną. Zwraca tym samym uwagę na złożoność i niejednoznaczność tych mechanizmów. Nic tu nie jest oczywiste i raz na zawsze zdefiniowane. Także sam król, poniżany przez historyków XIX-wiecznych za słabość, ugodowość, brak charakteru i rozwiązłość, dzisiaj oceniany jest znacznie lepiej. Ta negatywna legenda brała się zapewne z kategorycznych analiz Joachima Lelewela czy Tadeusza Korzona, które wiele lat później zostały podważone chociażby przez Emanuela Rostworowskiego i Andrzeja Zahorskiego.

Gretkowska ma tego świadomość i do pisania swojej barwnej opowieści bardzo dobrze się przygotowała. Wszystko tutaj gra. Szczegóły dotyczące chociażby strojów, architektonicznych detali, zwyczajów i mód odtworzone są z największą starannością. Naturalnie, hula sobie trochę Gretkowska w opisach postaci historycznych, ale w granicach, które są absolutnie dozwolone. Idzie tropem de Laclosa, autora słynnych Niebezpiecznych związków, ale wynosi prozę libertyńską na znacznie wyższy poziom, z którego można co prawda obserwować królewskie menage a trois, ale jest ono jednocześnie alegorią pożądania, chciwości, bezradności, a co za tym idzie, jest także alegorią państwa i jego ukrytych mechanizmów. Sypialnia jest u Gretkowskiej metaforą działań.

Portretując, absolutnie świetnie, trzy królewskie kochanki – wybitnie inteligentną Elizabeth Lubomirską, młodą Izabelę Czartoryską oraz oddaną i czułą Magdalenę Sapiehę – więcej mówi Gretkowska o człowieczeństwie Stanisława Augusta i charakterze epoki niż tony uczonych esejów. Ma też dar zwięzłego i trafnego definiowania samego króla: „On nie ma nic, nawet prawdziwego rządu, ministrów, dyplomacji. Nic, co mogłoby go wynieść ponad szlachecką równość. Rosja zabrania mu zbierania wojska, i szlachta też. Wojsko daje władzę. Król Polski nie może mieć władzy, ani nad szlachtą, ani nad swoim losem. Musi gnić jak ta Gnojna Góra”.

Pat. Totalny pat. I wielkie dylematy. Z drugiej strony wielka ochota na seks, ale i na kulturę. Gretkowska świetnie to wszystko odmalowuje. Tak, odmalowuje, bo jej powieść skrzy się od barw, cieniowania, różnych pór roku, skrzypi śniegiem, pachnie jesienią, no i – jak wspomniałem – również śmierdzi.

Jeżeli uświadomimy sobie w końcu, jakie były losy „pośmiertne” ostatniego władcy Rzeczpospolitej Obojga Narodów, zobaczymy jak na dłoni to, o co Gretkowskiej chodzi – wielką niejednoznaczność świata. Stanisław August pochowany w kościele św. Katarzyny w Petersburgu, przeleżał tam w sarkofagu do roku 1938, kiedy to został zwrócony przez władze sowieckie Polakom, ale bynajmniej nie został przewieziony do Warszawy, ale do rodzinnego Wołczyna, do którego rok później wkroczyła Armia Czerwona i grobowiec całkowicie splądrowała. Dopiero w roku 1988 domniemane szczątki wróciły do Polski i siedem lat później złożono je w warszawskiej katedrze.

Aż dziwne, że nikt do tej pory nie znalazł takiego klucza do tej historii, jaki pokazała autorka Transu. Ale może i lepiej. Bo w efekcie, nareszcie, zobaczyliśmy całkowicie inny portret ludzi, epoki i samego miasta. Takiej libertyńskiej Warszawy chyba jeszcze w polskiej literaturze nie było. A wszystko to okraszone znakomitymi obserwacjami manipulacji męsko­‑damskich, państwowo­‑łóżkowych i antropologiczno­‑ideologicznych.

