02/2021

Włodzimierz Paźniewski

Profesor Węgierski

Najciekawszą postacią poznaną przeze mnie w Katowicach okazał się mieszkający na Osiedlu Tysiąclecia prof. dr Jerzy Julian Węgierski (1915–2012). (Profesor używał tylko pierwszego imienia). Przedwojenny absolwent i asystent Politechniki Lwowskiej, a następnie wykładowca Politechniki Śląskiej w Gliwicach; emerytowany znawca kolei i wszystkiego, co wiąże się z budową, wykorzystaniem i utrzymaniem „dróg żelaznych”. Na emeryturze pisał książki o AK na Kresach.

Profesor urodził się w roku 1915 we Lwowie. Wśród jego przodków spotkamy osiemnastowiecznego poetę Tomasza Kajetana Węgierskiego i gen. Emiliana Węgierskiego. Łączą go liczne koligacje z rodzinami, których nazwiska dużo znaczą w historii i kulturze polskiej: z Estreicherami, Mościckimi i Pułaskimi. To ostatnie pokrewieństwo sprawiło, że profesor Węgierski i jego bliscy są dzisiaj najważniejszymi pretendentami do amerykańskiego spadku po gen. Pułaskim. W uznaniu zasług w wojnie o niepodległość Kongres przyznał generałowi ogromne nadziały ziemi pod Waszyngtonem. Niegdyś były to pustkowia. Ale od ponad stu lat tereny te stanowią centrum stolicy o niewyobrażalnej wprost wartości. Węgierski byłby kandydatem na najbogatszego Polaka.

Gdy pewna znana zagraniczna kancelaria prawnicza wstępnie przygotowywała się do tej sprawy, z wyliczenia roszczeń wyszły jej liczby astronomiczne. Z niczym podobnym nie miała do tej pora do czynienia. A jaka znakomita i długa lista pozwanych: urzędujący prezydent Stanów Zjednoczonych, burmistrz Waszyngtonu, prezesi największych banków, naczalstwo wielu urzędów federalnych, no i rzecz oczywista, nie setki, ale tysiące osób prywatnych, mających na tych terenach swoje nieruchomości.

Przed wojną przymierzali się do wielkiej batalii sądowej o spadek dziadek i ojciec profesora. Pech chciał, że w starannie zebraną dokumentację w Warszawie trafiła niemiecka bomba. W ten sposób wszystko trzeba by było zaczynać od początku. Do spadku po gen. Pułaskim profesor odnosił się więc dość sceptycznie. Traktował to raczej jako uroczą ciekawostkę w swojej biografii. Po wojnie trafił do łagru, gdzie poznał Aleksandra Sołżenicyna.

Przyszłego pisarza aresztowano podczas wojny w północnej Polsce. Był oficerem artylerii. Oskarżono go o uprawianie propagandy antyradzieckiej i pracę nad organizacją mającą obalić „władzę ludu pracującego miast i wsi”. Trzy dni więziono go w Brodnicy. Bo tam znajdowała się centrala kontrrazwiedki, czyli kontrwywiadu. Potem wywieziono nieprawomyślnego oficera do Rosji, gdzie usłyszał wyrok: osiem lat łagru.

Profesora Węgierskiego zatrzymano po wojnie za przynależność do AK we Lwowie, gdzie wziął udział w wyzwalaniu miasta spod okupacji hitlerowskiej. Po długotrwałym śledztwie skazano go na dziesięć lat pobytu w łagrze. Spędził tam ponad dziewięć lat.

W swoim najważniejszym dziele Archipelag GUŁag rosyjski noblista zamieścił dwa fragmenty o profesorze Jerzym Węgierskim. Oto one w przekładzie Jerzego Pomianowskiego.

Zdarzyło się raz, że chciałeś na budowie zmierzyć, ile właściwie muru przybyło. Biegniesz więc do dziesiętnika – żeby poprosić o składaną miarkę. Miarki tej dziesiętnik pilnuje jak oka w głowie, a nie zna cię przecież z twarzy, brygad tu wiele. A jednak ten skarb ci ufnie powierza (jak na obóz – to po prostu idiotyzm!). A kiedy mu tę miarkę zwracasz, jeszcze ci pięknie podziękuje. Jak też takie dziwadło może być dziesiętnikiem w obozie? Mówi z akcentem. Ach, okazuje się, że to Polak, nazywa się Jerzy Węgierski.


Drugi fragment dotyczy sytuacji bardziej dramatycznej, a mianowicie buntu, który w styczniu 1952 roku wybuchł wśród łagierników w Ekibaztuzie. Podjęto głodówkę, ale ta po pewnym czasie załamała się. Postępowanie Węgierskiego bardzo zaimponowało przyszłemu nobliście. Tak to wspomina w Archipelagu…:

I tu zrozumiałem, co to jest polska duma – na czym polegał sekret polskich powstań, tak pełnych zapamiętania. Polak, inżynier Jerzy Węgierski był teraz w naszej brygadzie. Odsiadywał ostatni dziesiąty rok swojej kary. Nawet gdy był kierownikiem robót, nikt nie słyszał od niego ostrego słowa. Był zawsze cichy, uprzejmy, wyrozumiały.

A teraz twarz mu się zmieniła. Z gniewem, pogardą i męką odwrócił oczy od tego żebraczego orszaku, wyprostował się i krzyknął ze złością donośnie:

– Brygadzisto! Mnie proszę na kolację nie budzić! Ja nie pójdę!

Wdrapał się na górne nary, odwrócił się do ściany – i nie wstał. Myśmy poszli jeść – a ten nie wstał! Nie dostawał paczek, był zupełnie sam, nigdy nie bywał syty – a nie wstał. Para unosząca się nad gorącą kaszą nie mogła mu przesłonić obrazu bezcielesnej Wolności.

Gdybyśmy wszyscy byli tacy dumni i nieustępliwi – to jaki tyran by się ostał?


Krewny gen. Pułaskiego chyba mnie trochę lubił, bo kiedy pojawiła się kwestia opublikowania listów jakie profesor Węgierski otrzymał od rosyjskiego noblisty, wybrał mnie. Korespondencja Sołżenicyna ukazała się w moim opracowaniu, w książeczce Drogi Juriju JurijewiczuListy Aleksandra Sołżenicyna do Jerzego Juliana Węgierskiego, Muzeum Śląskie, Katowice 2007.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.