06/2020

Janusz Drzewucki

Posłaniec mistyczny Konstandinos Kawafis

1. Na poezję Konstandinosa Kawafisa trafiłem przypadkiem w czasie studiów. Szukając jak najbardziej nieakademickiej interpretacji poezji staropolskiej, sięgnąłem po zbiór esejów Zygmunta Kubiaka Wędrówki po stuleciach, bo ktoś podpowiedział mi, że jest w tej książce wprost niebywały w świecie ówczesnej polonistyki szkic pod tytułem – jakby zaczerpniętym wprost z Ferdydurke Gombrowicza – Co zawdzięczamy Janowi Kochanowskiemu?. Ku własnej radości oprócz tego znakomitego tekstu przeczytałem także rozprawy o Horacym, Dantem, Keatsie oraz kompletnie mi wtedy nieznanym nawet z nazwiska Kawafisie. Lektura poświęconego Aleksandryjczykowi szkicu była o tyle intrygująca, że Kubiak w jego strukturę włączył wiele zacytowanych in extenso, przełożonych przez siebie utworów tego poety. Szczęśliwym zrządzeniem losu, krótko potem – był rok 1978 – w tzw. celofanowej serii PIW-u ukazało się drugie (pierwsze wyszło w 1967 roku) rozszerzone wydanie Wyboru wierszy tego poety. Zbiór ten natychmiast kupiłem i przeczytałem od deski do deski.

Od tamtego czasu sięgałem po każde nowe wydanie Kawafisa w przekładzie Kubiaka. Na wszelki wypadek wyliczam: w 1979 roku Poezje wybrane (LSW), w 1981 roku Wiersze zebrane (PIW), w roku 1992 (Res Publica Reprint) uzupełnione i poprawione. I wreszcie opus magnum Kubiaka, translatorskie i eseistyczne, czyli dwa tomy wydane w 1995 roku w jednolitej szacie graficznej: ponownie rozszerzone Wiersze zebrane oraz poetycka biografia Kawafis Aleksandryjczyk (Wydawnictwo Tenten). Jak sam w jednym z wywiadów przyznał, poświęcił Kubiak Kawafisowi i jego dziełu trzydzieści lat życia. Tłumaczył go cierpliwie i z pasją, ale także ze znakomitym skutkiem. Zdawać się mogło, że jego przekłady są wręcz kongenialne. Tej pracy nie mogły przyćmić ani tłumaczenia (zaledwie kilkunastu wierszy) Janusza Strasburgera, ani Czesława Miłosza (z przekładu angielskiego), do jakich w międzyczasie dotarłem.

Nie sposób przy tej okazji nie dopisać, a zatem dopisuję: swoje dla popularyzacji tego poety nad Wisłą – już po śmierci Zygmunta Kubiaka – wnieśli: Antoni Libera, który w 2011 roku ogłosił jego wiersze wybrane pod tytułem Jeśli do Itaki wybierasz się w podróż…; a także Jacek Hajduk, który w 2013 roku opublikował książkę literaturoznawczą Kawafis. Świat poetycki, a w roku 2014 zawierający sto pięćdziesiąt cztery wiersze Kanon Kawafisa.

2. W roku 2013 nakładem Wydawnictwa Austeria w Krakowie jeden z najznakomitszych tłumaczy naszych czasów – Ireneusz Kania –ogłosił liczący ponad sześćdziesiąt utworów dwujęzyczny wybór Czekając na barbarzyńców i inne wiersze. Teraz na moje biurko trafiło następne dzieło tego translatora, mianowicie licząca ponad sześćset stron (również dwujęzyczna i także nakładem krakowskiej Austerii) edycja Wierszy zebranych; bez wątpienia najpełniejsza prezentacja Kawafisa w języku polskim.

