10/2019

Krzysztof Rutkowski

Komendant tańczący

1.
Convolvulus – powój; Viola – bratek; Queue-de-poireau – szafirek miękkolistny i Pelargonium pelargonie. Na balkonie Tadeusza. W jego ogrodzie. Troszczył się o kwiaty, pielił je starannie i podlewał. Tadeusz troszczył się o rośliny, tak jak troszczył się o bliźnich. Tak jak troszczył się o kota Behemota. Jak troszczył się o słowa, które pielęgnował jak kwiaty.

Tadeusz Komendant był (i jest) prawdziwym poetą. Wiersze pisywał dla zabawy. Jako poeta, robił poezję esejami, tłumaczeniami i życiem. Doskonale wiedział, co robi. I wiedział, że to, co robi, jest dobre. A w każdym razie, że inaczej tego, co robi – zrobić nie sposób i na tym polega jego zadanie jako poety.

W „Zamiast wstępu” do Upadłego czasu. Sześciu esejów i pół (1996) – książki składającej się z esejów, które są poematami prozą, o czym czytelnik przekonuje się rychło, jeśli tylko pochyli się nad książką uważnie, Tadeusz napisał, osłaniając własne mówienie mową Foucaulta: „Czy to, co pojawia się milcząco w świecie, w naszych gestach w herbie wszelkich naszych poczynań, w naszych marzeniach i chorobach – czy to wszystko mówi i jakim językiem, podług jakiej gramatyki?”.

Jak to powiedzieć? Można serio, a można żartem. Życie jest historią pewnego żartu, kwiaty mówią – pachnąc.

2.
Poezja potraw Tadeusza Komendanta. Piekł i gotował równie dobrze, jak pisał. Sałaty i tarty wielowarstwowe i wielosmakowe wynoszone sosami, sublimowane kurkumą. Poematy pisane w piecu. Foucault napisany przez Komendanta po polsku smakuje lepiej niż po francusku. Co to znaczy, że Tadeusz był doskonałym tłumaczem?

On rozumiał zadanie tłumacza jako zadanie poety: poezja – to nie jest wykorzystywanie mowy, wtórne, jakieś kombinowanie słów (nawet najbardziej wyrachowane) zgodnie z jakimiś regułami, tak jak przygotowywanie potraw na podstawie przepisów z książki kucharskiej (choćby najbardziej wyrafinowanej). Duch musi zamieszkać w duchówce. W tłumaczeniach, w pisaniu Tadeusza mieszkał duch tak jak w jego tartach.

3.
Tadeusz pisał i pichcił – tańcząc. Często tańczyliśmy razem. Dosłownie i ze słowami, bo wiedzieliśmy, że życie nasze bardziej taniec przypomina niż siedzenie przy biurku, i biada, jeśli życie i pisanie zaczyna się kurczyć w bezruchu. To przecież gra i rytm. Trzeba się nauczyć możliwie jak najwięcej: przeczytać, przestudiować, wmyślać się, opanować techniki pisania, żłobienia w materii słów układania, wybierania, rozkładania i scalania na nowo. Trzeba wyuczyć się rzemiosła pisarskiego, zdobyć stopień czeladnika, a potem wyzwolić się na mistrza. A prawdziwe wyzwoliny przychodzą później, kiedy się to wszystko odrzuci. Wtedy słowa stają się łaskawsze, a piec sprzyja. „Bycie jest swobodnym ustanawianiem, absurdalnym nadmiarem – pisał Tadeusz w we wstępie do Upadłego czasu (ta książka jest perłą polskiej humanistyki), komentując Heideggera – bezinteresownym darem – kogoś? czegoś?; każde słowo jest tu nieodpowiednie, bo wkraczamy na teren teologii negatywnej […] W jakiś sposób bycie jest próżną poetycką egzaltacją. […] My, śmiertelni, wygnańcy Bycia i jego spadkobiercy, jako że łączy nas z nim nieusuwalny dziejowy związek, przepoławiamy kostki, nie podejrzewając nawet, że kostka skrywa naszą otwartość (możność przepoławiania) i pozwala zapomnieć o naszej istocie”.


4.
Tadeusz był (jest) erudytą, przeczytał ogromnie wiele mądrych książek i przetłumaczył setki stron tych autorów, z którymi rozmawiało mu się dobrze. W Tadeuszu odcisnęły się sygnatury mędrców, a on odcisnął na nich sygnatury swoje. Sygnatury się odciskają wzajemnie: noszone i wnoszone. I tak zaczął się taniec sygnatur. Tadeusz był (jest) erudytą, ale wiedział przecież, a raczej czuł, że nade wszystko jest poetą, więc nieuchronnie szamanem, prestidigitatorem, magiem – krótko mówiąc: guślarzem, więc potrafił zaklinać słowa, a raczej całe połacie wiedzy, igrać tysiącami przeczytanych stronic niczym kuglarz maczugami, i wprawiał w podziw.

Pan Bóg nadeptuje na odciski, których kazał narobić w wędrówce przez Niego wybranym. Jak nadeptuje – to boli i trzeba coś z tym zrobić. Sygnatury – to odciski. Pan Bóg odcisnął swoje sygnatury w nas i od czasu do czasu na nie naciska. Uciskany powinien działać. Jeśli dobrze potrafi czytać i dobrze potrafi pisać – to niech pisze, jak i dlaczego uciskane sygnatury bolą. Jeśliś szewc – trzymaj się swego kopyta, chyba że Pan Bóg każe kopyto szewcowi rzucić (przykład Jakoba Böhmego).

