05/2020

Janusz Drzewucki

Podmiot ucieka od orzeczenia

1. Nigdy nie myślałem o liryce Adama Ochwanowskiego w kategoriach politycznych. Zapewne Ochwanowski miał i ma jako obywatel poglądy polityczne, ale Ochwanowski jako poeta nigdy własnymi politycznymi przekonaniami nie epatował, nie szermował. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że cykl wierszy o znakach Zodiaku czy cykl współczesnych, nowoczesnych i postnowoczesnych kantyczek – na wszelki wypadek przypominam, że poeta jest autorem takich tomików, jak Bestiarium niebieskie oraz Śpij kolędo, śpij – może okazać się ni stąd, ni zowąd w pewnych okolicznościach społecznych czy cywilizacyjnych cyklem wierszy jak najbardziej politycznych, ale raczej wbrew intencjom poety; a w każdym razie takiego poety, jakim poeta ze Złotej Pińczowskiej jest. Tymczasem tom poezji Wspólna garderoba, na jaki składają się dwa cykle: W mojej garderobie oraz Zdradzeni i porzuceni to poezja polityczna w sposób ostentacyjny i prowokacyjny.

Świat jest sceną teatralną, a toczące się życie – rozgrywającym się na okrągło, bez końca – teatralnym przedstawieniem. W świecie opisywanym przez poetę z wiersza na wiersz pojawia się cała masa postaci: autentycznych i fikcyjnych, realistycznych i fantastycznych, znanych i nieznanych; każda z tych postaci jest osobna, korzysta z prawa do indywidualności, do odrębności, do niezależnego miejsca w rzeczywistości. Wszyscy oni pojawiają się bez ładu i składu, od przypadku, do przypadku, ale też inaczej nie mogą się pojawiać. Wertuję książkę strona po stronie i wynotowuję: konserwator zabytków i minister, Hitler i Sokrates, Stalin i Oku­dża­wa, Wysocki i Kaczmarski, kandydat na prezydenta i stylistka oraz krakowska poetka, Romeo i Julia, Kopciuszek i Mały Książę, Święty Florian i Sławomir Mrożek, dziennikarka Monika Olejnik i profesor Stanisław Żak, Mazowiecki, Frasyniuk i Bujak, a w tle wójt, sołtys i szwagier posła, ponadto Jankiel i emerytowany pułkownik, Heidegger i „gość z Królewca”, Miś Uszatek, Jacek i Agatka, znani z wcześniejszych wierszy poety przyjaciele Jurek Białobok i Lidka, na dodatek Edek Stachura i Tomasz z Akwinu, Beckett i Ionesco, celebryta bez nazwiska i ogólnie rzecz biorąc oraz cokolwiek to znaczy „elektorat”, wreszcie nauczycielka od polskiego i nauczyciel od wuefu, Marek Hłasko i profesor Jan Miodek, Wiesław Myśliwski – jako autor Ucha igielnego i Władek z Wiślicy, Jerzy Grotowski i Tadeusz Kantor, a także recytujący Norwida aktor Jerzy Trela, krakowskie przekupki, kapłani i politycy, córka Tantala i żona Amfiona, Parys i Helena, żołnierze wyklęci i Staszek Pyjas, a ponadto „ludowi bohaterowie” i „martwi bohaterowie”. Wszyscy mówią – do nas, do siebie; mówią, bo mają prawo mówić. W tym wielogłosie łatwo się zagubić, stracić orientację.

Wszyscy na scenie są w ruchu, ale też cały świat jest w ruchu. Nie dość tego: nic i nikt nie jest na swoim miejscu: „to co fałszywe / dotyka / realnego piękna” (W mojej garderobie, V), każdy przebiera się za kogoś i za coś innego, wszyscy „wypierają się / wspólnej tożsamości” (W mojej…, X), Pismo Święte zastępuje Kamasutra, „dobro i zło / z jednej jedzą miski” (W mojej…, XIII), system, w jakim żyjemy, to „ciuchowa demokracja”, a „prawda / niekoniecznie / bywa święta” i na dodatek 36,6 stopni w skali Celsjusza „przestało być normą” (W mojej…, XIVXV), w efekcie

to że idziemy nie znaczy

że się nie cofamy

a gdy idziemy obok siebie

nie znaczy że idziemy razem

(W mojej garderobie, XVI)


Opowiadający o tym poeta, a raczej wykreowany przez niego podmiot liryczny i zarazem bohater – o sobie samym mówi raz w pierwszej osobie: „przebieram się za samego siebie” (W mojej…, XXV), innym razem w trzeciej: „podmiot ucieka od orzeczenia” (W mojej…, XXII); tymczasem „śmierdziuchy udają piwonie”, a gospodarz tego całego gospodarstwa chodzi „wkurwiony na samego siebie” (W mojej…, XXX). Całość rozgrywa się w rzeczy samej nie na scenie, lecz w tytułowej garderobie; w mojej garderobie, która wcale nie jest garderobą teatralną, ale – sugeruje dobitnie poeta – mieszkaniem, domem, ulicą, miastem, krajem, naszym krajem, naszą ojczyzną, po prostu Polską. Jeśli ktoś ma wątpliwości, to wyzbędzie się ich, przyglądając się zamieszczonym w książce przejmującym grafikom Ewy Maziarskiej (1938–2019) z serii Cykl niebieski. Życie w mieście.