Podstawę edycji stanowią wspomniane wyżej sto pięćdziesiąt cztery wiersze, czyli tzw. ekdota poiemata w wydaniach Kubiaka, a w wydaniu Kani po prostu „wiersze kanoniczne”; a więc te w pełni przez poetę zaakceptowane, albo jeszcze inaczej: „wiersze opublikowane”. Bo trzeba wiedzieć, że na dorobek Kawafisa składają się także tzw. apokerygema poiemata oraz anekdota poiemata, a więc „wiersze odrzucone” oraz „wiersze nie opublikowane” – w edycjach Kubiaka, w edycji Kani zaś – „wiersze niekanoniczne” i „wiersze odrzucone”.

Znakomitym wprowadzeniem do lektury tego wszystkiego, co Kawafis po sobie zostawił w zakresie poezji – zarówno dla tych, którzy te twórczość znają, jak i dla tych, którzy przygodę z Aleksandryjczykiem dopiero zaczynają – jest bez wątpienia szkic Nic do stracenia, w którym jego autor – Grzegorz Jankowicz, eseista związany z Uniwersytetem Jagiellońskim i „Tygodnikiem Powszechnym” – brawurowo wiąże postać oraz dzieło greckiego poety z Franzem Kafką oraz Fernando Pessoą, a ponadto przekonująco kreśli jego artystyczny fenomen. Jankowicz i Kania przypominają to, na co wskazywał już i Kubiak, że Kawafis język swojej liryki wywiódł zarówno z greki literackiej (katharewusa), jak i codziennej (dimotiki), co w pewnym sensie wiąże się – dopowiadam teraz od siebie – z koncepcją Jarosława Marka Rymkiewicza przedstawioną w książce Czym jest klasycyzm o dwu idiomach polszczyzny: konwencjonalnym i konwersacyjnym. W efekcie język Kawafisa okazuje się wielce dynamiczny, w poetyckiej mowie tego twórcy spotykają się na równych prawach przeszłość z teraźniejszością, historia ze współczesnością, mit z historią. Wszak w gęsto zaludnionym świecie tego poety spotkamy zarówno postaci mitologiczne, jak i historyczne, ale także fikcyjne, żyjące tylko w imaginacji twórcy; wreszcie postaci znane tylko jemu z imienia lub wręcz anonimowe, nie wymienione choćby z imienia. Jedynym dowodem ich egzystencji okazują się te właśnie wiersze.

Poza latami dzieciństwa i młodości spędzonymi w Anglii i w Konstantynopolu Kawafis (1863–1933) całe dorosłe życie związał z miastem w którym się urodził i zmarł (umarł zresztą w dniu siedemdziesiątych urodzin), czyli z Aleksandrią. Pracował najpierw jako dziennikarz, a potem jako urzędnik Wydziału Nawadniania w Ministerstwie Robót Publicznych. Żył na uboczu prowincjonalnego miasta, ale żył po swojemu, tak jak chciał i zapewne przekonany, że jego życie jest życiem spełnionym. Uważany za największego poetę języka nowogreckiego, w Grecji był raptem cztery razy: w latach 1901, 1903 i 1905 oraz 1932. Podczas ostatniego pobytu, ciężko chory na raka gardła, poddał się w szpitalu w Atenach operacji, w wyniku której stracił głos.

Za życia opublikował niewiele, podobnie jak Kafka i Pessoa, ale to, co po sobie pozostawił, stawia go w pierwszym szeregu największych liryków XX wieku. Cześć zdążyli mu oddać – urodzeni także w Aleksandrii włoscy poeci: Filippo Tommaso Marinetti oraz Giuseppe Ungaretti, fascynowali się nim E.M. Forster i Wystan Hugh Auden, a po jego śmierci Lawrence Durrell, autor słynnej powieściowej tetralogii Kwartet aleksandryjski. Jego najgenialniejsze i najczęściej tłumaczone na wszystkie najważniejsze języki świata utwory to Czekając na barbarzyńców, Miasto, Idy marcowe, Bóg opuszcza Antoniusza, Itaka, ale przecież nie tylko. Dzięki najnowszej edycji, w której zachowano – zaznaczoną stosownym odstępem przez Kawafisa (czego w wydaniach Kubiaka próżno szukać) – średniówkę, zwracam uwagę na utwory napisane właśnie heksametrem, takie jak Ponawiana przysięga, Niech przychodzą, Przyniosłem sztuce, W desperacji czy Zanim czas ich odmienił.

