09/2020

Miłosz Waligórski

Pocztówka dla Miklósa Radnótiego

Sadza.


1. Na łapkach kota. Dwadzieścia lat temu NATO bombardowało Serbię i jej mieszkańców. Chcę im współczuć, ale często sami rzucają mi kłody pod nogi. Każde obchody wyglądają tak samo. Telewizja państwowa. Z lotu ptaka widać tłumy zatrudnionych w budżetówce, których zwieziono tu z całego regionu – w przeciwnym razie straciliby pracę. Przemawia kombatant bez nogi. Kamera robi zbliżenie na jego twarz. Zaraz szwenk na oko prezydenta. Wyraźnie widać, jak w oku kręci mu się łza. Zaczyna przemowę. Z hucpą demagoga wmawia zgromadzonym, że byli ofiarami. Tylko ofiarami. Sińce, sińce, same sińce. Jakże oni poobijani. A o ludobójczej polityce Miloševicia ani mru mru. „Solidarność zrodzona pod bombami wyciska silne piętno”, pisał w 1947 roku Andrzej Bobkowski. Przypominam to sobie zawsze podczas rocznicowych wieców w Nowym Sadzie.


1. Polec. Zazwyczaj odbywają się one na placu Republiki, nad którym góruje pierwszy monarcha konstytucyjny Serbii Piotr I Karadziordziewić (1844–1921), na koniu. Coś tu zgrzyta. Król i plac Republiki? Do tego rumak unosi przednią prawą nogę, co zgodnie z zasadą interpretacyjną tego typu pomników sugeruje, że jeździec zszedł z tego świata wskutek ran zadanych mu na polu bitwy. Tymczasem Piotr I wyzionął ducha ze starości w swoim belgradzkim łóżku. Czyżby nowe trendy w polszczyźnie – polegające na zastępowaniu czasowników „umarł” lub „zginął” deklamowanym na baczność „poległ w boju za ojczyznę” – promieniowały aż nad Sawę? Jeśli tak, zaiste ogromna i wciąż niedoceniona jest moc naszego języka.


1. Tablica. Sto metrów dalej nad Dunajem, blisko zbiegu ulic Miloša Bajića i Beogradski kej, jest Dom Wojska. Fasadę neoklasycystycznego budynku, gdzie przed drugą wojną światową mieściło się kasyno oficerskie, zdobi tablica z tekstem wybitym reliefowymi literami: „Tutaj w 1944 roku więziono ponad 500 patriotów, członków Partii i SKOJ, którzy trafili później do obozów koncentracyjnych w Niemczech, skąd większość z nich nigdy nie wróciła”. I podpis: „W 1969 roku – komitet obchodów 50-lecia założenia SKOJ”. Czytam i czuję, jak budzi się we mnie student historii, taki, co wieczory spędza wśród równych sobie burszów, tocząc z nimi płomienne, a zarazem jałowe spory nad wyobrażonymi trumnami Piłsudskiego, Dmowskiego, Paderewskiego i innych. „To kłamstwo!”, ciśnie mi się na usta.


2. Ostatnia kartka. W mieszczącym się tu dulagu na początku października 1944 roku przetrzymywano kilkuset więźniów z obozu pracy Heidenau w południowo-wschodniej Serbii, głównie Żydów, których przez Homoljske planine, Požarevac, Belgrad i Titel przygnał tutaj oddział SS. Wśród nich był Miklós Radnóti (1909–1944), najbardziej fascynujący poeta dwudziestowiecznych Węgier. Mimo skrajnego wyczerpania – miał za sobą trzysta kilometrów forsownego marszu – udało mu się z Nowego Sadu wysłać pocztówkę do przyjaciół. Jak się potem okazało, ostatnią w życiu: „Drogi Gyulo, droga Zsuzso, drżę ze strachu na myśl o Fifi [Fanni Gyarmati (1912–2014), żona MR] i reszcie rodziny. Odkąd opuściłem dom, nie mam od nich żadnych wieści. Dobrze, że chociaż oni wiedzą, co u mnie. Fizycznie czuję się nieźle. Liczę na szybką odpowiedź. kochani. Pisałem też do Anyuski, ale bez skutku. Całuję wszystkich, Miklós”.


2. Abda. Dzień później więźniowie ruszyli w dalszą drogę pod eskortą esesmanów, których wkrótce zamieniła węgierska soldateska. Pochód ciągnął się na przestrzeni kilkuset metrów. Był tak długi, że kiedy jego czoło wychodziło ze wsi, tył dopiero do niej wchodził. Od strony konwoju słychać było strzały. Radnóti cały czas pisał, wbrew wszystkiemu. Wiersze notował w notesie Avala-5, który chował do tylnej kieszeni spodni. Zobaczył to jeden z żołnierzy i pobił go tak dotkliwie, że poeta zupełnie stracił siły. Nie poddawał się jednak, szedł, a kiedy rozstrzeliwano „muzułmanów”, podtrzymywał ich, ale w końcu on też został zabity i razem z dwudziestoma dwoma towarzyszami wrzucony do masowego grobu w pobliżu wsi Abda w północno­‑zachodnich Węgrzech. Gdyby doszedł do Buchenwaldu, dokąd ich prowadzono, mógłby spotkać Imrego Kertésza lub choćby brata mojego dziadka, Kazimierza Waligórskiego, deportowanego tam z powstania warszawskiego.


2. Razglednice. Cyklowi ostatnich czterech wierszy Radnóti nadał tytuł Razglednice, co po serbsku oznacza widokówki. Dzięki podpisom pod nimi możemy dokładnie zrekonstruować szlak do Abda: Crvenka (6.10.1944) – Mohacz (24.10.1944) – Szentkirályszabadja (31.10.1944). Czwarty liryk powstał kilka dni przed śmiercią poety, który, co zdumiewające, nawet w nieludzkich warunkach pozostał wierny mowie wiązanej. Aksamitne heksametry oraz napędzane jambami i anapestami aleksandryny towarzyszyły mu do końca, jakby wiedział, że przeciw Zagładzie można wytoczyć jedynie argument Formy. Wierszem regularnym przygwoździł mroki swojego czasu, zmuszając je do chwilowej kapitulacji, przy czym „chwila” jest tu momentem lektury, może zdarzyć się zawsze. W ten sposób przezwyciężył degrengoladę ciała, cierpienie i ból, i zanegował definicję sztuki jako domeny sytych.


3. + 3 = 7. W 1961 roku nowosadzkie wydawnictwo Forum ogłosiło dwujęzyczny wybór jego poezji pt. Strmom stazom (Stromą ścieżką). Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że przekładu na serbski dokonał Danilo Kiš (1935–1989), a słowo wstępne napisał Aleksandar Tišma (1924–2004). Tak oto nieprzypadkowym zbiegiem okoliczności w jednej książce spotkało się trzech twórców, których losy można rozpatrywać jako trzy warianty jednego paradygmatu. Każdy z nich był Żydem. Każdy był Węgrem. Każdy ochrzcił się w obrządku chrześcijańskim i każdy w nosie miał tradycje religijne i rodowe. Każdy kochał Francję jak Boy, Bobkowski i Bieńczyk razem wzięci i każdy dorastał w cieniu śmierci. Każdego naznaczył Holokaust, lecz ocaleli tylko dwaj. Tišma i Kiš przeżyli. Żywcem. Siebie. Dlatego wydali tom wierszy swojego „sarniego braciszka”. Dzięki niemu wygramolili się z wykrotów sumienia, w które wpadają ci, co nagle uświadamiają sobie, że istnieją, chociaż nie powinni. Potem, po 1961 roku, napisali swoje najlepsze książki.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.