10/2019

Krystyna i Stefan Chwinowie

„O, gdybym kiedyś dożył tej pociechy, i tak dalej…”

„Smutne. Smutniejsze jeszcze jest to – w tej chwili myślę o sobie – że nawet nie ma do kogo krzyknąć «do mnie, dzieci sowy»”. „Czekam na kolejny znak życia. Hej…” – tak w jednym z listów pisał do nas Tadeusz Komendant.

Teraz, kiedy o Nim myślę, zastanawiam się nad Jego poczuciem osamotnienia. Ze skarbnicy mojej pamięci przywołuję okruchy wspomnień, przeglądam jego teksty, czytam listy…

Przypominam sobie Jego żartobliwe mówienie o sobie – „komórka bezużyteczna”. Odnajduję to nawet w listach, kiedy pozdrawia naszą „podstawową komórkę społeczną” jako „komórka bezużyteczna”, szczególnie w kontekście Świąt, a miarą czasu, którą przywołuje – jest to tyle, że „dziecko zdoła pójść do szkoły…”.

I prawie zawsze dystans i ironia, kiedy obawia się, że może się odsłonić, pokazać naprawdę, co dla niego najważniejsze, bo o tym on sam najlepiej wie.

Dusza, o czym często dawał znać w rozmowie, była dla niego ważna. Nawet w liście pisał: „o stanie duszy Krystyny napiszę niebawem” (86 rok). „Ostatnio myślę o Krystynie – och, ta umiejętność zadawania traum… – śni mi się wyspa jak wulkan gorąca…” „Bardzo serdecznie pozdrawiam Krystynę. Mam nadzieję, że (d)o niej osobno napiszę”…

Wyjście w stronę drugiej osoby z serdecznością i przyjaźnią i równocześnie dystans – jakby lęk przed zranieniem, brakiem akceptacji… I zawsze zdziwienie, kiedy dzwoni telefon i długa serdeczna rozmowa, a potem już milczenie, nieodbieranie telefonu…

Chociaż do pewnego momentu wielka potrzeba dialogu, przyjaźni, ale zawsze z dystansem, z przymrużeniem oka i nieostatecznie, jak pytanie do Stefana: „gdzie mam ciebie szukać? – na Wielkim Płaskowyżu czy Pustyni Milczenia?”

Prawdziwą płaszczyzną dialogu była dla niego literatura: skrupulatność, wrażliwość na słowo i jego brzmienie, i czułe wsłuchiwanie się w czyjeś teksty było dla Niego dotarciem do Innego oraz budowaniem więzi. Troska o literaturę i przyjaźnie wokół tych samych wartości to był dla niego prawdziwy sens egzystencji. Czy go kiedykolwiek utracił? Pisał w listach: „gdy zabieramy się do takiej książki, wybucha jakaś «Solidarność»…”, „Ciekaw jestem, co sądzisz o tym pomyśle…”. Więc czułość, połączona z głębokim znawstwem, kiedy poprawiał czyjś tekst, rozmawiał o nim lub pisał? Wtedy dopiero znikał dystans i ironia. Pojawiała się powaga i stanowczość.

Potrafił wtedy powiedzieć (w rozmowie i w listach): „Ale nie mówmy o igraszkach wysubtelnionego Czystego rozumu, mówmy o…”. Kiedy chodziło o dobro literatury, tak jak on je rozumiał, potrafił stanowczo odpowiedzieć, nie chcąc wdawać się w bezsensowne polemiki: „Nie mam zamiaru przedłużać idiotyzmu. Nie ja go zacząłem”… (To o jakiejś zbędnej, jego zdaniem, polemice, o kimś czy o czymś – zamazuje się to w naszej pamięci…)

Co pozostanie w tej pamięci i będzie nam towarzyszyć w naszej dalszej drodze? Jego książki: i te eseistyczne, i te własne-prozatorskie, przekłady (Georges Bataille, Michel Foucault, Pascal Quignard, Jacques Boulenger, Erik Orsenna), za które jeden z poetów w swojej eseistycznej książce postulował, aby wsadzić Tadeusza Komendanta do więzienia? Rozmowy, listy i codzienne ironie, tak jak ta, kiedy listonosz, wiele lat temu, przyniósł nam telegram od Tadeusza Komendanta: „Przyślij jak najszybciej kopię świata zalegalizowanego […]” (powinno być zalegoryzowanego – poczta zmieniła słowo) w podpisie: Komendant. Listonosz nie przekroczył wtedy progu naszego mieszkania, popatrzył na nas podejrzliwie, zostawił telegram i uciekł.

Te i inne pamiątki pozostają w archiwum naszej pamięci. Ale przede wszystkim żal, że „zawsze nie dość uwagi i serca”. Sięgam do Jego książki Zostaje kantyczka…, oglądam fotografie i listy – a w sercu – żal!

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.