12/2018

Anna Mochalska

Podróż od zaplecza strony

Anna Nasiłowska w wierszu Jechać do Nasiłowa pochodzącym z najnowszej książki Ciemne przejścia pisze: „to jest kraina oczywistości”. Kraina, o której opowiada Nasiłowska, bynajmniej nie należy do tych oczywistych. Czy też raczej krainy – poetka zabiera nas bowiem w podróż do Wielkiej Brytanii i Brazylii, odwiedzamy wraz z nią Kretę, Rodos i polskie miasta. W każdym z tych miejsc przyglądamy się ludziom, przyrodzie, zwierzętom. Podmiot użycza nam swojego spojrzenia, które z rzeczy zwykłych czyni niezwykłe, które dostrzega umykające innym szczegóły. Wszystko domaga się naszej uwagi, a zwłaszcza te elementy rzeczywistości, które – niesłusznie – omija spojrzenie innych ludzi. Nie można dopuścić do tego, by świat płynął obok, niedostrzegany i niepodziwiany przez żadnego z jego mieszkańców. Poezja Nasiłowskiej to nieustanny zachwyt i zdziwienie, to nieprzemijająca postawa dziecka: „dziecko / dżin uwięziony w butelce / czekał na chwilę / aby wyprysnąć pod wpływem słońca / i fal na piasku / − to ja”. Podmiot w swoim zachwycie często jest osamotniony, tym bardziej więc czuje potrzebę, wręcz obowiązek, by zachwyt ten wypowiedzieć, a tym samym umożliwić innym jego doznanie. Poezja jest tu sposobem na uchwycenie nieuchwytnego i podzielenie się dokonaną obserwacją. Słowo utrwala wymykającą się rzeczywistość, choć równocześnie zasłania ją; odsuwa od doświadczenia na rzecz jego opisu. „Nikt nie ogląda tego spektaklu, / nawet ludzie, którzy wyprowadzają psy, / i poranni biegacze / czekają do świtu. / Tylko kobieta, która przyjechała z daleka, / stoi oniemiała. / Potem przypomina sobie właściwe słowo: / to przedświt. // I kiedy je wypowiada / wyraźnie, po polsku / różowy blask gaśnie”. Ten rozdźwięk między słowem i światem jest tylko jednym z elementów, które powodują, że o oczywistości nie może być mowy.

Nasiłowska w prozie nieustannie sięga po chwyty poetyckie, w poezji zaś wykorzystuje to, co w prozie najlepsze – opowieść, historię, fabularność. Jej wiersze często prowadzą nas od punktu A do punktu B, rozwijają się w wyraźny sposób, według wszelkich należytych i powszechnie przyjętych prawideł, mają wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Choć poetka sytuuje się wewnątrz wierszy, jednocześnie jest ich świetną narratorką. Ponieważ jest to twórczość wyrastająca z podróży („Poezja przypływa falą / najczęściej w czasie dalekich podróży / albo się objawia / w szparach między nocą a świtem”), narratorka wciela się właściwie w rolę przewodniczki wycieczki. Podkreślić jednak należy, że wycieczka nie prowadzi przez utarte szlaki, rozchodzone przez miliony turystów, ale wiedzie raczej po bezdrożach, miejscach niekoniecznie uwzględnianych w katalogach turystycznych, a zatrzymujemy się nie przy najbardziej rozpoznawalnych symbolach danych miejsc, ale na przykład „na zapleczu azjatyckiej kuchni”.

Nasiłowska patrzy na to samo, co my, ale widzi coś zupełnie innego. Biel serca Chopina to „brak uczuć / sublimacja tęsknoty / […] / ostateczna / marskość białego serca”. Jest oczywiście świadoma, procesów, jakie za tym stoją, ale mówi wprost: „pomińmy prozę procesów / chemicznych”. Tym samym pokazuje, że wzrok, dzięki któremu świat niezmiennie pozostaje dla nas tajemnicą, nie jest wrodzoną umiejętnością ani otrzymanym znikąd darem. To świadoma postawa, która daje nam niezwykle szerokie spektrum doświadczeń. Sprzyja im oczywiście zmiana miejsca, ale raz wyuczona zdolność pozwala inaczej spojrzeć też na to, co znane: zwierzęta, rośliny, zjawiska przyrodnicze, historię własną i wspólną. I tak w wierszu La nausée rytmiczne uderzanie fal o brzeg okazuje się odruchem wymiotnym, „od brzegu do brzegu nim wstrząsa / bezbrzeżne obrzydzenie”, a utwór Róża daje nam nietypowy obraz wyjaśniający kolor przybierany przez kwiaty: „biała ma policzki / z lekkich westchnień / zdrowego dziecka // czerwona z czystego pożądania / i wstydu niespełnienia / otwiera się codziennie szerzej”. Takich przykładów w tomie znajdziemy wiele więcej. Poetka jest mistrzynią obrazowania, które wywraca na nice obserwowaną rzeczywistość. Każda historia, którą uznalibyśmy za codzienną, może nawet nieciekawą, daje się opowiedzieć tak, że okazuje się pasjonująca, jedyna w swoim rodzaju, warta uwagi. Wszystko jest odkryciem, „każdego ranka coś nowego”.

