10/2020

Krystyna Czerni

„Piec ognisty zwątpienia”.
Fenomen Ryszarda Przybylskiego (1928–2014)

„Miał niezwykle fascynującą, zaskakująco bogatą osobowość. Rozporządzał tą niezwykłą mądrością, którą posiadają tylko ludzie głęboko doświadczeni przez historię i jednocześnie wspaniale oczytani. Którym wiedza historyczna pozwala lepiej rozumieć własną epokę, a znój współczesnego życia pogłębia znajomość dawnej kultury. Kiedy trzeba, był spokojny i z godnością czekał na każdy cios. Kiedy trzeba, był gwałtowny i niecierpliwy. […] Niekiedy bywał niesprawiedliwy. Zawsze był szlachetny. Dlatego nie można go było nie kochać. Był stronniczy, śmiały i jednocześnie godny. Dokonał ogromnego dzieła”1. Te słowa, dedykowane pamięci zmarłego właśnie Marka Żywowa – wybitnego znawcy literatury polskiej i jej tłumacza na język rosyjski – zapisał w 1962 roku trzydziestoczteroletni wówczas, początkujący badacz literatury Ryszard Przybylski. Najważniejsze książki i dokonania były jeszcze przed nim, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że to czułe, a zarazem patetyczne epitafium wyznaczało także pułap jego osobistych planów i ambicji. Dlatego te słowa można także zapisać w nekrologu zmarłego z górą pół wieku później ich autora.

Ryszard Przybylski, urodzony 1 czerwca 1928 roku w Równem na Wołyniu, zmarły 10 maja 2016 roku w Warszawie, był historykiem literatury polskiej i rosyjskiej, profesorem Instytutu Badań Literackich PAN, tłumaczem, myślicielem religijnym i filozofem kultury – jednym z najwybitniejszych polskich humanistów drugiej połowy XX wieku. Dzieciństwo i młodość spędzone na Wołyniu, w otoczeniu różnych tradycji i narodowości, wyposażyły go w otwartość i niegasnący sentyment do wielokulturowości, ze szczególnym uwzględnieniem kultury rosyjskiej. Eseje Przybylskiego weszły do kanonu polskiej kultury, każda jego książka była wydarzeniem, wzbudzając emocje i kontrowersje, budząc światopoglądowe i ideowe spory, a także stając się przewodnikiem kolejnych pokoleń intelektualistów.

Jeśli wierzyć słynnej maksymie greckiego historyka, Dionizjusza z Halikarnasu: „Styl to człowiek” – mało komu można by ją przypisać z takim przekonaniem, jak właśnie Przybylskiemu. Profesor wypracował oryginalny, niekonwencjonalny styl, będący połączeniem ogromnej erudycji i osobistych emocji, dyscypliny naukowej i literackiej dezynwoltury. Swoje przekorne, nierzadko bulwersujące tezy – dotyczące zawsze spraw zasadniczych, ideowych, wykraczających poza historię literatury – formułował w sposób atrakcyjny dla czytelnika, pisząc porywająco i jasno o sprawach trudnych i nieoczywistych, zderzając patos z ironią, tragizm z groteską, wylewną uczuciowość z trywialnością i dosadnością języka. Już po jego śmierci Maria Janion nazwała go „wirtuozem myśli nieposkromionych”2.

Przybylski pisał nie tylko o tym, co przeczytał, ale przede wszystkim o tym, co przeżył i co dotknęło go osobiście. U źródeł jego pisarstwa zawsze było wzruszenie, przeżycie – stąd styl: emocjonalny, silnie wartościujący, nie kryjący wstrętu ani zachwytu. Stąd żarliwość i pasja, ostre, niekiedy ryzykowne sądy, słynne jeremiady i anatemy, które miotał w kaznodziejskim niemal uniesieniu.

Jak trafnie zauważył Dariusz Czaja – „dla Przybylskiego humanista to nie jest urzędnik nauki, wyniosły badacz, ani nawet przenikliwy analityk. To raczej ktoś, kto przychodzi do tekstu z własnymi pytaniami, z własnym bólem i z własnymi ciemnościami. To ktoś, kto nie wie (przecież gdyby wiedział, toby nie pytał!) […]. Tylko humanistyka uprawiana z żarliwością ma jakikolwiek uchwytny sens, teksty pisane bez wewnętrznego ognia i poznawczej namiętności prędzej czy później okażą się masą upadłościową tej czy innej dyscypliny”3. Uznany za czołowego przedstawiciela metody hermeneutycznej w polskiej krytyce literackiej – Przybylski rozumiał hermeneutykę szeroko, jako aktywne uczestnictwo w kulturze, rodzaj więzi z przodkami, „pozaczasową, wielką rozmowę”. „Biblioteka to Pola Elizejskie, a czytanie to rozmowy z umarłymi – tłumaczył na spotkaniu autorskim w 1983 roku. – Nie interesuje mnie prawda naukowa o tekście. Interesuje mnie to, co Stary Testament nazywa mądrością. Tego szukam w literaturze, albowiem oni nie pisali dla uczonych, którzy popisują się sprawnością jakiejś wypichconej przez siebie naukowej metody badań. Literatura to przesłanie do najzwyklejszych ludzi i trzeba ją tak czytać, jak czytają ją najzwyklejsi ludzie”4.

Model krytyki rozumianej jako „ćwiczenie duchowe” kazał Przybylskiemu stawiać literaturze własne, egzystencjalne pytania, szukać jej związków z życiem. Stąd jego głębokie przekonanie, że postulat „humanistyki obiektywnej” jest urojeniem, stąd żywiołowa niechęć do metodologicznych nowinek i schematów. W swojej praktyce pisarskiej i interpretacyjnej Przybylski przeciwstawiał się wszelkim utopiom naukowej ścisłości, prowadzącym do jałowości refleksji i monotonii rezultatów. Idolatrii bezosobowych metod, takich jak strukturalizm czy neoformalizm, które stwarzały rozdźwięk między czytaniem badaczy a czytaniem ogółu – przeciwstawiał hermeneutykę jako myślenie medytujące, żywą refleksję nad tekstami kultury, lekturę osobistą, angażującą czytelnika. Swoje metodologiczne credo sformułował bardzo wcześnie, przy okazji polemiki wokół artykułu o Albercie Camusie: „Wyznaję pogląd – pisał w 1958 roku – że ustalający, spokojny, informacyjny, wyważony artykuł nie jest jedynym gatunkiem krytycznym, do jakiego ma prawo publicysta. Szanuję gust mojej oponentki, ale nie jestem w stanie się mu podporządkować. Osobiście o wiele bardziej cenię krytykę zaangażowaną uczuciowo, nawet impulsywną, skazaną poniekąd na dezaktualizację”5.


[Dalszy ciąg można przeczytać w numerze.]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.