01/2020

Bartosz Suwiński

Piosenka o zmierzchu

Od domu do domu od drzwi do drzwi

Tak schodzi noc całą Pan którego nie zna nikt

Odziany w łachmany z szalem na szyi

Idzie cmentarną aleją nie bacząc na winy

Życie go nie pieści nikt go nie kocha

Czasem bezpański pies przypałęta się w podskokach

Nad nim się chmury zbierają czarne

Jego szanse na ciepłą strawę dziś już są marne

Czasami pociągnie z butelki łyk marzenia

Wtedy w krainie nieświadomości znajdzie się od niechcenia

Częściej przymarza do ziemi jak stara skarpeta

Gdzieś tam w krzakach z kartonów jest jego meta

Kluczy przez noce i dnie całe

Jego serce z każdym dniem jest ciągle małe

Choć mieści w sobie wspomnienia przeszłości

Czasy kiedy i jemu było dane zaznać miłości

Od domu do domu od drzwi do drzwi

Tak schodzi noc całą Pan którego nie zna nikt

Odziany w łachmany bez nadziei i szczęścia

Gdzieś tam pomarł na gruncie od tego nieszczęścia

Nad ostatnim oddechem krążą wielkie ptaszyska

Z boku śmietnika leży potłuczona miska

Nad ciałem krążą wielkie ptaszyska

W bramie ociekający śliną pysk steranego psiska.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.