Na początku tytuł, jaki swojemu najnowszemu tomowi poetyckiemu nadała Nasiłowska, wydawał mi się całkowicie niezrozumiały i właściwie zupełnie nietrafiony. Ciemne przejścia w książce, która jest jedną wielką afirmacją świata? W której nawet to, co brzydkie, zyskuje na wartości? Nie widziałam w niej mroku ani tych ukrytych, niepewnych tras. A jednak, mimo całego zachwytu, wręcz zachłyśnięcia się światem, jest to też opowieść o wielkiej samotności, strachu, śmierci. We wszystkich wyprawach podmiot jest sam. „Kiedy podróżuję sama / dobrze słyszę własne myśli”; one okazują się jedynym towarzystwem, na jakie można liczyć. Te wyprawy to też trudy podróży: i te fizyczne, związane z koniecznym wysiłkiem, i te psychiczne, będące naturalną konsekwencją absorbowania nowych miejsc oraz ich historii, nie zawsze przecież kończących się szczęśliwie. W Ciemnych przejściach co jakiś czas powraca motyw snu, który zwykle okazuje się koszmarem. Podróże odbywają się nie tylko w ciągu dnia, w pełnym świetle, ale też nocą, w podziemiach, w ciemności. Pojawia się lęk za dnia ukrywany lub po prostu stłumiony ogromem wrażeń. „Nie budź się teraz / bo nigdy się nie dowiesz / czy w ogóle jest wyjście / i jakie były dalsze losy wycieczki // Obudź się natychmiast / bo nigdy już / nie uwolnisz się”. Nasiłowska o swojej samotności i rozczarowaniu może nawet zaśpiewać (Kobieta niezależna), ale to nie znaczy, że ich nie odczuwa. To, co negatywne, nie znika, ale podmiot akceptuje ten stan. Niewiele można powiedzieć poza „trudno − − −”, a zrobić można jeszcze mniej.

Umiejętność mówienia prosto o prostych rzeczach jest niezwykle rzadka. Anna Nasiłowska z całą pewnością tę umiejętność ma. Po lekturze Ciemnych przejść w głowie na długo zostaje obraz wymiotującego morza czy Lisa w Londynie. Autorka Żywiołów potrafi wczuć się w każde położenie i przyjąć dowolną perspektywę jako własną. Może być innym człowiekiem, zwierzęciem, zjawiskiem i w każdym z tych wcieleń jest wiarygodna, bo cechuje ją niezwykła empatia. Dostrzega, że to, co dla niej jest ledwie krótkim momentem, dla motyla stanowi „prawie całe prawdziwe życie”. Nie przechodzi obojętnie obok płaczącej na statku kasjerki („porzucona? / wiadomość o śmierci?”), bo wie, że i piękno, i smutek kryją się we wszystkim i wszędzie są takie same. Podmiot przeżywa równolegle dziesiątki żyć. Motorem napędowym zdaje się tu właśnie samotność – pragnienie innego tak wielkie, że skutkujące utożsamieniem i zjednoczeniem, realnym byciem tym innym chociaż przez chwilę. „Teraz to czuje / nieważne jak długo / teraz”. W poezji Anny Nasiłowskiej to „teraz” rozciąga się na całą przestrzeń wiersza i domaga się nieustannego trwania w ciągłej lekturze. Więc czytajcie.

Anna Nasiłowska: Ciemne przejścia.
Staromiejski Dom Kultury,
Warszawa 2018, s. 70.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.