2. Zgodnie z tą logiką akcja liryczna wierszy składających się na drugi cykl pomieszczony w tym zbiorku, pod nawiązującym (czy przypadkiem, czy nie przypadkiem, nie wiem) do Dostojewskiego tytułem Zdradzeni i porzuceni rozgrywa się w nienazwanej ani razu „krainie”. Każdą z dziesięciu numerowanych części tego cyklu poeta zaczyna od określenia miejsca akcji lirycznej: „W krainie porzuconego Dekalogu / i zdradzonego Boga”, „W krainie porzuconego gniazda / i zdradzonej ziemi”, „W krainie zdradzonych matek / i porzuconych dzieci”, „W krainie zdradzonych kobiet / i porzuconych mężczyzn”, „W krainie zdradzonych bajek / i porzuconych marzeń”, „W krainie zdradzonych o zmroku / i porzuconych o świcie”, „W krainie zdradzonego życia / i porzuconej śmierci”, „W krainie zdradzonego słowa / i porzuconych pieśni”, „W krainie zdradzonej idei / i porzuconej uczciwości”, wreszcie „W krainie zdradzonych proroków / i porzuconych przodków”. Tylko tutaj, w tej właśnie krainie: „strach cudzołoży z odwagą cywilną”, kapłani i politycy walczą o rząd dusz, w tym świecie zdeterminowanym przez „niecierpliwą historię” z jednej strony, a z drugiej przez „okrutną wiarę” srebrniki mieszają się z walutą, a przekleństwo z modlitwą.

Świat opisywany przez poetę to świat na opak, postawiony do góry nogami, gdzie „głowa kręci się w odwrotnym kierunku / niż ziemia”, co więcej: „Polska zaczyna się od gór / i na górach kończy”, mało tego: „rzeki zmieniają bieg / góry boją się szczytów / księgi uciekają spod strzech”, a mimo tego „dzwony nie biją na trwogę”. To rzeczywistość stanu wyjątkowego, stanu nadzwyczajnego; to poniekąd rzeczywistość jaką pamiętamy, o ile pamiętamy, ze stanu wojennego. Albo jeszcze gorzej: to świat na chwilę przed katastrofą, świat przed końcem świata:

słowo wyrzeka się pieśni

pieśń wyrzeka się słowa

które już nigdy

nie stanie się

ciałem…

(Zdradzeni…, VIII)


Obydwa cykle – a może poematy w częściach – doskonale do siebie przylegają. Jak przecież czytamy w utworze W mojej garderobie: „nie ma nieba / ani piekła”, natomiast „uczeni w piśmie” okazują się „niedouczonymi w życiu”; widzimy siebie równocześnie w krzywym zwierciadle i w weneckim lustrze, dziwka przebiera się za świętą, a święta za dziwkę, w tym czasie „dzieci przebierają się / w ubrania rodziców”, nie wyciągają żadnych wniosków z historii. W efekcie

nikt już nie wierzy

że można dojść

od nitki

do kłębka

(W mojej…, XIII)


W tych oskarżycielskich poematach Adam Ochwanowski oskarża także, a może przede wszystkim samego siebie, bo nie jest w stanie temu, że jest jak jest, a jest niedobrze, jako obywatel i poeta zapobiec; bo do tego, co jest i jak jest, przyłożył rękę – poprzez swoją bezsilność, niemoc, słabość. Jego poematy, jego cykle wierszy współtworzą poetycki lament nad Polską, nad naszym przemijającym bezpowrotnie światem, nad utraconym na amen czasem. Lamentując, poeta nie krzyczy wniebogłosy, ale śpiewa monotonnym głosem, narastającym z wersu na wers, ze słowa na słowo; śpiewa „niewyśpiewaną pieśń”. Poezja Adama Ochwanowskiego to poezja powtórzeń, nawracających fraz, nieustannych zaklęć: da capo al fine.

3. Gdy poeta przysłał mi zbiór Wspólna garderoba, w mieście Wuhan w Chinach wybuchła tajemnicza epidemia; gdy go czytałem, epidemia określona została mianem koronawirusa i zaczęła się przenosić z Azji do Europy, gdy podjąłem decyzję o napisaniu recenzji – choroba przyjęła nazwę Covid-19, a epidemia okazała się pandemią ogarniającą cały świat, w tym również Polskę, jakżeby inaczej. Piszę tę recenzję w stanie kwarantanny, niepewny jutra – tak jak każdy, tak jak wszyscy. Niewykluczone, że po epidemii – cokolwiek to będzie znaczyć – gdy powychodzimy z domów bez strachu i obawy, okaże się, że świat nie jest już taki jak dawniej i nigdy już taki jak dawniej nie będzie. Być może wtedy będzie nam potrzebna inna poezja – poezja po zarazie. Ale ona jeszcze nie powstała. Dzisiaj czytam wiersze Adama Ochwanowskiego z wiarą, że świat, w którym żyję, w którym żyjemy, że ten świat, że toczące się na tym świecie życie, w tym również moje życie – ciągle jednak ma sens.
Adam Ochwanowski: Wspólna garderoba.
Instytut Kultury Ireneusza Ślusarczyka,
Jędrzejów 2019, s. 64.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.