11/2020

Wojciech Kaliszewski

Osy, wino i dusza

Bogusław Kierc jest poetą niezwykle wrażliwym na związki słów, zdań i wersów zbliżonych do mowy potocznej, występujących w roli zwrotu, wezwania, apostrofy i pytania. W tym żywym potoku mowy wyraża się bowiem zmienność całej rzeczywistości, która nieustannie zaskakuje nas swoimi postaciami i formami. Język poety stara się dogonić i powstrzymać tę płynność, próbuje nadać jej jakiś logiczny kierunek. Kierc słowami zakreśla granice istnienia, tworzy pauzy, chwile słodkie i gorzkie jak ta, kiedy osa zwabiona smakiem wina topi się w kieliszku, a on, poeta, ratując jej kruche letnie życie, sobie przecież podaje rękę i siebie wydobywa z mętnej toni czasu. Kierc słowami podważa zastygłe kształty. Język w jego wierszach ujęty w tryby mowy, żywy i dynamiczny, zdolny do nazywania i orzekania, utwierdza obecność tego, co widzialne, powstrzymując naturalną erozję kształtów, pomaga istnieć:


Ale ten modrzew Jest, gdy mnie tu nie ma,

bo roztopiłem się w tym niby niebie

i choć jesteśmy istotami dwiema,

jeden i ten sam piorun przez nas przebiegł.


Wspólnota doświadczenia staje się u Kierca pierwszą zasadą jedności, wspólnotą źródła, początku i końca. Ale jakże różne mogą być skutki owej początkowej jedności i wspólnotowości. Gdy jedno pozostaje, drugie „roztapia się”, znika, zmienia miejsce pobytu. Ten ruch, jak fala niepokoju przecinająca świat, zaciera i rozmywa kontury rzeczywistości. Wszystko staje się płynne, trudne do rozpoznania, niejasne i nietrwałe. Wiersze Kierca kryją w sobie niepokój, są pełne napięcia, gotowe tarczami słów bronić resztek tego, co jest.

Tom Bogusława Kierca pod tytułem Osa to cztery kręgi, cztery plany poetyckie, które w kompozycji tomu stanowią uporządkowane luźne cykle wierszy. Przy czym od razu chcę dodać, że plan poetycki to niezupełnie to samo, co cykl. Plan jest przestrzenny, żyje obecnością poety, jest obecnością tego, co było. Cykl natomiast łączy się ściśle z czasem, z początkiem i końcem, z układem, który przebiega przed naszymi oczami, tracąc wartość ponadczasowej obecności. W przestrzeni planu piorun wciąż uderza, w cyklu uderzył i rozdzielił to, co zbliżało się do siebie. Cykl jest imitacją planu zdarzeń, odbiciem rzeczywistości, zapisem przestrzennego rytmu.

Plany u Kierca są autonomiczne, niezależne i ograniczone. Ale istnieją pomiędzy nimi głębokie, wewnętrzne przejścia, połączenia. Jest cała sieć powiązań, pozwalających powiedzieć, że „jeden i ten sam piorun przez nas przebiegł”. To ma ogromne znaczenie dla całości tomu. Wszystkie plany-kręgi są jakby jednocześnie dostępne dla zmysłów i duszy, dla zmiennego i niezmiennego. W ten sposób ujawnia się siła wrażliwości. Świat zostaje poetycko przemieniony. Doświadczenia, dotknięcia i obserwacje, cały zmysłowo rozumiany sposób obcowania z rzeczywistością przeniesiony zostaje na inny – bardziej złożony – poziom. Poetycka barwa nakłada się na coraz to bardziej poruszające obrazy, znaki i przesłania.

Krąg pierwszy to plan cieni sennych. Obrazy poetyckie tej części tomu, która nosi tytuł Ta prześliczna dziewczyna, co mi się przyśniła, organizowane są przez wyobraźnię. Perspektywy widzenia nakładają się na siebie, wzajemnie przenikają i odkształcają. Oddalenia i przybliżenia tworzą nowe układy i budzą zaskakujące skojarzenia. Pozornie błahe epizody nabierają znaczeń uniwersalnych. Ale w centrum poetyckiego obrazu najczęściej zostaje umieszczone odbicie realnej sytuacji, poszerzone o refleksję dotykającą paradoksów życia i śmierci:

śnionego siana, w którym mieliśmy oboje

znaleźć tę nikłą igłę, którą kiedyś tam

zgubiła – jeszcze mała – śmierć, teraz się boję,

że już chyba urosła i zaraz się nam

tak da we znaki, że się w porę nie zbudzimy


Sen, śmierć, miłość i życie są u Kierca mocno ze sobą związane, ale te więzy – tak metaforycznie i metonimicznie tutaj przedstawione – wydają się niezwykle delikatne, lekkie i zwiewne. Jest to możliwe dzięki sile wyobraźni, która temu, co rzeczywiste, nadaje postać wyjątkową i niepowtarzalną.

