12/2020

Magdalena Boczkowska

Pamięta się wszystko naraz

W anatomii synapsy są połączeniami między komórkami nerwowymi, miejscem przekazywania informacji pomiędzy dwiema komórkami. Dzięki nim organizm jest w stanie myśleć, zapamiętywać i odczuwać emocje. Dzięki nim jest w stanie pamiętać, „mózg stworzył mosty między przeszłością i dniem dzisiejszym”.

„Pamięć w synapsach, pamięć w człowieku. Szczerze mówiąc, tylko ta pamięć jest dla mnie cenna. Ważne jest nie tylko to, co ludzie pamiętają, ale też jak pamiętają” – mówiła w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” Hanna Krall. Dlatego właśnie swoją najnowszą książkę zatytułowała Synapsy Marii H.

To nie do końca jest typowa książka reporterska – jak czytamy na początku: „jest to opowieść o pamiętaniu i niepamiętaniu Marii Twardokęs‑Hrabowskiej (na podstawie setek, a może tysięcy jej listów do mnie) i Marii Hrabowskiej (na podstawie jej wspomnień)”. Jest to też, jak mówi Krall, książka „wymuszona”, taka, która musiała powstać (wszak po Białej Marii, 2011, Krall zarzekała się, że powiedziała wszystko, że nic już nie napisze), ta historia musiała być usłyszana jako historia o darze pamięci, ale także o jej przekleństwie.

Od Marii autorka Zdążyć przed panem Bogiem (1977) dostawała więc wiadomości – „Pisała listy. Najpierw faksem, potem mailem. Sto. Dwieście listów. Przy trzystu przestała liczyć […]”. Na podstawie tych listów można zrekonstruować historię kobiety, a właściwie wiele różnych historii. Ale, co warto podkreślić, Maria nie pojawia się w twórczości Krall po raz pierwszy. Była już w Katarze siennym.

Katar sienny – taki był tytuł reportażu o niej i całej książki. Wydrukowano ją w grudniu 1981. Cenzura zakazała sprzedaży. Przez pewien czas leżała w magazynie, potem odesłano ją na przemiał.

Dziesięć tysięcy książek pocięto nożami. Były zawieszone na czymś na górze i opadały na dół jak gilotyna. Człowiek, który przy tym pracował, mówił, że Katar sienny cięto razem z wierszami Osipa Mandelsztama. Zabrzmiało to pocieszająco, jak niezasłużone wyróżnienie. Z tym, dodał człowiek, że Mandelsztama cięli wszerz, a Katar sienny po przekątnej. Nie wiadomo dlaczego tak, być może wszerz czy po przekątnej zależało od objętości książki.

Pocięte książki zmielono, a właściwie rozszarpano na szczątki, urządzenie do szarpania nazywano wilkiem.

Szczątki zmieszano z wodą i Katar sienny zmienił się w szarą gęstą masę zwaną pulpą. Doskonale nadawała się na papier do pakowania.


Potem pojawia się jeszcze na chwilę w tomie opowiadań To ty jesteś Daniel (2001).

Teraz jednak są dwie Marie. Starsza i młodsza. Młodsza, ta wcześniej znana, należała do „Solidarności”, była internowana w stanie wojennym – siedziała w trzech więzieniach, w Katowicach (na Lompy i Mikołowskiej) i w Sosnowcu, w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, skąd właśnie pisała do Krall. Pisała o wszystkim. O życiu w Dąbrowie Górniczej, Sączowie, Wojkowicach, o ciotce i matce, swoich snach, ptakach i roślinach, o autystycznym synu, sąsiadce Kathy, kocie Louisie, przyjaciółkach. O lękach i pragnieniach. W listach opowiadała o sobie (opowiadała siebie) i o tej drugiej Marii (opowiadała tę drugą Marię). Nie wszystko jednak da się opowiedzieć. Bo jak można opisać wspomnienie zapachu? Albo smaku? Maria się stara. I Krall się stara, jak w niezwykle poetyckim opisie chleba z Ligoty, za którym tęskni kobieta. W Ameryce takiego pieczywa nie ma.

Starsza Maria jest teściową młodszej, „matką jej męża” – jak ją nazywa, nie lubiąc słowa teściowa. Kobieta przeżyła warszawskie getto, Umschlagplatz („wszystko, co zdarzyło się po Umschlagplatzu, jest jakby pod wodą, rozmyte i nieostre”), a potem, już w USA, uderzenie w pierwszą wieżę World Trade Center. Przeżyła i wtedy, i teraz. Zeszła po tysiącu osiemset czterech schodach i wyszła na ulicę, tak jakby wychodziła z getta. Nie mogła rozpoznać miasta, wieże się waliły, pył, gruz, krzyki. Ktoś dał jej pieniądze na autobus i po paru przystankach, w innej części Nowego Jorku zobaczyła normalność, świat, który jeszcze o tragedii nie wiedział. Czuła się, jakby z getta przeszła na stronę aryjską, gdzie też życie toczyło się w miarę normalnie – „wyszła z martwej pustki w żyjący świat”. Nie pamięta, jak zginęła jej matka. Wie, ale nie pamięta. Dar czy przekleństwo niepamiętania? Poza tym Maria zaczytuje się kryminałami, które detalicznie streszcza potem rodzinie. Ucieka w inny świat. Świat, w którym zło zawsze zostaje ukarane, w którym triumfuje dobro, a dobry bohater zawsze wygrywa. Opowieści te przerywa czasami wspomnieniami o ludziach mieszkających obok niej w sporej kamienicy przy ulicy Zamenhofa 26. Ludziach, o których dziś – poza nią – nikt już nie pamięta. Żyjemy tak długo, jak pamięć o nas?