I myli się ten, kto dostrzeże w Faworytach niechęć do kraju, historii czy ludzi. Tu jest tylko brutalna i szczera obserwacja: „Zbiorowy polski grób przypomina pompejański, ale ludzie uwięzieni są w błocie własnej nędzy. Zastygli w lawie. […] Francuzi mają Wersal, niepowtarzalny, jedyny Wersal kopiowany w każdym kraju. My – portrety trumienne. Żywe trupy kroczące przez błotne Pompeje”. W tym tylko fragmencie doskonale słychać, jak bardzo Gretkowska się nie zmieniła i jednocześnie jak dojrzała jako pisarka. Jej obserwacje społeczne z Faworyt nie bardzo się przecież różnią od tego, do czego nas przyzwyczaiła, jednak poziom ekspresji jest nieco inny, a język bardziej precyzyjny, metafory wyrafinowane.

Gretkowska tworzy własny kod, który sprawia, że książka jest żywa, a postaci „pełne”. Odkleja je od kamiennej przeszłości i przenosi w nasze czasy, nasycając mową codzienną, nie zaś teatralną, do czego przyzwyczajały nas przez dekady powieści historyczne. Zresztą, trudno nazwać Faworyty powieścią stricte historyczną. To raczej powieść o historii, która wchodzi w teraźniejszość. Fantastyczna przypowieść o rolach, jakie mamy do odegrania w życiu, która najpełniej wybrzmiewa w świetnie skonstruowanych i błyskotliwych dialogach (w tym przypadku między Elizabeth i Izabelą):
„– Nauczyli cię niczego nie czuć, przebaczać. A nie powinnaś. Nie jesteś wytresowanym do aportowania kaczek psem. Tak nas traktują. Mamy przynosić mężom majątki i się rozmnażać, kryją nas jak suki.

– Kochałam go. Nieodwzajemniona miłość jest klaskaniem jedną ręką. Z zachwytu bijesz się nią po twarzy.

– Sama to wymyśliłaś? – Elisabeth nie podejrzewała kuzynki o złote myśli. Dobrać kolczyki, bransolety, w tym była dobra”.

Bo Faworyty to też przypowieść o dominacji. Także tej zastępczej, która pojawia się, kiedy król, mając świadomość władczej impotencji na arenie politycznej, bierze się za rządzenie w łóżku, nie wiedząc, że i tam jest rozgrywany przez te, które myślą, że dominują, a nie mają świadomości, że i nimi ktoś steruje.

Świat, który wykreowała Gretkowska, to świat porcelanowych laleczek kolekcjonowanych przez Stanisława Augusta: „Kochał porcelanowe laleczki tańczące w kółko, automaty na sprężynę udające ludzi. Umiały wykonać jeden mechaniczny ruch: ukłonu, podania ręki, ale jemu tyle wystarczało”. To świat automatyczny, pewny siebie, nieco tajemniczy jak ceremonie masonek, zresztą świetnie naszkicowane przez autorkę. To wreszcie świat, który prawie zawsze jest „zakryty”. Twarze bohaterów przykrywa puder, ich ciała okryte są niezliczoną liczbą koszul czy krynolin, w ich pałacach są zaś ciężkie kotary, za którymi niczego nie widać, chociaż wszyscy doskonale wiedzą, co się za nimi dzieje albo co się wydarzyć może. Nawet Gnoja Góra na pierwszy rzut oka wygląda na normalną górę. Wszyscy udają. Nawet w sypialni toczą się gry, a ciało nie zawsze bywa widoczne.

Gretkowska wydobywa więc, co niewidoczne, i nazywa po imieniu, tworząc fascynującą, wielopoziomową opowieść nie tylko o Stanisławie Auguście i jego życiu, ale też o Europie i świecie.

Manuela Gretkowska: Faworyty.
Znak Literanova,
Kraków 2020, s. 320
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.