09/2020

Sławomir Wernikowski

Ojczyzna

Jeśli rodzisz się w rodzinie, w której nie masz żadnego z dziadków, bo obaj zginęli na wielkiej wojnie, walcząc z bronią w ręku z wrogami Ojczyzny, to nie ma dla ciebie ratunku, taka rodzina musi w jakiś sposób ukształtować całe twoje myślenie. Jeśli od dziecka, w przedszkolu i w szkołach, słyszysz co dnia, że twoim świętym obowiązkiem jest bronić Ojczyzny, to ślady takiej papki zostają w tobie na zawsze. Jeśli każdego roku na szkolnych akademiach recytujesz płomienny wiersz, który chce przekonać cały świat, że twoja Ojczyzna tak ucierpiała przez wojny, że nie może chcieć rozpętać następnej, to taka poezja w końcu wyryje głębokie bruzdy w twojej głowie. A jeśli na dodatek co dnia z głośnika radiowęzła, z telewizora w świetlicy i z gazet, dowożonych co drugi dzień, dowiadujesz się, że twoja Ojczyzna nie chce wojny, bo wojna to cierpienie, niesprawiedliwość, głód i śmierć, to w pewnym momencie zaczynasz odczuwać dziwny, drażniący niepokój, bo te opowieści w żaden sposób nie chcą się skleić w całość.

Bo kiedy chcą z ciebie zrobić żołnierza i obrońcę pokoju w jednym, to trzeba naprawdę długo myśleć, żeby znaleźć w tym jakiś rachityczny sens. Żołnierz ma zabijać i niszczyć, obrońca pokoju ma żołnierzowi nie pozwolić ani na jedno, ani na drugie. Słuchasz różnych mądrzejszych od ciebie i im się wszystko zgadza, a tobie nie zgadza się nic. I masz jeszcze matkę, która choć kocha cię jak nikogo na świecie, to chciałaby, żebyś w końcu poszedł w świat i żeby w chałupie była jedna gęba mniej. I masz także ojca, który świat ogląda przez denka wypełnionych bimbrem butelek i który też czeka, kiedy w chałupie będzie jedna gęba mniej. I masz jeszcze dwóch starszych braci, którzy poszli do armii, bo armia to matka i ojciec, odzieje, obuje, wykształci i nakarmi. Jeden syn jeździ czołgami, drugi skacze ze spadochronem, cóż więc pozostaje tobie, najmłodszemu? Nic. Tylko armia. Zaszczytny obowiązek, szacunek narodu i respekt wrogów Ojczyzny. Ojczyzny, która zajmuje jedną szóstą lądów całej kuli ziemskiej i która nawet tę ziemską kulę ma w swoim godle, jakby mówiąc światu, że ma go pod swoją opieką.

Ale ty nie chcesz atakować, nacierać i zdobywać, ty chcesz bronić. Tylko bronić – niewinnych, bezbronnych i słabych. Nie chcesz rozjeżdżać wrogów gąsienicami czołgów, nie chcesz podrzynać im gardeł ani minować ich mostów, chcesz być obrońcą, nie napastnikiem. Obrońcą, który powstrzymuje atak, który udaremnia napad, który ochroni siebie i innych.

To skoro nie pozostaje ci nic oprócz armii, to w armii pozostaje tylko jedno. To jedno, które nawet w nazwie ma obronę. To chyba jedyna rzecz w armii, która nigdy nie atakuje, a zawsze broni. Poprawcie mnie, jeśli się mylę.

Obrona przeciwlotnicza.

To jest prawdziwa obrona pokoju. Nie czołgi, nie spadochroniarze, ale przeciwlotnicy. To oni bronią naprawdę. Odstraszają. Pokazują zęby. Nie rusz – mówią. Nie rusz, bo strącimy te twoje bezcenne latające skarby. Nie rusz, bo twoi piloci będą gnić w naszych więzieniach, o ile żywi dotrą do ziemi pod czaszami białych jak kapitulacja spadochronów. Nie rusz naszych miast, wsi, szkół, mostów i żołnierzy. Nie waż się do nas przylecieć, bo czekamy na ciebie.

A więc idziesz w objęcia armii. Do przeciwlotników.

Ładnie wyglądamy na defiladach w tych naszych gruchoczących gąsienicami pojazdach. Piękne są nasze rakiety do tych pojazdów przytroczone. Ładnie nas pokazują na propagandowych filmach, kiedy biegamy wkoło naszych wyrzutni albo wpatrujemy się, czujni i gotowi, w wielkie ekrany radarów. I pięknie, o, jak pięknie, wygląda start naszej rakiety, w chmurze dymu i ognia wspinającej się ku niebu, żeby dogonić i zniszczyć intruza.

Tak właśnie, zniszczyć.

[…]

[Dalszy ciąg można przeczytać w numerze.]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.