06/2020

Anna Spólna

Pęknięte jabłka granatu

1. Podróżowanie jest gromadzeniem i pomnażaniem świata. Przypomina porozumienie ponad czasem, chociaż z czasu wychodzące. Sznur Ariadny Ewy Elżbiety Nowakowskiej ukazuje, jak dla podróżującego labirynt kulturowy zmienia się z czasem w czytelną mapę. Im więcej miast, muzeów, dróg i ścieżek poznajemy, tym więcej skojarzeń prowadzi przez nie, raz jak cienka nić, raz jak gruby sznur kreteńskiej księżniczki.

Poetka przemierza śródziemnomorski szlak znanych mitów, starożytnych religii i tajemniczych kultów jak baśń, która stała się ciałem. Nawet jeśli wyjazd na Południe bywa dziś coraz częściej łatwą przyjemnością spod znaku all inclusive dla uprzywilejowanych mieszkańców bogatszej części świata, pod piórem krakowskiej pisarki, świadomej pułapek masowego przemysłu turystycznego (Za darmo, Pocztówki, napięcie), podróżowanie staje się niespokojną pielgrzymką pełną pytań o sens.

Tom, napisany przez autorkę bardzo samoświadomą, erudytkę umiejętnie łączącą wiedzę z eseistyczną sprawnością pióra, wpisuje się w tradycje polskiej literatury podróżniczej, w tym szlachetnym nurcie zapoczątkowanym w romantyzmie (Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu Juliusza Słowackiego) i pielęgnowanym przez wybitnych twórców wyprawiających się w krainy Morza Śródziemnego już w XX wieku. Książkę Nowakowskiej można czytać choćby w kontekście wierszy włoskich Jarosława Iwaszkiewicza, błyskotliwej (choć nie zawsze, jak się po latach okazało, oryginalnej) prozy Zbigniewa Herberta, szkiców z podróży Wojciecha Karpińskiego.

Na marginesach stron Sznura Ariadny pojawiają się, jak widoki za szybą, nazwy kolejnych miejsc i krajów: Chalkidiki, Rodos, Kreta, Synaj, Minorka, Madera, Korsyka, Kair, Cypr, Algarve, Sewilla, ale także Teneryfa, Figueres… Muzea i plaże, place i bezdroża; hotele i przydrożne oberże, meczety i katedry zostają zapamiętane, pracują we wspomnieniu, aby powrócić później bogatsze o namysł, wypełnione skoncentrowanym znaczeniem.

Wszystkie właściwie teksty składające się na ten tom, znów zgodnie z tradycją wspomnianej literatury podróżniczej, mają opisowo-refleksyjny charakter. Decydującym zwornikiem kompozycji Sznura Ariadny jest temat, nie forma – prozy poetyckie, reportażowe prawie scenki, eseistyczne komentarze i wiersze oplatają te same miejsca, krążą wokół tych samych problemów, naświetlając je z kilku stron.

Wśród wielu nici książki subtelnie przewija się bogata symbolika granatu, owocu Persefony, powiązana z kobiecością, płodnością, pogranicznym doświadczeniem duchowej śmierci i miłosnej rozkoszy, ale też – w wykładni chrześcijańskiej – ze zmartwychwstaniem. Na Cyprze traktowany jest jak talizman zapewniający trwałość rodziny. Bohaterka rzadko odsłania się tak bardzo, jak w wierszu, w którym pyta: „Może zbyt rzadko noszę wisiorek z owocem granatu?” (Pestki granatu I). W Sznurze Ariadny Nowakowska czyni go także osobistym symbolem natchnienia:

Odsłaniają się pestki

wieloznaczność słów

magiczne zaklęcia

kwaskowo smakują

na końcu języka

Odkrywam kolejne

ameryki –

sypie się na dłonie

ziarnista łaska

poezji

(Przy grobie Krzysztofa Kolumba)


2. Autorka za nauczyciela w swych podróżach po basenie Morza Śródziemnego wybrała Tadeusza Zagłobę-Smoleńskiego (1886–1909), krakowskiego pioniera egiptologii: „Tadeuszu, będziesz moim psychopompem. Przewodnikiem duszy w podróżach po światach i zaświatach, ciągle jeszcze z możliwością powrotu tutaj, na powierzchnię” (Tadeusz).

