02/2018

Krzysztof Mrowcewicz

Poeta, który liczy

À Marcel Schwob


dramatis personae
Stanisław Trembecki – poeta, który liczy
Ludwik Brunet – kamerdyner, balwierz i szatny królewski, gospodarz poety
Król Stanisław August Poniatowski – cierpliwy opiekun poety
Krajewski – kamerdyner, podskarbi, praczka, szwaczka, fryzjer i kuchmistrz poety
Magdalena z Bartschów primo voto Greyberowa, secundo voto Fontana (tak, tak, z tych Fontanów1.), tertio voto Słonimska – „zdawniała niewiasta” i zalotna wdówka
Adam Poniński – starosta ryczywolski, kuchmistrz wielki koronny, co kuchni nigdy nie widział, a i w karty grać nie umiał
Ignacy Massalski – biskup wileński z długą szyją, gorliwy kapłan faraona
Stanisław Szczęsny Potocki – zakochany, rogaty głupiec
Ludwik Metzel – głośny ogrodnik i cichy artylerzysta
Wróble i gołębie – ostatni przyjaciele poety


Prolog: Urojone liczby, urojony żywot 2.
To mogło być tak, mogło też zupełnie inaczej. Ale nikt nie zaprzeczy, że poeta wciąż liczył, a rachunków wystawił więcej, niż napisał wierszy. Trapiły go liczby – na wekslach, obligach, rozliczeniach. Liczył w tańcu, przy stoliku do faraona, nad kartką papieru z nowym wierszem. Liczył drzewa, ptaki, dni, lata. Wreszcie liczby go zwiodły i oszukały. A może tylko dały mu znak? Przecież jeszcze nie zamknął się Wielki Period. Przecież może jeszcze powrócić.

1. Poeta liczy
Poeta liczy. Przy świetle woskowej świecy za 1 złoty, może 1 złoty z miedziakiem, choć Brunet bierze za nią złotego i groszy osiemnaście 3.

– Taka świeca wystarcza na dzień, co daje przez miesiąc 48 złotych, choć powinno być tylko niecałe 33! A gdzie łojówki dla służby? Brunet 4. daje jedną na dzień, za którą liczy sobie trzy grosze, co daje „osiem złotych na łojówki” miesięcznie! 5. A co z latem, gdy służba siedzi przy jednej lampce czasem i trzy dni? I zawsze na koniec 8 złotych, gdy sam wyda może cztery!

– Zimno tu jak w psiarni! − Poeta zabija zgrabiałe ręce. Przez dziurawe okna ciągnie, że aż strach. Piec ledwie ciepły, nie ma czym palić, a jak drogo! – Gdy sam kupowałem opał – myśli poeta – wystarczało 8 dukatów na zimę i miałem jak sułtan w łaźni. A teraz i 36 dukatów to za mało, a Brunet, przecząc porom roku, liczy sobie tak samo za lipiec jak za grudzień. Ogolił mnie ten balwierz – cóż z tego, że królewski – do gołej skóry i to tępą brzytwą!

Może założyć futro? Futro? To z białych moskiewskich baranów? Dawno poszło między ludzi. A to od króla? Myszy zjadły! Resztę rozebrali lichwiarze. Został „frak jeden i jedno ubranie letnie z krótkimi rękawami”.

Poeta siedzi. Zamknięty w czterech ścianach, „przygwożdżony do krzesła, z nosem wlepionym w stare księgi, cuchnące i zżarte przez szczury”.

– Nie, to niemożliwe! Strój szambelański – 540 złotych! Para pantofli – 8 złotych; item dwie pary jak wyżej – 16 złotych, szewcowi za buty 36 złotych! Co to za buty? Ze skóry złoconej? Temuż za buty złotych 18? Skąd tyle butów? I jeszcze raz: szewcowi za buty 4 talary! Dość! A to cienkie płótno holenderskie za 450 złotych i dwie sztuki płótna prostego (252 złote!), item dwie sztuki batystu za złotych 90! Przecież w szafie tylko dwie pary starych sukien zimowych, dobrze już używanych, jedna „półcześna”, że o letnich nie wspomnę. O Brunecie, Brunecie! I jeszcze 12 dukatów za praczkę, gdy mój Krajewski ledwie sam ręce zmoczy przy skąpej pańskiej bieliźnie 6. Bielizna? Nowych jedwabnych pończoch trzeba co najmniej tuzin, czyli 24 dukaty jak obszył. Nicianych tyleż – dukatów 5, to znaczy 10 talarów, czyli bitych 80 złotych. A gdzie hafty na suknie i gwiazdy orderowe (co najmniej 20 dukatów!). I jak tu się pokazać paradnie na ulicy, gdy służący nie tylko bez grosza, ale i obdarci? Liberię dla dwóch liczę 32 dukaty. Brunet, pijawka pisze zaś: złotych 648, to jest dukatów 40.

Poeta drapie się w głowę.

– Fryzjer Krzysztof – 170 dukatów. Na Boga! (jeśli jest), to 2720 czerwonych złotych, których nie mam i mieć nie będę! Za tyle sprzedam moją duszę, jeśli ją mam, albo tę resztkę włosów, którą i tak wydrę sobie z rozpaczy. Zaraz, zaraz – to za peruki. A dopiero co było 150. Skąd te 20 dukatów? Ach, miało być płatne na Świętego Jana. Resztę dołożyły procenta! Perukę trzeba porządnie napudrować. Więc jeszcze puder i pomada, za które Brunet chce co miesiąc dukata (12 dukatów na rok czyli 192 złote, co daje 2912 złotych na samego fryzjera). Dzięki Bogu (który, jeśliby był, nie mógłby na to patrzeć), że Krajewski daje sobie radę z brzytwą, a od biedy i ufryzować potrafi.

Do tego jeść trzeba, a tu stół skąpy: obiad z dwóch dań, ciągle tych samych, a kolacji zwykle nie ma. – Czytam i oczom nie wierzę: „Stół Pana Szambelana był zawsze dobry, czysty i bardziej niż wystarczający”. Sześć dobrze przyrządzonych dań! Gdzie i za ile! Sam przeżyłbym za niecałe 2000 złotych, ale nie pod balwierską kuratelą. A tytoń? Niechby był najpodlejszy – trzeba liczyć co najmniej 2 dukaty na miesiąc, to znaczy 96 czerwonych złotych na rok!



[Pełny tekst do przeczytania w wydaniu papierowym.]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.