10/2019

Danuta Ulicka

Więcej niż nikt

Pamięć jest […] namiastką ogona, który straciliśmy w radosnym procesie
ewolucji. […] pamięć się potyka […] zwija się, prostuje, odskakuje na wszystkie
strony, dokładnie jak ogon. […] Wysiłek odtworzenia ogona w całej jego
spiralnej wspaniałości jest […] skazany na niepowodzenie.

Josif Brodski, Mniej niż ktoś


Pamiętasz książki, którymi mnie obdarowywałeś? Zawsze z dedykacją. Z jednym wyjątkiem: niepowtarzalnie pięknego, numerowanego bibliofilskiego wydania Giennadija Ajgiego, opatrzonego krótkim komentarzem Jakobsona – czego żadna jego bibliografia nie odnotowuje. Od 31 lipca jedna z tych dedykacji brzmi jak wyrocznia. Na Twojej książce Zostaje kantyczka. Eseje z pogranicza czasów czytam: „bo coś jednak zostaje”.

Dedykacje w erze przedtelefonicznej bywały sposobem przekazywania wiadomości. Pamiętasz antologię poezji murzyńskiej Niam-niam z wpisem: „Pani Doktor – dawno my się nie widzieć. A może by tak kiedy-kiedy pójść na piwo? Mniam – mniam!”. Pozostawało odpisać: „Ruszaj się, Tadzio, idziemy na piwo, niechybnie brakuje tam nas!”.

W epoce przedtelefonicznej sposobem na kontakt tego samego dnia był telegram. Nadany rano, wczesnym popołudniem docierał do adresata. Pamiętasz ten: „Zapraszam na audiencję. STOP Bez żadnych protestów. STOP Tadeusz”. Że szyfr, było jasne. Klucz do niego? Gdyby zapraszał na Portofino 2 m. 63, tekst byłby na pewno inny. Olśnienie: tego dnia w Teatrze Polskim była premiera dwóch jednoaktówek Havla: Audiencja Protest. Zjawiłam się przed 19.00 – czekałeś.

Szyfrowanie (i tym samym sprawdzanie odbiorcy) leżało w Twoim stylu. Pamiętasz karteluszek: „Czy możesz mi pożyczyć Jana Pawła?” Dobrze, że zostawiłeś go w naszym pokoiku 21 w gmachu polonistyki, to podsunęło. Tak, jak myślałam – nie posądzałbyś mnie przecie o gromadzenie poezyj Karola Wojtyły – chodziło o Jeana-Paula Sartre’a, potrzebnego Ci na zajęcia z teorii literatury.

Reżyserowanie codzienności, której nie znosiłeś, wieczna ironia wobec dnia powszedniego leżały w Twoim stylu. Gdy 24 czerwca na Małołączniaku lepiliśmy bałwanka, oczywiście recytując na wyprzódki Mrożka, to wydawało się pewne. Jak jej pragnąłeś, jak dobrotliwą maską była ta ironia, zrozumiałam dużo później. Pamiętasz koncert pieśni wielkopostnych Apolonii Nowak z zespołem Ars Nova Jacka Urbaniaka w kościele akademickim? Płakałeś jak przysłowiowy bóbr. Wtedy dotarło: Komendant on i komediant (ten od Sartre’owego św. Geneta).

A motto z Brodskiego, mimo że z psem, a nie kotem, który by Ci się należał, ma iście Jakobsonowską, metaforyczno-metonimiczną motywację. Pamiętasz noc zimową, gdy szliśmy uliczką niedaleko Portofino, tą oświetloną gazowymi latarenkami? Zacząłeś recytować Wielką elegię dla Johna Donne’a. Długa to elegia, słuchałam jasno w zachwyceniu. Dziś zostało „Śpij. Tylko patrzeć, wyjrzy gwiazda z chmur, co z dawien dawna światła twego strzeże”.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.