3. Akcja liryczna wierszy Kawafisa rozgrywa się w mieście, ale i na cmentarzu. Poeta opisuje orszaki i kondukty, pogrzeby i groby – bliskich i dalekich. Ten świat dzieje się w pustym mieszkaniu i na gwarnej ulicy, ale także w biurze, w sklepie, w kawiarni, w winiarni, tawernie, w knajpie, w spelunce, w bibliotece i w kościele oraz w miejscach cieszących się raczej złą sławą, w lupanarze, w „bezecnym domu” (w wierszu Na schodach). Wszak – jak sam wyznał w Teatrze w Sydonie (400. R. po Chr.) – pisał „wierszyki nader śmiałe” sławiące „miłość jałową, miłość potępioną”. Ci, których spotyka na swojej drodze – poeta, jego alter ego, podmiot liryczny czy liryczny bohater – to ludzie, którzy klepiąc biedę, marzą o lepszej przyszłości, liczą na odmianę losu, na szczęście fortuny: „los mój okrutnie mnie boli”, wyznaje Wizades do swej ukochanej, „Ziemia to smutku przybytek” – czytamy w Godzinie melancholii. Ale też poeta – „posłaniec mistyczny”, „magią poezji pijany”, pojawiający się w narracyjnym wierszu Bard – żyjący z dala od ludzi i świata, jest w stanie zbudować dom z wyobraźni; chociaż bez ścian i dachu, to jednak wielce solidny: „bo nigdy Los nim nie zachwieje”.

Co znamienne, gdy czytałem Kawafisa w przekładach Kubiaka, zwracałem uwagę przede wszystkim na teksty mające bądź historyczny, bądź mitologiczny sztafaż, najogólniej rzecz ujmując historiozoficzne czy polityczne, gdy zaś czytam Kawafisa w tłumaczeniu Kani, uwagę skupiam dla odmiany na wierszach jak najbardziej osobistych, refleksyjnych, by nie powiedzieć konfesyjnych, wyrażających egzystencjalny niepokój poety. Bohater wspomnianego Miasta to ktoś, kto „jakoś zrujnował swoje życie tutaj”. Jednego z bohaterów wiersza Dwaj młodzieńcy, około 23–24-letni osaczają „natrętne myśli o trwonionym życiu”, podmiot Dni roku 1896 stwierdza: „No i stoczyłem się całkiem”, protagonista Września 1903 pociesza się iluzjami, „aby oszukiwać pustkę mego życia”. To z jednej strony, bo z drugiej, wyznając prawdę o swoim w młodości „wyuzdanym życiu”, konstatuje jednocześnie w wierszu Zrozumienie, że to właśnie wtedy „kształtowały się mej poezji naczelne idee”. A jednocześnie – sobie samemu chyba przepowiadał w wierszu Ile możesz, ale także każdemu z nas z osobna – aby wtedy, gdy nie dajemy sobie rady z życiem, gdy nie staje się ono takim, jakim stać się powinno, jak byśmy chcieli, nie powinniśmy pospolitować go – cokolwiek to znaczy: „Nie pospolituj go, wlokąc je to tu, to tam / i z powrotem”.