Rozmawia z nim w kilku utworach, traktując jak osobistego patrona od wzruszeń, nawet modli się do niego o „zdania proste jak kolumny świątyni w Karnaku” (Wszystko, byle nie smutek). Przedwcześnie zmarły na gruźlicę Smoleński był, mimo śmiertelnej choroby, pełnym pasji przeciwnikiem melancholii – podczas gdy bohaterka tomu ciągle nosi w sobie jej cień. Świadoma swych lęków, jakby wbrew nim pielęgnuje w sobie zdolność do zachwytu. „Ja” Sznura Ariadny zapisuje raz po raz zdumienie czy podziw, jest czujne i uważne: „Zanurzam się w półmrok wnętrza jak w falisty trans, chodzę boso po wyciszających kroki dywanach” (Meczety); „Kolekcjonuję wzrokiem powykręcane drzewa oliwne i jabłka granatu na rosochatych gałęziach” (Pierwsze spotkanie z Kretą); „Jadąc przez niebywale wąskie kręte serpentyny nad przepaściami Korsyki, niekiedy przez całe dziesiątki kilometrów nie widząc żywego ducha, żadnego śladu ludzkiej bytności, pogodziliśmy się z tym, że oczy to gąbki, w które wsiąka piękno, nieblaknące przez dekady, nie do wywabienia” (Zapach jabłek).

Oszołomienie pięknem bywa skutecznym lekarstwem na smutek, podobnie jak wzruszenie ludzkim gestem czułości przebóstwiającym codzienność (W zaułku Chanii). Bohaterka książki traktuje podróżowanie jako wielkie święto zmysłów i kulturowych skojarzeń, niemal odruchowo przekształcając je także w doświadczenie duchowe. Podmiot zdaje się pytać raz po raz: „co z tego zabiorę ze sobą?”. I ważniejsze jeszcze: „co z tym zrobię po powrocie”? Bo poza krajami Południa jest w Nici Ariadny ciągle obecny Kraków – dom, port i przystań – miejsce przypadkowo odnalezionego grobu Smoleńskiego, miejsce jego śmierci (Pestki granatu II), pełne znaków z antycznego świata, które są jak wołanie (Przeprowadzki). Bohaterka zabiera przecież w każdą podróż to domowe dziedzictwo, które rozszerza jej rozumienie starożytności o tradycję judeochrześcijańską, stapiającą się ze swoim mitycznym podglebiem. Tytułowy wiersz tomu, opisujący mozaikę ze sznurem Ariadny zdobiącą tak zwany Dom Tezeusza w Pafos, przeprowadza paralelę między antycznym kultem herosów a chrześcijaństwem:

Jak mylne
były nasze przekonania.

Szukaliśmy nici Ariadny

w pajęczynach. W kokonach.

Pod mikroskopem.

W niewidzialnych gołym okiem

włókienkach duchów.

Aż tu okazuje się,

że to gruba lina,

bezpieczny sznur,

jak ten na górskich szlakach,

za który można złapać

i poczuć spokój

Nieoczekiwany

sznur Ariadny

prowadził apostołów

do tego domu, do prokonsula,

aż go nawrócili.

[…]

Barnaba, Marek i Paweł

nie zajmowali się

układankami.

Pewną ręką

chwytali święty sznur

(Sznur Ariadny)


3. Pragnienie duchowego rozwoju – dokonującego się poprzez obcowanie z pięknem, doznawanie wdzięczności i dostrzeganie w świecie znaków przemawiających do „ja” z głębi dziejów kultury – symbolizują dłonie. Te z egipskich hieroglifów, błogosławiące, te należące do orantów, otwarte w geście przyjęcia, i te, które wskazują w dół, ku podziemiom (Studnia w Afitos). Ręce znad studni, które znalazły się w na okładce książki, wciąż pozostają tajemnicą: „Ukazujecie swe wnętrze, ale bez żadnych linii, więc nic z was nie wyczytam” – pisze Ewa Elżbieta Nowakowska. Jej bohaterka częściej wątpi i pyta, niż znajduje odpowiedzi. Dlatego zawsze będzie w drodze.
Ewa Elżbieta Nowakowska: Sznur Ariadny.
Wydawnictwo Austeria,
Kraków – Budapeszt – Syrakuzy 2019, s. 108.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.