Kierc sięga wprost do podstawowych doświadczeń życiowych, które wynikają z obecności wokół nas cząstek materii. Każda z nich jest ponadto atomem, składającym się na ludzkie pojmowanie sensu i celu życia. Materia senna łączy się więc na poziomie elementarnym w jego wierszach z biologicznym i zmysłowym, ale także umysłowym doznaniem bycia. To jest nieustanne sprawdzanie siebie, swojego ja osobowego, swojej fizyczności rozproszonej i rozsianej, i przyjmującej – poprzez wyobraźnie – różne formy:

Bywam

psem, ćmą a czasem – jedenastoletnim

chłopcem nie w żadnym kiedyś, ale teraz

kiedy tak zwana osoba prawdziwa

jest żywym starcem i patrzy na kwietnik,

na którym trzmiel się do szałwii dobiera


Tryb warunkowy znosi i przekreśla prostą i jednostajną drogę ludzkiej wędrówki. Zamiast niej pojawia się labirynt, który trudno oswoić myślą i słowem. W tej pełnej pułapek i niejasnych horyzontów przestrzeni pojawia się żywa forma jakiegoś wielobytu i wieloistnienia. Jego wnętrze jest tajemnicze i nieme. Nie ujawnia na zewnątrz swoich przeżyć. Jest zawieszone między tutaj i tam, jest bliskie i zarazem dalekie. Bohater Kierca szuka więc wytrwale swojego miejsca. Ta – druga – część tomu, nosząca tytuł Camping, zakreśla granice, w których przebywa lub może przebywać ktoś, kto pyta o to, kim jest. Pojawiający się horyzont „powietrzny” to zapowiedź lub może nawet wywołanie stanu przebywania poza granicą doczesności. „No to odszedłem sobie i już mnie tu nie ma / i nie ma mnie gdzie indziej i nigdzie mnie nie ma”. A więc nicość, „nic” przylegające do „coś”, do tego, co wagą i miarą góruje ponad pustką. To tak, jakby wielopostaciowe ja wybrało się w wieczną podróż i zatrzymało na wiecznym a – paradoksalnie – nietrwałym campingu. To podróż błędna, prowadząca donikąd.

Cechą bohatera Kierca jest „zwiewność” oznaczająca w skali doświadczeń zmysłowych nieobecność. Bycie „poza ciałem” to stan rozłączenia i także forma pożegnania tego, co miało swoje kształty i było jawnym dowodem doczesności.

Odkształcanie obrazu świata poprzez działanie wyobraźni, sceptycyzm, humor, ironię i w pewnym sensie również stoicką powściągliwość pozwala poecie przedstawić swojego bohatera w kolejnym kręgu doświadczeń. To część trzecia tomu zatytułowana Oddział dziecięcy.

Umieścili mnie tutaj z tymi chłopczykami,

którzy są chyba trochę mądrzejsi ode mnie,

ale w końcu jesteśmy prawie tacy sami,

choć im zwykle jest jaśniej, a mnie zawsze ciemniej

Przenosiny do miejsca, które przypomina jakąś poczekalnię, dom opieki lub szpital trochę z tego, a trochę nie z tego świata, to znowu – teraz w inny sposób – podjęta próba uchwycenia i przedstawienia dokonującego się nieustannie procesu zmian rzeczywistości. Niejasne obrazy senne i deformacje zachodzące pod wpływem wyobraźni zostają teraz zastąpione stanami z pogranicza chorobowych omamów. Bohater Kierca staje na granicy dwóch światów, dwóch porządków jakby równoległych wobec siebie, ale odrębnych i nieprzystawalnych. Obrazy poetyckie nabierają cech wizyjnych. Słowa stają się symbolami znaczeń ukrytych, głębokich przeżyć i doznań. Z tej perspektywy, niejako z okien „oddziału dziecięcego”, wszystko wygląda inaczej, nabiera innego wymiaru i czeka na przedstawienie.

Część czwarta i ostatnia tomu Osa nosi tytuł Niewinny. Wszystkie te części tworzą tym samym regularny czworokątny układ kompozycyjny. Dzięki temu całość została zamknięta i uporządkowana. Ten ostatni cykl tomu nasycony jest akcentami eschatologicznymi. Poeta prowadzi nas w stronę miejsca, które przypomina górską przełęcz. Rozciąga się z niej widok na odległe wzgórza i doliny dwóch stron. Stąd widać początek i koniec ludzkiego życia. Jedna strona to ta, z której właśnie przyszliśmy, druga, otwierająca się przed naszymi oczami, jest ostatecznym celem wędrówki. W tym niezwykłym, bo granicznym miejscu bohater otwiera swoją pamięć, spogląda w przeszłość, widząc to, co było, i to, co nigdy się nie wydarzyło, ale co – poprzez wyobraźnię – wydarzyć się mogło:

nie byliśmy ze sobą; przecież nawet nie wiesz

nic o moim istnieniu, że tak wzniośle powiem;

jesteś ledwie ułudą w przelotnym powiewie,

snem, który nie odpływa spod przymkniętych powiek.


Kierc spogląda na świat z – wydawałoby się – wąskiej perspektywy, dostrzega jakby tylko to, co tuż przed nim, na wyciągnięcie reki, a świat objawia mu się jako przestrzeń pełna ulotnych i przez to nietrwałych kształtów. Ale przecież te szczegóły i okruchy, ten moment, w którym „wiatr wiotki sobie pląsa”, tworzą tak naprawdę sumę tych wszystkich zjawisk i sytuacji, które nas w życiu otaczają i dotykają, i zawsze jakaś osa, topiąca się w kieliszku wina, potrzebuje naszej pomocy.

Bogusław Kierc: Osa.
Wydawnictwo Forma,
Szczecin, Bezrzecze 2019, s. 58.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.