Tylko że cała rzecz w przyprawach, to znaczy w igraniu: w ruchu i w zręczności: kręci się maczuga Foucaulta, maczuga Nietzschego, maczuga Heideggera, latają, igrają i świecą, a Tadeusz ich krągłości w dłoniach czuje, ich obrotem się raduje… Tak poważnie niepoważny, serio nie na serio. Odkrywa to, co skrywa. Skrywa to, co odkrył. Tak, to nie tu, hu, hu! Tak, to tu, bo nie tu, hu, hu!

Na tym polega istota poezji ustanawianej przez Tadeusza. Bo to, co trwa, ustanawiane jest przez poetów. Taka jest istota poezji, po prostu. Taką poezję robił i o takiej poezji mówił swoim studentom na zajęciach z poetyki.

5.
Nie można nie tkać makatki ze słów, kilimu ze słów. Motyw czynny, osłona bierna. Albo na odwrót. Mowa nie jest narzędziem komunikacji, to znaczy nie tylko komunikacji. Mowa jest też narzędziem milczenia albo komunikacji przez milczenie. To takie proste: Komendant tka makatkę (swój kilim) ze słów. Słowa spaja gramatyką i składnią. To są jego słowa, chociaż często cytuje jawnie lub nieco skrycie; tka makatkę, ale szyje też patchwork. To są jego słowa i kawałki utkane ze słów, ale też nie jego słowa: słowa innych, inni je napisali, ułożyli we frazy w różnych językach, a Komendant je bierze, przycina, przykłada, przekłada i fastryguje swój kilim, swoją makatkę, a potem zawiesza ją w oknie, przy drzwiach, w sieni, jak się zawieszało na Kresach, na Grodzieńszczyźnie albo na wyspach Nowego Świata.

Po co Komendant tka i wiesza? To takie proste. Żeby przez kilim, makatkę przeniknęło światło. Pomiędzy osnutą osnową, pomiędzy słowami, moimi, twoimi, cudzymi to światło prześwituje. Co to za światło? Czyje? Światło świeci. Świat świeci. Tobie świeci, mnie świeci i jeszcze komuś na pewno też.

Oto jest poezja. Wszystko jest poezja, ale poezja nie jest ze słów, tylko świeci przez słowa. Inaczej by nie świeciła, więc te słowa trzeba tkać, i to tkać jak najlepiej, najudatniej, w wielkim trudzie, uczyć się trzeba i ćwiczyć: poetyk, gatunków itd., wiersze pisać (no trudno) albo eseje – „próby całości”, które pisał Tadeusz, ale nie pisał ich, żeby się popisać, ale żeby utkaną makatkę zawiesić w oknie albo w drzwiach, żeby przez nią świeciło.

To takie proste: powtarzaliśmy za Heideggerem długo, udając, że rozumiemy, iż „istotę mowy trzeba rozumieć opierając się na istocie poezji”. To przecież znaczy tyle: tkaj makatkę (kilim) ze słów (wiersz, esej itd.). Zawieś ją w oknie lub na drzwiach. Kiedy zacznie świecić – znaczy, że utkałeś dobrze. Dopiąłeś swego, zręczny tkaczu (autorze). Kiedy zacznie świecić – tańcz.

6.
Uśmiech Komendanta. I wielka czułość. Dla i wobec ludzi, zwierząt i roślin, i każdej rzeczy, która jest. Guślarz o czułym sercu. Tadeusz powtarzał często, z uśmiechem (dystansującym), że on by nigdy nawet muchy nie skrzywdził. To prawda najprawdziwsza. Czułość Komendanta (oczywiście przykrywana) objawiała się na co dzień jako pierwsza i podstawowa przesłanka jego bycia. Dlatego tak bardzo przyjaźnił się z Ewą: ich czułość łączyła się i świeciła łagodnie: na ulicy Portofino lub de La Sourdière.

Czułość nie potrzebuje makatki ze słów. Czułość niczego nie ma wspólnego z czułostkowością. Czułość jest uwagą, pod-łożem przyjaźni. Nie ma przyjaźni bez czułości. Wiem, że Tadeusz przyjaźnił się z Ewą uważnie, to znaczy z czułością, bo ona bardziej zasługiwała na jego przyjaźń niż ja.

7.
Tadeusz był Wielkim Tkaczem. Rzemieślnikiem-artystą, jakich niewielu. Pan Bóg go posadził pod firmamentem polszczyzny (i francuszczyzny). Był (jest) tkaczem i magiem, guślarzem i poetą. Miękkim tonem z Kresów śpiewał kantyczki (to znaczy mówił, jakby śpiewał kantyczki, ale też i śpiewał) – Foucault lepiej brzmi, dzięki Tadeuszowi, po polsku niż w oryginale.

„I milknie teraz opowieść, tak się kończy historia Lancelota z Jeziora, Świętego Graala i dobrego króla Artura, jaką znajduje się w wiekowych manuskryptach: nikt nie zdołałby o niej więcej opowiedzieć, by całkowicie nie skłamać” – przekład Tadeusza Komendanta Śmierci ArturaRycerzach Okrągłego Stołu.

Nie, nie milknie opowieść. Zjadę na cmentarz w Chodorówce na wiosenne Dziady. Ukryję się w dębie suchym, dębie suchym i wygniłym, tu się niegdyś wróżki kryły – wiesz gdzie.

Ty zrobisz tartę z porów i gorczycy, ja przyniosę Chateau du Bois de la Garde – bo lubisz.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.