Zdając sobie doskonale sprawę z ograniczeń egzystencjalnych, z konsekwencji wynikających z tego, że los rzucił go hic et nunc, mógł w Rzeczach niemożliwych dopisać pointę: „Ja zaś sądzę, że prawdziwie doskonałe / jest życie, którego nie da się przeżywać”. Nie chciał, aby oceniać go i jego styl życia. Ferującego tyleż apodyktyczne, co pochopne wyroki znawcę życia i literatury (kimkolwiek on jest lub będzie) ostrzegł: „Z tego wszystkiego, com robił czy mówił, / niech nikt nie próbuje dociekać, kim byłem” (Utajone). Nie krył przekonania, że „w doskonałości dzieła jest samozniszczenie” (Budowniczowie), ale miał przeczucie, że to, co go czeka, co czeka jego słowo poetyckie, jest, bo jest – nieodgadnione:

Jakieś nadzieje ogromne a mgliste

we mnie wzbierają; mistyczna muzyka

(U otwartego okna)


4. Odkąd czytam Kawafisa, odtąd podziwiam jego cienką ironię, z jaką opowiada zarówno o tym, co historyczne, jak i o tym, co współczesne, z jaką opisuje to, co staroświeckie, i to, co nowoczesne, z jaką opisuje uwikłanie człowieka w historię – co da się mniej lub bardziej zracjonalizować, ale także uwikłanie człowieka w to wszystko, co w jego losie przypadkowe – czego raczej zracjonalizować się nie da. Ironia Kawafisa to ironia sofisty i stoika.

W trakcie lektury aleksandryjczyka w przekładach krakowianina (Ireneusza Kani) uprzytomniłem sobie coś, czego wcześniej u aleksandryjczyka w tłumaczeniach warszawianina (Zygmunta Kubiaka) nie dostrzegałem, ale co raczej nie jest winą przekładu, lecz mojej zawodnej spostrzegawczości: to mianowicie, że Kawafis ma poczucie humoru, skłonny jest do żartu, kpiny, a nawet szyderstwa. Oto dla przykładu Aristomenes, syn Menelaosa – którego konterfekt poeta naszkicował w wierszu Książę z zachodniej Libii. Jako człowiek małomówny i zatopiony w księgach, cieszył się opinią głębokiego myśliciela, a tacy – wiadomo – „zazwyczaj w gadaniu nie gustują”. Zaszczyty, jakimi go obdarzano, przyjmował z wdzięcznością, ale i skromnością. Tymczasem w gruncie rzeczy „Głębokich myśli nie miał, i w ogóle żadnych”, z czego doskonale zadawał sobie sprawę, więc wypowiadał się jak najrzadziej, aby nie popsuć sobie powszechnej opinii, aby jego głupota nie wypłynęła na wierzch i go nie skompromitowała.

Nawiązując do tej kwestii, w wierszu Mowa i milczenie poeta polemizuje z arabskim przysłowiem „Złotem jest milczenie, srebrem mowa” i traktuje je w kategoriach wręcz bluźnierstwa. Milczenie to dla niego synonim „nieuctwa”, milczą przede wszystkim ci, którzy nie mają nic do powiedzenia, a nie mają nic do powiedzenia, bo jedyne, co mają, to pustka w głowie. A zatem:

Chorujesz. Bo tępe milczenie ciężką jest chorobą,

za to Mowa to ciepłe, współczujące zdrowie.

Cieniem i nocą jest Milczenie, Mowa – dniem.

Mowa jest prawdą, życiem i nieśmiertelnością.

Mówmy więc, mówmy – milczeć nam się nie godzi,

skorośmy stworzeni podług wzorca Słowa.

Mówmy, mówmy – skoro w nas mówi

boska myśl, duszy bezcielesny głos.


Nie to, żebym namawiał wszystkich – zarówno nadawców poezji, jak i jej odbiorców, znajomych i nieznajomych, przyjacioły i nieprzyjacioły moje – do gadulstwa. Nic z tych rzeczy. Po prostu proszę was: odpowiadajcie, gdy was o coś, o cokolwiek pytają, rozmawiajcie ze sobą, a przy okazji: odpisujcie na moje listy i emaile. Niczego więcej nie wymagam, o nic więcej nie proszę.

Konstandinos Kawafis: Wiersze wszystkie. / Απαντα ποιητικα.
przełożył Ireneusz Kania
Austeria,
Kraków 2019, s. 660.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.