Młodsza Maria ma też syna. Żyjąc w społeczeństwie dość nieczułym na każdą inność, wychowuje dziecko chore na autyzm – „nie rusza się ze stanu Massachusetts, tu jeszcze nikt autystycznego syna nie zamordował”. „Jej syn krzyczał i bił się rękami po policzkach […] Jej syn skraca słowa, łączy je i powtarza kilka razy […] był dzisiaj smutny […] ćwiczy dźwięki […] poprawia świat […] nie wyjaśnia niczego i nie prosi o wyjaśnienie […] źle oddychał niespokojnym, nierównym, urywanym oddechem. Coś go bolało […] Jej syna trzeba będzie physical restrain”. Jej syn czasami poprawia świat – numer na tablicy rejestracyjnej, rysunek, porządek i kolejność ułożonych rzeczy. Czasami krzyczy. Autyzm jawi się tu jako metafora zamknięcia. Chłopak jest uwięziony we własnym ciele, w sobie tylko znanym świecie. Trudno do niego dotrzeć. Maria boi się najbardziej tego, co stanie się z jej synem, gdy jej i męża zabraknie. Kto się nim zajmie? Kto go przytuli? Pocieszy? Zrozumie?

Ten niewielki objętościowo tom, pełen krótkich obrazów, przebłysków (przeplatanych rysunkami Amandy Hrabowski, córki i wnuczki), prostych zdań, fragmentaryczny, pokazuje to, co w twórczości Krall najważniejsze. Czy z ułamków wspomnień można zbudować tożsamość? – pyta autorka. W czasach powszechnej zgody na niepamięć albo przeinaczanie pamięci, porusza także zagadnienie pamięci dziedziczonej, postpamięci. Termin ten został wprowadzony przez Marianne Hirsch, amerykańską historyczkę literatury i sztuki, by opisać pamięć drugiego pokolenia, czyli potomków generacji, która przeżyła zbiorową traumę. Pamięć ta jest w pewnym sensie pamięcią fałszywą, bo dotyczy zdarzeń, które nie były obiektem bezpośredniego doświadczenia. Niemniej jednak zdarzenia wrastają z taką siłą w świadomość kolejnych pokoleń, że są odczuwane przez jego przedstawicieli jako własne. Postpamięć charakteryzuje przede wszystkim doświadczenie osób, które dorastają w świecie zdominowanym przez narrację dotyczącą Holocaustu, ale termin ten bywa używany również w odniesieniu do społeczeństw, które w jakimś momencie historii dotknęła zbiorowa trauma, jak zamachy z 11 września. Młodsza Maria boi się o swojego syna, czyta mu różne lektury, ale nie potrafi przełamać się i przeczytać mu dziennika Anny Frank.

Historie młodszej i starszej Marii bywają dla autorki Króla kier znów na wylocie (2006) także pretekstem do opowiedzenia innych historii, jak na przykład Bernharda Walwrożeńskiego, czyli Bernarda Berensona, pochodzącego z żydowskiej rodziny znanego historyka sztuki, doradcy kolekcjonerki sztuki Isabelli Stewart Gardner, którego stryjeczna wnuczka Berry była w samolocie, który uderzył w pierwszą wieżę WTC. W reportażach Krall zawsze w małych ludzkich historiach kryje się Wielka Historia całej ludzkości. Ale to te pojedyncze losy, pojedyncze traumy są istotne. Wydawałoby się, że niemożliwe historie.

Synapsy Marii H. pokazują, że dobry reporter nigdy nie wie o swoich bohaterach wszystkiego, wielokrotnie zadaje więc te same pytania i przede wszystkim słucha. Słucha uważnie, aktywnie. Słucha i słyszy. Bohaterowie Krall mieli szczęście, że trafili na nią. Że ich usłyszała. Opowieść jest najważniejsza.

Prawdziwe szczęście mieliśmy, że w drodze od Big Bang, Wielkiego Wybuchu, w tych przerażających ciemnościach i chłodzie znalazł się i nasz niewielki epizod, nasze planety, słońce, drzewa…

Prawdziwe szczęście mieliśmy…

Prawdziwe…


Czy to ostania książka Hanny Krall? Mówi, że powiedziała już wszystko. Ale przecież na pewno nie raz jeszcze usłyszy historię, którą będzie musiała nam opowiedzieć…

Hanna Krall: Synapsy Marii H.
Wydawnictwo Literackie,
Kraków 2020, s. 128.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.