09/2020

Elżbieta Isakiewicz

Z cyklu Opowieści przyziemne
Przepadłość

Jadą autobusem przez centrum miasta. – Dlaczego mnie pominąłeś? Dlaczego mnie tam nie było? – zwraca się kobieta do mężczyzny. (Czy chodzi o rodzinną uroczystość, czy nieobecność przy wyborze mebli?). W jej spienionym głosie gorycz ściga się z pretensją. On ją ucisza. Pochyla się, coś wyjaśnia, lecz twarz kobiety pozostaje cierpka. Potem wysiadają. Za szybą jej bezgłośne usta wciąż zadają te same pytania.

Siódmego października 1582 w piętrowej kamienicy kupca weneckiego Antonia Moreno rodzi się dwoje zdrowych bliźniąt. Jego żona, udręczona porodem, śpi. Przez szczebel drewnianej okiennicy (dzień jest nieruchomy i postny, pogrążony we własnym wnętrzu) przemyka słoneczny promień i wstążkowym pasmem kładzie się na powiekach leżącej, która nagle, pokonując słabość członków, wstaje, powolnymi ruchami rozwiera okiennice, następnie skrzydła okna i frunie w dół bez krzyku.

Dwa dni później Jan Kochanowski stoi z poobiednim kuflem słodkiego wina na ganku domostwa w Czarnolesie, gdzie zebrały się w pierwszej jesiennej czerwieni liście winorośli, a Urszulka, od trzech lat nieżyjąca, razem z siostrą Hanią, też zmarłą na tyfus, układają z nich szkarłatne bukiety, nucąc dziecięcą klepankę: szast-prast-sznur-szumi bór – i w tej chwili przydarza się poecie ów rzadki cud ogarnięcia całości, pochwycenia sensu – doświadczenie przemijające bezpamiętnie i osiadające na dnie duszy jedynie mglistą pewnością objawienia.

Kolejne dwie doby po tym epizodzie na południu Francji rybak Anzelm znajduje w sieci parę związanych rzemykiem męskich butów. Przekonany, że to znak, w tychże butach podąża do portu. Tu zaciąga się na galeon, który obiera za cel horyzont.

Jednakże nie jest pewne, czy wszystko to zadziało się naprawdę, gdyż kalendarz gregoriański wprowadzony przez papieża Grzegorza XIII w miejsce kalendarza juliańskiego omijał daty od piątego do czternastego października 1582 – zatem lot żony weneckiego kupca, wizja poety oraz zew rybaka znalazły się poza czasem. Nie wiadomo, ile przepadło wówczas ludzi i zdarzeń – być może była wśród nich i ta kobieta z autobusu mknącego po Warszawie, wyrzucona za burtę istnienia, pominięta błąkająca się w nieodwracalnym międzywymiarze.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.